Reklama

Reklama

Maja Klemp: Pakistan się zmienia

- w Pakistanie nie ma już przyzwolenia na prześladowanie kobiet - mówi Maja Klemp /Robert Sikorski /archiwum prywatne

- Z tego co wiem świadomość się zmienia. Kobiety i mężczyźni zaangażowani w marsze starają się dotrzeć do osób najbardziej pokrzywdzonych przez społeczeństwo. Głos w dyskusji na temat praw kobiet podniósł również premier Imran Khan. Choć większa część jego polityki rozczarowała wyborców, w sprawach związanych z przemocą seksualną nie bierze jeńców - mówi Maja Klemp, autorka książki "Pakistańskie wesele".

Sara Przepióra, Styl.pl: Brałaś dwa śluby: w Danii i Nowym Jorku. Dlaczego nie w Pakistanie?

Maja Klemp: - Zależało nam na ślubie muzułmańskim i cywilnym. Pierwszą z ceremonii bez większych kłopotów zorganizowaliśmy tutaj, w Nowym Jorku. W Pakistanie mogliśmy postarać się o muzułmański odpowiednik ślubu cywilnego, czyli nikkah, ale nie miałoby to większego sensu. W Polsce taka forma kontraktu nie jest uznawana. W grę wchodził wyłącznie ślub w Europie. Skomplikowana polska biurokracja zniechęciła nas do organizowania go w moim rodzinnym kraju, dlatego padło na Danię.

Reklama

- Rodzina męża liczyła na pakistańskie wesele, ale ja stanowczo odmówiłam. Miałam zatem dwa śluby i ani jednego wesela. Mam nadzieję, że tak pozostanie. Teściowa usilnie stara się nas przekonać do zorganizowania walimy. Jeszcze nie mamy pomysłu, jak jej grzecznie odmówić.

Nie chcesz wielkiego pakistańskiego wesela?

- Nie zniosłabym tego dobrze. Występowanie w charakterze głównej atrakcji przeraża mnie tym bardziej, że pakistańskie panny młode sadzane są na scenie, głaskane, przytulane, całowane, a nawet karmione. To zbyt wiele dla osoby, która nie przepada za tak intensywną serdecznością. Uwielbiam wesela, pod warunkiem, że są cudze i mogę z nich wyjść w każdej chwili.

Jak zatem wygląda tradycyjny ślub i wesele w Pakistanie?

- Ceremonii jest kilka, najczęściej rozkładają się na trzy dni. Pierwszą z nich jest wspomniane nikkah, czyli zawarcie muzułmańskiej umowy ślubnej. Dawniej nikkah organizowano podczas jednego z trzech dni weselnych, najczęściej baratu. Przemowy prowadzących ceremonię imamów przedłużały się czasem w nieskończoność, dlatego zrezygnowano z takiego rozwiązania. Wesele jest w końcu po to, żeby bawić się i jeść.

- Najbardziej folkowym wydarzeniem jest mehendi - tradycyjna ceremonia malowania dłoni henną. Można przyrównać je do wieczoru panieńskiego. To raczej kobiece spotkania, ale nowoczesne pakistańskie rodziny wykorzystują je do wyprawienia kolejnej fety dla wszystkich. Później przychodzi czas na barat, który teoretycznie jest najważniejszym dniem weselnym. Panna młoda przechodzi bowiem ze swojego rodzinnego domu pod dach męża. Towarzyszące temu dniu przyjęcie wyprawiane jest przez rodziców kobiety, aby uhonorować nowych członków rodziny. Po nocy spędzonej w nowym miejscu panna młoda prezentuje się w jeszcze piękniejszej stylizacji na walimie. Krewni pana młodego pokazują w ten sposób, że będą się nią opiekować.

- Niektóre rodziny wychodzą z założenia, że trzy dni wesela z rzędu są zbyt męczące. Decydują się więc na dłuższe przerwy między ceremoniami, a przy okazji organizują dholaki, spontaniczne spotkania rodzinne, na których ćwiczy się choreografie na wesela. Wydarzenia odbywają się w obrębie jednego rodu. Nasi państwo młodzi byli ze sobą spokrewnieni, więc na imprezy zapraszani byli wszyscy goście.

Ilu gości zjawia się na ceremoniach?

- Na główne wydarzenia przybyło około 800 osób. Trudno dokładnie policzyć wszystkich gości. Na stołach nie ma zastawy, jedzenie podawane jest w formie bufetu. Co więcej, na wesele często zabiera się ze sobą nadprogramowych znajomych, więc lista gości wymyka się spod kontroli. 

Spod kontroli nie wymyka się za to godzina zakończenia zabawy.

- Rzeczywiście, podczas mojego pobytu w Pendżabie obowiązywało prawo, według którego wszelkie imprezy organizowane przez Pakistańczyków musiały zakończyć się najpóźniej o 22. Gdy tylko usłyszałam o tej przedziwnej zasadzie, zaczęłam szukać na ten temat informacji w internecie. Prawo w zamyśle miało załagodzić nierówności społeczne. Elitom odbierało się od ust, żeby biedniejsze rodziny nie czuły się źle z tym, że nie mają co włożyć do garnka. Osobiście uważam to za bzdurę.  Dłuższa impreza to przecież więcej jedzenia, a to nie bierze się znikąd. Kupuje się je najczęściej od biedniejszych sprzedawców.

- Nieoficjalnym powodem wprowadzenia tego prawa jest obawa o bezpieczeństwo kobiet, wracających późnym wieczorem do domu. Wtedy są najbardziej narażone na ataki przestępców seksualnych i nie tylko. Nie mówię tu wyłącznie o kobietach poruszających się pieszo. Przemieszczanie się samochodem też nie jest pozbawione ryzyka.

Wesele, na którym byłaś, nie trwało jednak do 22. Mieliście przez to problemy?

- Impreza została zorganizowana poza miastem, żeby nie ściągnąć niczyjej uwagi. Plan się jednak nie powiódł, ktoś doniósł o przedłużającej się zabawie na policję. Interwencja policji musi zakończyć się aresztowaniem pana młodego. Rodzina jest przygotowana na taką ewentualność. Wydają w ręce służb dublera, który nierzadko spędza zamiast świeżo upieczonego małżonka noc w areszcie.

Jakie relacje łączą cię z pakistańską rodziną?

- Teraz mogę śmiało stwierdzić, że nie mogłam trafić lepiej. Nie miałam jednak wcześniej oporów, żeby zapytać sióstr męża, jak podchodzą do naszego małżeństwa. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jestem wymarzoną kandydatką na żonę. Szwagierka powiedziała mi wtedy, że nie powinnam zaprzątać tym sobie głowy. Jedyne zastrzeżeniem było to, że nie jestem muzułmanką. Nie chodziło jednak o moją wiarę. Wiedziały, że ich braciszek oddalił się od religii i myślały, że wierząca żona przybliży go do Boga. Nie trafiły jednak tak źle, bardzo szanuję religię mojego męża. Może nie namawiam go na pielgrzymkę do Mekki, ale za to zmieniłam go w wielu sprawach na lepsze.

Co ze stereotypami na temat pakistańskich tradycji, które na zachodzie odbijają się szerokim echem? Czy oprócz braku papieru toaletowego coś jeszcze cię zaskoczyło?

- Sprawy przedstawiają się inaczej w różnych klasach społecznych, czy też wśród mieszkańców miast i wsi. Przed przyjazdem do Pakistanu przeczytałam, że Pakistańczycy nie noszą bielizny, co spotkało się ze stanowczym sprzeciwem męża. Okazało się jednak, że brak bielizny na wsi jest popularny. Mimo zapewnień ukochanego, nie zawsze miałam też dostęp do sztućców. O ile brak noża czy widelca nie jest specjalnym problemem, to życie bez łyżki stwarza pewne komplikacje. Płynne dania je się tam za pomocą chlebków, ale każdy kęs to kolejne, zbędne kalorie. Nic dziwnego, że starsze Pakistanki są tak pokaźnych gabarytów. Zostałam zmuszona do opracowania autorskiej techniki jedzenia zupy. Mój chlebek był wielorazowego użytku, a zupę wysysałam.

Najwięcej czasu spędziłaś w Lahaurze. Jak opisałabyś to miasto?

- Jednym słowem: wariactwo. Zupełnie inaczej je sobie wyobrażałam. Myślałam, że ujrzę starą subkontynentalną kulturę - piękną architekturę mogolską, pałace, zachwycające ogrody. Nie łudziłam się, że będą w pełni zachowane, ale nie spodziewałam się również, że zobaczę tak wiele szarych i ponurych miejsc. Byłam w Lahaurze ponad tydzień i nadal nie wiem, gdzie to miasto się zaczyna, a gdzie kończy. Nie pomagała też żadna mapa, byłam zupełnie nieporadna i zdana na pomoc męża. Mieszkałam już wcześniej w dużych miastach. Tokio również nie należy do miejsc, w których łatwo o orientację przestrzenną, nie ma przecież żadnego centrum, ale Lahaur to jest zupełnie inny poziom, nie wspominając o ruchu drogowym.

Wspomniałaś w książce o obowiązującej na pakistańskich drogach zasadzie "pierwszeństwo ma tańszy". Na czym ona polega?

- Mój mąż wychodzi z założenia, że w niektórych miastach nie obowiązują przepisy ruchu drogowego. Ten, kto jest posiadaczem najdroższego samochodu, musi uważać, żeby z jego cennym nabytkiem nic się nie stało. Za to reszta uczestników nie przejmuje się regulacjami. Kierując się logiką tej, zasady najtańsze jest ludzkie życie. Pieszy przechodzi przez jezdnię nie zważając na nic. Przekonałam się o zasadności tego założenia, gdy jechaliśmy na północ Pakistanu. Ludzie widzieli, że nadjeżdża samochód, nawiązywali kontakt wzrokowy, więc można byłoby założyć, że nie przejdą, ale właśnie wtedy ruszali na ulicę.

Byłaś świadkiem poważniejszego wypadku?

- Tylko groźnego incydentu na rondzie trzypasmowym, które Pakistańczycy traktują jak takie z co najmniej 10 pasami. Kojarzysz naklejki na samochodowych szybach: "Patrz w lusterka, motocykle są wszędzie"? W Pakistanie mogłyby głosić: "Patrz dookoła, bo wszystko jest wszędzie". Właśnie na takim przerażającym, wielopasmowym rondzie, gorszym niż to, pod Łukiem Triumfalnym w Paryżu, mężczyzna spadł z motoru. Nie wiem, jakim cudem przeżył i ktokolwiek zauważył, że miał wypadek, ale na szczęście udało się go uratować.

Może i ronda są przerażające, ale za to autostrady biją na głowę te, które mamy w Polsce.

- To prawda, pakistańskie autostrady są fenomenalne i lepsze niż w większości europejskich państw. Zwykle są trzy lub cztero pasmowe. Do tego poruszasz się po doskonałej nawierzchni, której nie niszczą niesprzyjające warunki pogodowe.

I do tego mandaty za przekroczenie prędkości są absurdalnie tanie!

- (śmiech) Najlepiej kupić od razu kilka, na zapas!

Napisałaś, że bardziej bałabyś się polecieć do Turcji, niż do Pakistanu. Czy turysta, który nie ma rodziny na miejscu, mógłby podzielać twoją opinię?

- Niestabilne rejony są wyłączone ze zwiedzania. Jedynym niebezpieczeństwem dla turysty są kieszonkowcy, ale ich aktywność nie różni się od tej w innych państwach. Wzmożona kontrola policji i wojska może wywoływać dyskomfort, ale gęsto rozsiane w państwie patrole stacjonują właśnie dla naszego bezpieczeństwa. Gdy jechaliśmy do domu gościnnego armii pakistańskiej w Malam Jabba, bardzo często nas zatrzymywano i sprawdzano, kim jesteśmy, i co w tamtych rejonach robimy.

- Nawet jeśli w podróż wybrałaby się samotna kobieta, nic by jej nie zagrażało. Wystarczy, że nie wykracza poza chronione terytorium i przestrzega obowiązujących na miejscu praw. Lokalni mieszkańcy nie ośmielą się jej atakować, ponieważ boją się konsekwencji. Turystki cieszą się więc większymi przywilejami od Pakistanek.

Jak traktowane są Pakistanki we własnym państwie?

- Nie spotkałam się podczas mojego pobytu ze złym traktowaniem Pakistanek, ale mogę odnieść się tylko do sytuacji kobiet z rodziny mojego męża. Nie znaczy to, że zarzucane w mediach oskarżenia wobec patriarchalnego porządku w kraju nie są prawdziwe. 8 marca odbędzie się kolejny Aurat March, czyli marsz kobiet, które nie zgadzają się na złe traktowanie przez mężczyzn. Początkowo dołączały do nich uprzywilejowane Pakistanki. Organizatorkom akcji zarzucano wówczas brak identyfikacji z przedstawicielkami grup społecznych o niższym statusie.

- Z tego co wiem ta świadomość się zmienia. Kobiety i mężczyźni zaangażowani w marsze starają się dotrzeć do osób najbardziej pokrzywdzonych przez społeczeństwo. Głos w dyskusji na temat praw kobiet podniósł również premier Imran Khan. Choć większa część jego polityki rozczarowała wyborców, w sprawach związanych z przemocą seksualną nie bierze jeńców. Khan chciał, żeby karą za gwałt była publiczna egzekucja. Ostatecznie zmiana się nie przyjęła, ale jego postawa pokazuje, że w Pakistanie nie ma już przyzwolenia na prześladowanie kobiet.

Homoseksualizm jest piętnowany przez islam, ale w Pakistanie osoby transpłciowe cieszą się większą swobodą. Dlaczego?

- To dość skomplikowana sprawa. Homoseksualizm jest nadal tematem tabu, a geje i lesbijki zmuszane są do małżeństw i ukrywania prawdziwej orientacji. Konsekwencje tłamszenia osób homoseksualnych przez społeczeństwo są okropne. Wyobraźmy sobie życie z partnerem, który nie czuje do nas pociągu seksualnego i nie może przyznać, dlaczego tak jest - z tego rodzą się frustracje oraz nieszczęścia.

- Islam akceptuje jednak transpłciowość. Część muzułmanów wierzy, że osoba urodzona w złym ciele, będzie miała specjalne miejsce w niebie w ramach zadośćuczynienia za te cierpienia. Osoby transpłciowe są widoczne w miejscach publicznych. Nie kryją się ze swoim stylem życia, a nawet się z nim afiszują. Pakistańskie społeczeństwo nie ma aż tak liberalnego podejścia i spycha ich na sam dół drabiny społecznej. Trudno znaleźć im pracę, zostają więc pracownikami seksualnymi, świadcząc usługi głównie homoseksualnym mężczyznom, którzy często dopuszczają się agresji. Współczynnik przemocy wobec takich osób wciąż pozostaje wysoki. Nie wszyscy jednak pozostają obojętni na los osób transpłciowych. Z problemami tej i innych mniejszości walczy wspomniany już przeze mnie Aurat March.

To nie jedyna grupa społeczna, która pada ofiarą społecznej dyskryminacji. Czy tak objawia się system kastowy w Pakistanie?

- System kastowy objawia się raczej tym, w jaki sposób ludzie wypowiadają się, czasem nieświadomie, o innych - z wyższością i brakiem poszanowania. Moja pakistańska rodzina bardzo dobrze traktuje służbę, ale mąż zwrócił mi uwagę na sytuację życiową kucharza. Mieszka w domu, w którym pracuje, bez najbliższych. Domownicy dobrze go traktują, ale nie chcą dać mu urlopu, żeby mógł zobaczyć się z rodziną, bo nie mają żadnego zastępstwa. Pakistańczycy widzą w osobach niższych rangą społeczną tylko ich użytkowość, a nie ludzkie oblicze.

- Mąż przytoczył mi także ściskającą za serce historię z dzieciństwa. W jego rodzinnym domu wychowywała się dziewczynka. Rodzina posłała ją na służbę, ponieważ nie miała warunków, aby ją wykarmić i dać jej dach nad głową. Za każdym razem, gdy mój mąż pytał ją o imię lub pochodzenie, ona odpowiadała, że jest biedna. Ludziom z niższych kast od najmłodszych lat łamie się charaktery i utwierdza w przekonaniu, że nie mają tożsamości, bo są biedni.

- Teoretycznie system kastowy w Pakistanie nie funkcjonuje. W świetle nauk islamu wszyscy są sobie równi, ale wciąż obecne są w kraju silne nawyki społeczne, zakorzenione w tradycji hinduskiej. Od niedawna szukamy kandydatów na męża dla mojej szwagierki i nawet w tej sytuacji widać, jak działa system kastowy. Jedyni brani pod uwagę mężczyźni pochodzą z tej samej grupy etnicznej.

Przekaż 1% na pomoc dzieciom - darmowy program TUTAJ>>>

Zobacz także:

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje