Reklama

Reklama

Dzień w Bangkoku. Poznaj tajskie "Miasto Aniołów"

Licząca 15 milionów mieszkańców stolica Tajlandii, przyciąga około 22 miliony turystów rocznie. Jednych kusi spotkanie z egzotyczną kulturą i spektakularne zabytki innych owiane legendami życie nocne. Od kiedy Murray Head nagrał swój słynny hit "One night in Bangkok", spędzenie nocy w mieście, gdzie "bary są świątyniami ale perły nie są za darmo" stało się marzeniem wielu. Jednak, w przeciwieństwie do bohatera piosenki, raczej nieliczni wybierają się tam, by grać w szachy.

Co zatem robić w mieście, wokół którego narosło tyle nieporozumień, że nawet nazwa "Bangkok" jest wynikiem pomyłki i błędnego zapisu (Bang Makok) na jednej ze starych europejskich map? Tajowie nazywają swoją stolicę w skrócie Krung Thep Maha Nakhon, co oznacza Miasto Aniołów. Pełna ceremonialna nazwa liczy 146 liter i trafiła do księgi rekordów Guinessa jako najdłuższa nazwa miasta. Noce w Bangkoku mogą być gorące, ale największe atrakcje miasta poznamy za dnia.  

Tego nie można pominąć: Wielki Pałac Królewski

Uchodzi za punkt obowiązkowy jeśli chodzi o zwiedzanie miasta, przynajmniej podczas pierwszej wizyty. Warto się do zwiedzania dobrze przygotować, ponieważ może się ono okazać sporym fizycznym wyzwaniem.

Reklama

Pałac to ogromny kompleks budynków zajmujących powierzchnię niemal 220 tys. m2. Zwiedzający kluczą w palącym słońcu pośród budowli, złoconych stup i wyłożonych drobnymi lusterkami kolumn. Szybko można poczuć, że jest się na ogromnej złoconej patelni w tym jednym z najgorętszych miejsc świata, dlatego dobrze jest mieć ze sobą filtr przeciwsłoneczny, parasolkę i osłaniającą od słońca odzież. Miejsce może okazać się męczące. Nic dziwnego, takie było również dla tajskich królów, którzy począwszy od Ramy V (XIX w.) lepiej się czuli w zbudowanym na europejską modłę wygodnym pałacu Dusit i w praktyce mieszkali właśnie tam.

 Jednak oficjalnie to Wielki Pałac był główną królewską rezydencją aż do lat 30. XX w. i to właśnie tam skupiało się centrum władzy, życia politycznego i religijnego. "Miasto w mieście" z tysiącami mieszkańców i zestawem odrębnych praw, było może zatłoczone i hektyczne, ale oddawało ambicje, które musiały przyświecać Ramie I gdy wybudował go pod koniec XVIII w., by zastąpić stary pałac — skromny budynek o białych ścianach i stromych czerwonych dachach z tradycyjnymi wykończeniami, który można zwiedzać w dzielnicy Thonburi. O Wielkim Pałacu można powiedzieć wszystko, ale nie to że jest skromny. Usytuowanie dawało mu od początku nieograniczone możliwości rozbudowy, a otaczający plac do dziś dnia służy gigantycznym ceremoniom państwowym. Wzorce, ale też część materiału budowlanego zaczerpnięto z Ayutthaya, dawnej stolicy, mimo to pałacowi nieco brak "patyny czasu". 

Kto jednak chce tropić ślady wielowiekowej historii, powinien zajrzeć do Świątyni Szmaragdowego Buddy. Według legendy ten najważniejszy w państwie posążek wykonany z jadeitu, powstał w 43 r. p.n.e i odbył długą drogę zanim trafił pod dach świątyni. W źródłach historycznych wypłynął jednak dopiero w XV wieku i niewykluczone, że powstał niewiele wcześniej. 66-centymetrowa figurka z półszlachetnego kamienia mogła wydawać się Ramie I nieco zbyt skromna, dlatego zamówił dla niej 3 zestawy szczerozłotych szat. Do dzisiaj Szmaragdowy Budda jest przebierany w zależności od pory roku podczas uroczystych ceremonii.

Splendoru nie brakuje natomiast Leżącemu Buddzie ze świątyni Wat Pho położonej zaledwie 700 metrów od Wielkiego Pałacu i zbudowanej przez Ramę I na miejscu jednej z najbardziej starożytnych świątyń w Tajlandii.

Ten ogromny złocony posąg ma 46 m długości i 15 m wysokości i należy do największych posągów Buddy w kraju. Same podeszwy stóp bogato zdobione macicą perłową mają rozmiar 3 na 5 metrów. Jak każda pozycja Buddy i ta ma głębokie znaczenie duchowe. Pozycja "śpiącego lwa" symbolizuje osiągnięcie duchowego oświecenia poprzez wyzbycie się ziemskich pragnień. To ideał, warty kontemplacji, trudny do osiągnięcia. Dlatego wierni, którzy chcą sobie podczas obecnego wcielenia zapewnić ziemską pomyślność, wybierają prostszy sposób i wrzucają drobne monety do 108 naczyń z brązu, symbolizujących przymioty Buddy. Pieniądze można rozmienić na miejscu.

Tajski masaż. Skorzystaj u samych źródeł

Jest jeszcze jedna przyczyna dla której warto odwiedzić Wat Pho. To najlepsze miejsce, by skorzystać z tajskiego masażu. Właśnie na obszarze świątyni uważanej za teren pierwszego publicznego uniwersytetu sztuka ta się rozwinęła, jej metody zostały dopracowane i udoskonalone. Szkoła masażu przy Wat Pho funkcjonuje do dziś, a jej nauczanie zostało wpisane na listę UNESCO. Wnętrza nie są może tak bajeranckie jak w nowoczesnych salonach SPA, ale pracują tu masażyści najwyższej klasy wyszkoleni "u źródła", tu gdzie ukształtowała się sztuka tajskiego masażu.

Rejs po kanałach Bangkoku

Bangkok to miasto o wielu obliczach rozległe i zdecentralizowane. Nie ma tu ścisłego centrum, "starówki", która byłaby punktem odniesienia dla zwiedzających. Ale kto chce zobaczyć nieco autentycznego, tradycyjnego życia miasta, powinien koniecznie wybrać się w rejs łodzią po kanałach rzeki Menam. Niewykluczone, że przewodnik nazwie je "Wenecją Wschodu", czy wspomni o kanałach Amsterdamu, starym zwyczajem oprowadzających po miastach, gdzie jest choć trochę wody. Szybko jednak zorientujecie się, że kanały Bangkoku nie mają wiele wspólnego z europejskimi miastami "na wodzie".

Niemal rozpadające się chaty na palach sąsiadują tu z ekskluzywnymi rezydencjami. Rzeka nazywana "Rzeką Królów" była siłą napędową w rozwoju miasta, zapewniając obfitość ryb i możliwości transportu. Do dzisiaj jest najbardziej sugestywnym obrazem tego, co tak przyciąga turystów - kontrastów. Zestawienie tradycyjnego i nowoczesnego, bogactwa i nędzy, chaosu i uporządkowania. Choć słynny pływający targ położony jest 90 km od Bangkoku i wymaga odrębnej całodniowej wycieczki, rejs po kanałach pomaga uzmysłowić sobie, jak bardzo życie wielu mieszkańców miasta wciąż jest związane z rzeką, która jest dla nich miejscem życia, wypoczynku i traktem komunikacyjnym.

 

Wat Arun, Świątynia Świtu nie tylko o świcie

Od strony wody dostępnych jest także wiele atrakcji turystycznych takich jak świątynia Wat Arun.

O świcie pierwsze promienie padającego słońca dają jej wyjątkową poświatę, ale warto zwiedzić ją nawet jeśli nie jesteśmy fanami porannego wstawania. Choćby po to, aby zobaczyć kontrast między subtelną estetyką tej świątyni, a jarmarcznym przepychem świątyń Wielkiego Pałacu.

Za blask odpowiadają dekoracje z porcelany i muszelek jakimi budowla została inkrustowana. Materiał ten stanowił balast na statkach przybywających do Bangkoku z Chin. Jakie są jej początki? Wiadomo, że buddyjska świątynia stała tu w czasach królestwa Ayutthaya, (XIII-XVIII w), Wat Arun pojawia się na mapach w XVII wieku. Była jednym z punktów na drodze wędrówki Szmaragdowego Buddy zanim w XVII w. przeniesiono go do wspomnianej Świątyni Szmaragdowego Buddy na terenie Wielkiego Pałacu.

Wat Arun zbudowana jest w stylu khmerskim. Prangi (iglice) symbolizują święte góry i mają symboliczne znaczenie w kosmologii buddyjskiej - ich poszczególne poziomy odpowiadają różnym sferom egzystencji.

Zjedz w Chinatown

Największa chińska dzielnica, z ponad milionem mieszkańców, przeważnie w 2 lub 3 pokoleniu, przyciąga turystów swoim zadziwiającym klimatem. Ruch, chaos i tłok trochę oszałamiają, a trochę czarują. Tysiące stoisk z egzotycznym i pysznym jedzeniem ulicznym w nocy, pchle targi, sklepy i sklepiki z najprzeróżniejszymi towarami (od elektroniki po eliksiry chińskiej medycyny) za dnia, sprawiają że dzielnica tętni życiem 24 godziny na dobę. Dla smakoszy to z pewnością punkt obowiązkowy na mapie miasta. Tu nawet w ulicznych barach możemy natrafić na jedzenie nagrodzone gwiazdką Michelin, jak u słynnej Jay Fai. Równie zadowoleni będą amatorzy zakupów.

Przejażdżka tuktukiem

Bangkok to ogromny obszar, ale jest tu też całkiem sporo środków transportu do wyboru: od nowoczesnych, takich jak metro czy Sky Train, po tradycyjne jak łodzie na kanałach. Ale chyba nic nie kojarzy się tak z ulicami Bangkoku jak przejażdżka tuktukiem. Wbrew pozorom te niewielkie pojazdy są całkiem wygodne, ale mogą okazać się droższe niż zwykła taksówka, właśnie dlatego, że stały się jedną z atrakcji turystycznych miasta. Najlepiej skorzystać z niej w ciągu dnia wolnego, kiedy ruch na ulicach jest mniejszy i spada ryzyko, że utkniemy w korku.

Czytaj też:

Bangkok: Jay fai, królowa street foodu z gwiazdką Michelin

Tajlandia. Bramy raju znowu otwarte

Wakacje w Tajlandii: Co robić na Ko Samui?

Wakacje w Tajlandii: Co robić na Ko Phangan?

Sekrety tajskiej kuchni. jak jeść dużo, smacznie i nie tyć

 

Styl.pl
Dowiedz się więcej na temat: Bangkok | Tajlandia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy