Reklama

Reklama

Przemoc seksualna to nie tylko gwałt

Jeśli w pomieszczeniu jest dziesięć kobiet, dwie z nich zostały zgwałcone. Tak mówią statystyki.

To tylko liczby, nie budzą emocji, mogą dziwić - aż tyle? Jeśli pomyślimy, że w pokoju są bliskie nam kobiety: matka, córki, żona, przyjaciółka, siostra, kuzynka, nasze babcie i wtedy uświadomimy sobie, że dwie osoby z tego grona zostały zgwałcone? Taki obrazek porusza bardziej.

W czasach przedcovidowych byłam na konferencji dotyczącej demencji. Prelegentka Marlena Mayer mówiła między innymi o tym, że osoby dotknięte demencją mogą nie pamiętać języka ani codziennych czynności, ale będą pamiętały emocje. Jeśli podejdzie rosły pielęgniarz, bo pacjentkę trzeba wziąć i wykąpać, ta może zachowywać się agresywnie. "Degeneracja mózgu" - myśli większość. Nikt jednak nie zastanawia się, co ta kobieta mogła kiedyś przeżyć. Mogła zostać zgwałcona, nic dziwnego więc, że broni się przed dotykiem obcego mężczyzny.

Wojna wydaje się odległą historią, ale nieliczne jej ofiary jeszcze żyją. Z relacji świadków wynika, że po wkroczeniu Armii Czerwonej na Górny Śląsk gwałcone były kobiety niemal w każdym wieku - od tych, co miały lat 6 do tych, co miały lat 86. Niektóre z nich wciąż więc żyją obok nas, ale pary z ust nie puściły przez całe życie. Tak je wychowano. Od wojny minęło 76 lat. Zmieniło się dosłownie wszystko. Jednak przemoc seksualna została i większość kobiet nie chce o niej mówić.

Powodów jest wiele: poczucie wstydu, ochrona rodziny, która, nawet jeśli patologiczna, jest najważniejsza, wreszcie - mechanizm wyparcia, bo dla większości z nich to najlepszy sposób na radzenie sobie z traumą. Raport o przemocy seksualnej przygotowany w 2016 roku przez Fundację Ster nie pozostawia złudzeń - 20 proc. Polek doświadczyło gwałtu. Ponad 90 proc. z nich nie zgłosiło się na policję. Wstyd i brak wiary w pomoc wystarczyły, by pogodzić się z przemocą, często na zawsze. I koniecznie milczeć.

Reklama

Nie wiesz, co robić? Barman pomoże

Akcja z "Angel shot" zaczęła się kilka lat temu w Stanach Zjednoczonych. Do Polski też dotarła. W jednym z lokali w damskiej toalecie została oprawiona w ramki następująca instrukcja:

Jeżeli podczas spotkania nie czujesz się bezpieczna i  potrzebujesz pomocy, poproś obsługę o drinka "Angel shot".

Czysty Angel shot - obsługa zamówi ci taksówkę. Angel shot z lodem - odprowadzimy cię do twojego auta.

Angel shot z limonką - wezwiemy policję. Zapewniamy dyskrecję, jesteś w bezpiecznych rękach".

Wbrew pozorom, to nie las, park, odległe miejsce, ciemny zaułek, droga z klubu do domu jest miejscem, gdzie zwykle zdarza się nieszczęście. Kobiety najczęściej gwałcone są w domu.

Dlaczego Kamila (imię zmienione) nigdy nie powiedziała o tym, co ją spotkało? Bo zgwałcił ją porządny chłopak. Miał najwyższą średnią na roku, był przystojny i zabawny. Wprosił się do niej do akademika z wódką, koleżanek nie było. - Nie przyjmuję do wiadomości, że zostałam zgwałcona. A raczej - nie przyjmowałam. Nikt o tej sytuacji nie wie, bo ją zwyczajnie wyparłam. Oboje byliśmy pijani, alkohol znosi bariery, niestety. W pewnym momencie dosłownie rzucił się na mnie, przewracając na łóżko. Nie skończył, nie było "po wszystkim", bo jakimś cudem wypełzłam spod niego, wybiegając do łazienki. Zaczęłam potwornie wymiotować. Gdy wróciłam do pokoju, nikogo już nie było. Na uczelni mijaliśmy się, nie patrząc sobie w oczy.

Kamila uważa, że gdyby nie alkohol, nigdy nie doszłoby do tej sytuacji, ale twierdzi też, że dzięki temu być może ma mniejszą traumę. Nie pamięta szczegółów, nie czuje jego zapachu, nie odtwarza w pamięci klatka po klatce zdarzeń, nie czuje się ofiarą. Tyle że mechanizm wyparcia działał przez lata, teraz gdy widzi w serialu scenę gwałtu, wychodzi. Kiedy trafia na taki wątek w książce, szybko go przekartkowuje.

Podczas naszej rozmowy uświadomiła sobie, że nie powiedziała o tym zdarzeniu swojej psycholożce, do której chodziła na terapię kilka lat temu. Twierdzi, że... zapomniała. Wychowała się w rodzinie, gdzie płeć piękna była stawiana na piedestale. Ojciec przynosił mamie kwiaty bez okazji, a na Dzień Kobiet, odkąd pamięta, dostawała prezenty, tak jak mama, nawet kiedy była małą dziewczynką. Może dlatego ciężko jej było przyjąć do wiadomości, że nie każdy jest jak jej tato.

- Czego nauczyła mnie ta sytuacja? Nie bój się żula spod budki z piwem. Bój się przystojniaka w garniturze, który z pozoru świetnie sobie radzi.

Jej słowa potwierdza Małgorzata Kulczycka, organizatorka warsztatów dla kobiet "Moc w Przemoc": To stereotyp, że przemoc seksualna dzieje się w ciemnych alejkach, poza domem. Statystyki mówią coś zupełnie innego - przemoc seksualna dzieje się w domach, wśród bliskich, znajomych. Tyle że w rodzinie się o pewnych rzeczach nie mówi, są wstydliwe. To samo dzieje się na poziomie zgłaszania gwałtów, czy innych przestępstw seksualnych. Ofiary są często wtórnie wiktymizowane, więc tym bardziej się o tym milczy.

Zależność: Gdy jesteś słabsza

Przemoc seksualna jest niezwykle szerokim pojęciem. Nie dotyczy tylko gwałtu - to też zmuszanie do prostytucji, przemoc werbalna, manipulowanie drugą osobą, by wymusić na niej akt seksualny, przekraczanie cielesnych granic, a więc coś, o czym rodzice mówią dzieciom, nazywając to "złym dotykiem". Często przemoc seksualna postrzegana jest w sposób stereotypowy - długowłosa blondynka w mini, której głośne obcasy stukają o bruk, wydaje się idealnym materiałem na ofiarę. Nic bardziej mylnego. Takie obrazki najczęściej można zobaczyć w filmach. W prawdziwym życiu częściej wykorzystywane zostają osoby, które z różnych powodów łatwiej jest wykorzystać. Niektóre z nich nie mają obrońcy w postaci rodzica, bo wychowywały się w rodzinie patologicznej, inne da się łatwiej wykorzystać, bo są zależne od obcych osób.

- Chciałabym, żeby została ukazana perspektywa kobiety z niepełnosprawnością, bo przemoc seksualna jest tak wszechobecna, popularna i zakorzeniona w naszym społeczeństwie, i w obrazie osób z niepełnosprawnością, jako tych potrzebujących pomocy, że niewidoczna - mówi Renata Orłowska.

- Ten rodzaj przemocy jest niezauważalny i łamanie naszej sfery komfortu jest spychane gdzieś głęboko, w imię wyższego dobra, czyli naszego zdrowia. Do tej pory pamiętam traumatyzujące wydarzenia, które miały miejsce, kiedy byłam małą dziewczynką. Oglądana byłam przez grupę studentów, naga, ach przepraszam - w majteczkach. Nikt mi nie wytłumaczył tej sytuacji, dlaczego tak się dzieje, że jestem wystawiana na widok kilkunastu obcych dla mnie osób. To już jest coś, na co nie wyraziłam zgody. Byłam dzieckiem, teraz mam 45 lat i do tej pory to pamiętam. Okazuje się, że na przestrzeni lat było dużo sytuacji, w których doświadczałam nieuświadomionej przemocy, bo traktowałam ją jako normę, rzecz, która jest. Jest OK, że zbierają się lekarze i oglądają nas jako przypadek. Nieważne, że jesteś jednostką, która myśli, która czuje, która nie wyraża zgody na to, co się dzieje w imię nauki, bo jesteś ciekawym eksperymentalnie przypadkiem.

Renata Orłowska jest kobietą z niepełnosprawnością, jak sama mówi - to jedna z jej cech. Jest też pierwszym w Polsce (i jedynym) pracownikiem socjalnym, który porusza się na wózku i kierownikiem Zespołu T-O w DPS dla Osób z Chorobą Alzheimera. Swój talent literacki pokazuje na blogu: zaniczka.pl. Ma męża, który ją wspiera i rozumie. Orłowska jednak jest przede wszystkim społecznikiem, nie walczy tylko o swoje prawa, ale o prawa podobnych do siebie kobiet. - Kobiety z niepełnosprawnościami doświadczają przemocy seksualnej cały czas. Z edukacją seksualną jest u nas, jak jest, a w związku z tym, że mamy bardzo duży problem z wyznaczaniem granic, które cały czas przesuwamy, pozwalając na więcej - i mężczyznom, innym kobietom, dzieciom, systemowi - nasza przestrzeń jest zawłaszczana przez wszystkich, przestajemy należeć do siebie. To, co się dzieje potem, choćby ataki paniki, to nic innego jak nieuświadomiony lęk i nieuświadomiona przemoc, której doznałyśmy.

Pytam, kiedy uzmysłowiła sobie, że to, co przeżyła, było przemocą. Odpowiada, że na warsztatach dla kobiet "Moc w Przemoc".

- Okazało się, że to nie była tylko jedna rzecz, którą pamiętam, ale na przestrzeni życia było ich bardzo dużo. Odnalazłam je dzięki warsztatom i uwierzyłam sobie. Teraz trzeba to jakoś poukładać, zaopiekować się sobą. Kobiety z niepełnosprawnością są postrzegane jako osoby aseksualne, w związku z tym, kiedy mówimy, że doświadczamy przemocy, ludzie nam nie wierzą. Kiedy opowiadamy o swoich przeżyciach i sytuacjach, które nas spotkały, otrzymujemy komunikaty: "Kto by chciał na ciebie patrzeć?", "Kto by cię chciał?", albo "Myślisz, że to była dla niego przyjemność?". Nie wierzy się w nasze historie, nasze słowa są podważane. Doświadczamy wtórnej wiktymizacji.

Co czuje kobieta, słysząc takie słowa?

- Że może mi się wydawało, że przesadzam, że przecież to normalne, że ktoś ma rację, nie ja. Żeby zaufać sobie jako jednostce, jako kobiecie, trzeba przejść proces. Nas tego nikt nie uczy. Ja jestem cały czas w procesie, mimo że jestem kobietą już dojrzałą. Na przestrzeni lat wydarzyło się dużo rzeczy - i terapie, i książki, i przyjaciółki, i mądre osoby, które spotkałam na swojej drodze, pokazały mi, jak sobie zaufać. Uświadomiłam sobie, że intuicja mnie nie zawodzi i się nie mylę, że to było złe i mam prawo odczuwać, to co odczuwam. A przede wszystkim wiem, że nie byłam winna przemocy, jakiej doświadczyłam. Zależność spowodowana niepełnosprawnością wielokrotnie doprowadziła Renatę do sytuacji, w których czuła się bezradna. Co z tego, że jest inteligenta i elokwentna? Czasami okazuje się, że nie można naprawdę zrobić nic, jeśli po drugiej stronie zabraknie zrozumienia. I dobrej woli.

- Chciałabym, żeby dziewczynki, kobiety jak ja, mogły powiedzieć: "nie". Bo nadal nasze granice są przesuwane, studenci nadal się na nas uczą i nikt nie pyta nas o zgodę. Mówiłam o sytuacji małej dziewczynki, ale podam też przykład późniejszej sytuacji. Miałam 19 lat, gdy nie zgodziłam się, żeby mężczyzna podłożył mi basen, na oddziale szpitalnym ortopedii w moim mieście. To nie było tylko uniesienie bioder i wsunięcie basenu - trzeba mi było bardziej pomóc. Za karę musiałam trzymać siku całą noc, bo pani opiekunka nie przyszła. Pielęgniarki uznały, że to jest mój wymysł, a ten chłopak było ode mnie ze 3 lata starszy i ja się go po prostu wstydziłam. Co można było zrobić? Zostałam ukarana. Czekałam do rana, aż zmieni się personel.

Renata wtedy nie krzyczała, nie żaliła się, nie napisała skargi - to się nie opłaca.

- Taka jest nasza polska rzeczywistość. W szpitalach dochodzi do gwałcenia naszej intymności. Nadal na wielu oddziałach szpitalnych nie ma łazienek przystosowanych dla osób z niepełnosprawnościami. Proponują nam załatwianie się w pampersa. Kiedy o tym napisałam na swoim blogu i zainteresowały się media - nie chcesz wiedzieć, co miałam potem w swoim mieście.

Gdy zapisała się na warsztaty "Moc w Przemoc" myślała, że jej opowieść będzie zbyt zwyczajna, że inne kobiety, skoro przeszły przez gwałt, miały o wiele gorzej. Tak mówi o swoich przeżyciach:

- Na warsztaty przyszłam z historią z sanatorium, bo z perspektywy czasu uświadomiłam sobie, że coś było nie tak. Sanatorium dla dzieci - czyli znowu zależność od personelu. W związku z tym, że byłam pulchną dziewczynką, panie średnio chciały mi pomagać. Tym razem chodziło o wannę i kąpiel. Kąpiel, która zawsze trwała bardzo długo. Pomagał mi pan, częstował mnie nawet papierosami - byłam wtedy w szóstej klasie podstawówki. Nie pamiętam o wszystkim, tak głęboko jeszcze nie weszłam, ale pamiętam wycieranie mnie, jego ręce. To wszystko trwało za długo.

To co się stało, nie przekreśla twojego życia

Magda Metzler też była uczestniczką warsztatów. Poszła na nie, kiedy była w trakcie rozwodu. Z uwagi na czas pandemii początkowe spotkania odbywały się online, ale to nie to samo, co rozmowy twarzą w twarz.

- To są emocje, nasze trudne historie. To nie jest powiedzenie komuś, co się jadło wczoraj na obiad. Magdalena wymienia zajęcia prowadzone przez profesjonalistów. Wiedzą jak pracować z osobami, które doświadczyły przemocy. Kobieta podkreśla jednak, że uczestniczki także dawały sobie wsparcie.

- Na początku nie było nam łatwo nawet się przedstawić, a co dopiero opowiedzieć swoją historię, ale w drugim dniu spotkań poczułyśmy, że jesteśmy sobie bardzo bliskie. Łatwiej było mówić dziewczynom, które znały się wcześniej. Były wśród nas takie, które ze łzami w oczach milczały. Dałyśmy sobie możliwość swobodnej ciszy, żeby nie naciskać. Każdy opowiadał o tym, co przeżył, na miarę swoich indywidualnych możliwości. Ja miałam dodatkową blokadę, bo o swoich przeżyciach powiedziałam w sądzie i czułam się tam niezrozumiana. Bałam się, że tu będzie podobnie. Po pierwszym dniu, kiedy poznałam uczestniczki, poczułam się bezpiecznie w ich towarzystwie. W ostatnich latach w mediach dużo mówi się o przemocy seksualnej, jednak kobiety ciągle wstydzą się opowiadać o swoich doświadczeniach. Mają poczucie winy, że stały się ofiarami.

- Chociaż społeczeństwo jest coraz bardziej świadome, czym jest przemoc, to z własnego doświadczenia wiem, że nie jest łatwo kobiecie otrzymać wsparcie od razu. Żeby na początku ktoś wytłumaczył, że to, co się dzieje, nie jest jej winą. Często takie sytuacje są bagatelizowane. Pamiętam, gdy opowiedziałam o jednym z pierwszych incydentów mojej przyjaciółce. Pocieszyła mnie wprawdzie, ale na tym się skończyło. Nikt mi nie powiedział, że powinnam poszukać wsparcia u psychologa, że przez traumę trzeba przejść, przepracować ją. Po kilku latach przeżyłam jeszcze większą traumę, w związku z mężczyzną, któremu zaufałam. Pojawiły się flashbacki z przeszłości, wszystko wróciło z potrójną mocą. Kobiety, które coś takiego przeżyły, potrzebują wsparcia nie tylko od bliskich, ale też interwencji specjalisty. Psychologowie naprawdę potrafią pomóc - tłumaczy Magda.

Co chciałaby powiedzieć innym kobietom?

- Żeby nie zamykały się w sobie, że to, co złego się im przytrafiło, nie przekreśla reszty życia. Wszystko da się przepracować małymi kroczkami. Będąc bogatszym o swoje doświadczenie, można pomóc innym kobietom.

Samorzecznictwo i szukanie wspólnoty

Na warsztatach wykorzystywane są różnorodne metody pracy. Jest arteterapia, albo kobiece kręgi dotyczące seksualności, można wybrać też pracę z ciałem, czy traumą w ciele. Dla wielu z nich najbardziej pomocna okazała się metoda WenDo. "WenDo jest metodą, którą uczy jak w każdej sytuacji: w miejscu publicznym, na ulicy, w pracy, w domu - przestać czuć się bezradną i bezbronną. Uczy także, jak reagować na przemoc. Wzmacnia poczucie pewności siebie i poczucie własnej wartości. Pomaga rozwiązywać konflikty, przełamać stereotypy i obawy, poczucie winy i wstydu" - czytamy na stronie Fundacji HerStory.  

- Żyjemy w świecie, w którym przemoc seksualna dotyka praktycznie każdą z nas. Warsztaty "Moc w Przemoc" skierowane są do osób, które doświadczyły takiego rodzaju przemocy, w sposób holistyczny. Grupa wsparcia dla samorzeczniczek to droga, żeby leczyć pewne rzeczy, ale też pokazywać problem - tłumaczy Małgorzata Kulczycka, pomysłodawczymi projektu.  

Kulczycka mówi, że temat przemocy seksualnej nie jest tematem wygodnym. I że nie mamy przyzwolenia społecznego, żeby o tym mówić.  

- Często się nas ucisza - i w rodzinie, i na poziomie szkoły i systemowo. Dziewczynki, dzieląc się sytuacjami, w których ich granice zostały przekroczone, słyszą od nauczycieli, że ich emocje nie są ważne. Seksistowskie zachowania zostają interpretowane jako dobre - końskie zaloty, strzelanie ze stanika, ciągnięcie za warkoczyki, nawet obmacywanie - są zamieniane przez osoby, które powinny się dzieciakami zająć, w komunikaty typu: "Na pewno robi to dlatego, że mu się podobasz". Wypacza się emocje dziewczynek. Same nie wiedzą już, co czują.  

Małgorzata Kulczycka zwraca też uwagę na to, że chociaż często mówimy o przemocy, nie przyznajemy się, że przemoc dotknęła również nas.  

- Samorzecznictwo ma szczególną moc, bo kiedy się outujemy i pokazujemy - tak, to o mnie - przekaz ma zupełnie inną wagę. Trudniej go zamieść pod dywan, bo dotyczy konkretnego człowieka, który o tym mówi. Jestem osobą, która doświadczyła przemocy seksualnej w dzieciństwie, ale dopiero praca z kobietami uświadomiła mi, jak wielka jest skala tego zjawiska. Statystyki nie zrobiły na mnie takiego wrażenia jak rozmowy z konkretnymi osobami i to, w jaki sposób dzieliły się swoimi doświadczeniami. Wiem też, że mówienie o tych tematach otwarcie, wśród osób, które też przez to przeszły, jest terapeutyczne. Okazuje się, że nie jesteśmy nienormalne - jesteśmy w większości, a nie mniejszości. I nie mamy się czego wstydzić. Szczególnie jeśli te sytuacje działy się w dzieciństwie, uruchamia się myślenie, że coś z nami jest nie tak i że to jest nasza wina.   

Okazuje się, że samorzecznictwo ma wielką moc w dzieleniu się i odszukiwaniu wspólnoty. Kobiety czują się lepiej widząc, że nie są same w tym doświadczeniu.

Projekt "Moc w Przemoc" został sfinansowany ze środków funduszu Aktywni Obywatele. Uczestnicząca w nim pedagog i psychoterapeutka, Joanna Ławicka, tak podsumowuje całe przedsięwzięcie: Wiele z kobiet mających doświadczenie przemocy to dziewczynki. Zgwałcone, nadużyte... Dzieciaki, które chciały się bawić i żyć tak jak rówieśniczki, ale ktoś zabrał im doświadczenie dzieciństwa i wstawił w to miejsce okrucieństwo wykorzystania seksualnego. W naszej grupie samorzeczniczek jest takich osób wiele. Dzisiaj dorosłe walczą. Budują swoją dorosłość świadomie, próbując poradzić sobie z traumą dzieciństwa. Musimy zacząć mówić głośno o przemocy seksualnej. W przeciwnym wypadku doświadczy jej twoja córka. twoja żona (która już być może jej doświadczyła). Twoja matka. Każda ważna dla ciebie kobieta.     

Czytaj więcej:

Narcyz rani, bo inaczej nie umie

Co siódme dziecko doświadcza przemocy seksualnej

Czy przemoc jest przemocą?

Jak toksyczne matki wpływają na życie swoich dzieci?

Zobacz także:

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje