Reklama

Reklama

"Matata": Być tu i teraz

- Na samym początku niespecjalnie się chwaliłem, że zostałem samotnym ojcem. Moja mama powtarzała przejęta - dziecko, jak ty sobie dasz radę?! Może raz miałem poważniejsze wątpliwości - to był okres między 12. a 24. miesiącem ich życia. Tak, bywało wtedy bardzo ciężko mówi w rozmowie ze Styl.pl Maciej "Matata" Lisowski, jeden z bohaterów programu "Sam tata i pełna chata", który można oglądać w każdy piątek o godz. 22:00 w Polsat Play.


Mam znajomą, która od kilkunastu lat samotnie wychowuje córkę. I co roku na - uwaga - dzień ojca otrzymuje od córki życzenia. Wie pan, o co chcę zapytać?

Maciej Lisowski: - Nie przyjmuję życzeń z okazji dnia matki (śmiech). Wyjątkiem są jakieś uroczystości w szkole moich córek, kiedy muszą namalować jakąś laurkę, wówczas po prostu rysują ją dla mnie. Choć to bardziej dotyczyło okresu, gdy chodziły jeszcze do przedszkola.

Małe dzieci - mały problem, duże dzieci - duży problem?

- Na pewno coś w tym jest. Kiedy dziewczynki były małe, to wystarczyło je przewinąć, nakarmić, położyć spać. Moje dziewczyny były doskonale zsynchronizowane. O tej samej godzinie budziły się i jadły. Zmiana pieluch również następowała o tej samej porze. Teraz córki są bardziej samodzielne, ale mają i więcej obowiązków szkolnych, więc z drugiej strony muszę dopilnować wiele spraw. Tak, czasami można zwariować. Jest mnóstwo szczęścia i radości, ale na pewno nudy nie ma.

Reklama

Czy kiedykolwiek przeszła panu przez głowę myśl, że jednak nie podoła pan wychowaniu bliźniaczek?

- Absolutnie nie. To pewnie wynika z mojego charakteru. Cokolwiek by się nie działo w życiu, to próbuję, dopóki nie wygram. Jeśli decyduję się na coś, to nigdy nie odpuszczam. Jestem zodiakalnym rakiem, więc jeśli coś mi nie wychodzi, szukam sposobu, jak podejść do tematu z innej strony. Nie lubię porażek.

- Przez dwadzieścia lat prowadziłem agencję modelek. Można powiedzieć, że wychowywałem cudze dzieci, bo większość tych dziewczyn były nastolatkami. Dla rodzica czy wychowawcy to chyba najtrudniejszy, najbardziej wymagający okres w życiu. Byłem dla modelek przyjacielem, powiernikiem, psychologiem, ojcem, matką, wszystkim. A czasami nawet lekarzem.

Czyli kiedy pana córki zaczną wchodzić w wiek nastoletni, nie będzie miał pan obaw?

- Gdy rozmawiam z nastolatkiem, to od razu widzę, kiedy on kłamie. To właśnie dała mi praca z modelkami. Myślę, że kiedy moje córki zaczną przechodzić ten nastoletni bunt, to doświadczenie pozwoli mi go ujarzmić.

Zastanawiał się pan, jaka będzie pana reakcja, kiedy któraś z córek przyprowadzi do domu swoją sympatię?

- W rozmowie z przyjaciółmi śmieję się, że od razu sięgnę po dubeltówkę. A tak zupełnie na poważnie, że zależy mi, żeby córki były po prostu szczęśliwe. Wychodzę z założenia, że życie ma być wesołe, ciekawe, żeby nie brać wszystkiego na poważnie. Przecież wiemy, jak ono się kończy - wszyscy kiedyś umrzemy. Więc kiedy, jak nie teraz, powinniśmy czerpać z niego garściami? Nie zapominajmy, żeby żyć i być tu i teraz.

Domyślam się, że miewał pan jednak gorsze chwile w życiu. Często słyszał pan od ludzi, że jako samotny ojciec nie udźwignie pan tego ciężaru, jakim jest wychowywanie bliźniaczek?

- Na samym początku niespecjalnie się chwaliłem, że zostałem samotnym ojcem. Moja mama powtarzała przejęta - dziecko, jak ty sobie dasz radę?! Może raz miałem poważniejsze wątpliwości - to był okres między 12. a 24. miesiącem ich życia. Tak, bywało wtedy bardzo ciężko. U takiego dziecka mózg zachowuje się jeszcze jak gąbka, ale fizycznie są już bardzo sprawne. Nie wiedziałem, za którą córką mam biec w parku, bo jedna biegła w lewo, druga w prawo. Wtedy uświadomiłem sobie, jak wiele jeszcze czasu musi upłynąć, kiedy przestanę się o nie tak bardzo martwić, kiedy się usamodzielnią. Postanowiłem jednak, że już nigdy nie będę w ten sposób myśleć. Nie wybiegam w przyszłość, nie zastanawiam się, co będzie za miesiąc, za rok. Skupiam się na teraźniejszości, na planowaniu obecnego dnia.

Otrzymuje pan pytania od innych ojców, jak "ogarnąć" dzieci?

- Być może zdziwię pana, ale większość pytań podchodzi od kobiet. Na moim Instagramie staram się dzielić wiedzą i doświadczeniem, które nabyłem przez te dziesięć lat wychowywania samodzielnie córek. Zawsze powtarzam, że ja po prostu nie myślę. Nie zastanawiam się nad tym, że muszę zrobić pranie, wytłumaczyć Małgosi matematykę, przygotować kolację. Ja po prostu to robię. Nauczyłem się tego od mojego taty, który zawsze jest w ruchu. Zapytałem go kiedyś, skąd ma na to wszystko siły, przecież non stop wykonuje jakieś czynności. Odpowiedział w żołnierskich słowach - nie myślę o tym, po prostu to robię.

Skąd u pana decyzja, żeby wziąć udział w programie Polsatu Play "Sam tata i pełna chata"?

- Szczerze, to na poważnie marzy mi się program telewizyjny, w którym będziemy razem z dziećmi gotować  i w każdym z odcinków zapraszać gwiazdę, aby przy okazji porozmawiać na poważne tematy, np. uzależnienia od telefonów komórkowych, czy miesiączki u dziewczyn. To, czy gotowanie kaczki nam wyjdzie, będzie mniej istotne od tematów poruszanych w programie. Dodatkowo chcę pokazać widzom, że samodzielne wychowywanie dzieci wcale nie jest trudne i może przynieść wiele radości i szczęścia. 

INTERIA
Dowiedz się więcej na temat: matata | Bliźniaczki | ojcostwo | samotni ojcowie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy