Reklama

Reklama

Yves Saint Laurent i jego marokańskie inspiracje. Tak w Marakeszu żył i tworzył wizjoner świata mody

Miał 17 lat, gdy w Paryżu wygrał konkurs na projekt sukienki koktajlowej. Był dyrektorem artystycznym u Diora, a mając 25 lat założył jeden z najsłynniejszych domów mody na świecie. To jemu zawdzięczamy krótkie skórzane kurtki, tweedowe marynarki, damski smoking i kultowy zapach Opium. Yves Saint Laurent, bo o nim mowa, wyprzedził swoją epokę, był artystą totalnym, a w sercu Maroka pozostawił po sobie niesamowity pomnik. Odwiedziłam ogrody Jardin Majorelle i muzeum projektanta w Marakeszu - poznajcie ich historię, która przeplata się z losami jednego z najsłynniejszych projektantów wszechczasów.

Pomiędzy paryskim szykiem a okrucieństwem wojny

Aby jednak w pełni doświadczyć historii tych miejsc, należy najpierw sięgnąć w przeszłość. Yves Saint Laurent urodził się w Algierii w 1936 roku, gdzie jego zamożna, należąca do algierskiej society rodzina przybyła, emigrując z Alzacji. W tym czasie kraj wciąż był okupowany przez Francję. Nastroje nacjonalistyczne i sprzeciw wobec kolonialistów nasiliły się znacznie po drugiej wojnie światowej.

Młody Yves opuścił swój kraj i udał się do Paryża, gdzie splot szczęśliwych przypadków sprawił, iż świat mody stanął przed nim otworem. Zdolny i kreatywny młodzieniec podbił paryskie salony. W 1957 roku, po śmieci Christiana Diora, stanął na czele sławnego domu mody, przed którym roztaczało się widmo bankructwa.

Reklama

Tę spektakularną karierę przerwała wojna. Laurent został powołany i przymusowo wcielony do wojska podczas konfliktu francusko-algierskiego i toczącej się w tym czasie walki o niepodległość skolonizowanej Algierii. Projektant, będący osobą nieheteronormatywną, nie mógł się odnaleźć w środowisku heteroseksualnych żołnierzy. Dręczony, przeszedł poważne załamanie nerwowe i trafił do szpitala wojskowego - to właśnie tam zastała go wiadomość o zerwaniu z nim kontraktu, zawartego z domem mody Dior.

Czytaj także: Yves Saint Laurent. Tak wyglądała jego droga do sukcesu

Totalnie zdruzgotany kumulacją zdarzeń, trafił do szpitala psychiatrycznego, gdzie poza leczeniem złamanej duszy wrażliwca, usiłowano zastosować terapię konwersyjną, aplikując leki i elektrowstrząsy. Te wydarzania odbiły się na jego późniejszym życiu, choć paradoksalnie stały się też motorem do dalszych działań.

Łamiąc konwencję i stawiając na swobodę

Po zakończeniu leczenia i wygranym procesie z Diorem, dopingowany przez przyjaciół i inwestorów, w 1961 roku Laurent postanowił otworzyć dom mody pod własnym nazwiskiem. W tym przedsięwzięciu wspierał go zwłaszcza, dzielący z Laurentem zarówno życie prywatne, jak i zawodowe, przemysłowiec Pierre Bergé, który został współwłaścicielem marki.

Pierwsze lata funkcjonowania pod własnym nazwiskiem były emocjonalnym rollercoasterem. Zachwyty mieszały się z falami krytyki. Laurent chciał dać kobietom swobodę, a równocześnie umożliwić zachowanie w ubiorze klasy i elegancji. Gdy postanowił sprzedawać swoje projekty jako tzw. "ready to wear", czyli dostępne w większej ilości, obrandowane marką ubrania i akcesoria, spotkał się z ostracyzmem środowiska i branży modowej. Niemniej biznesowo pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę, a klientki jeszcze bardziej pokochały wizjonera za jego bezpretensjonalność, świadome łamanie konwencji i utartych schematów.

Marakesz - wielka miłość Yves Saint Laurenta

Pięć lat później, w lutym 1966 roku, otoczony aurą wizjonera-skandalisty, Laurent po raz pierwszy odwiedził Maroko. I to właśnie tam, w Marakeszu, doznał olśnienia.

 - pisał we wspomnieniach jego partner Bergé.

Maroko para opuszczała z aktem własności domu. Kupili go, zauroczeni i urzeczeni kolorami, atmosferą i ludźmi tego północnoafrykańskiego kraju. Miejsce nosiło nazwę "Dom węża" (arabskie Dar el-Hanch)  to właśnie ten charakterystyczny motyw zdobił ścianę jadalni i pojawiał się często na szkicach, kartkach i listach wysyłanych do przyjaciół. 

Dom w Maroku stał się azylem, miejscem, gdzie bez skrępowania projektant mógł cieszyć się wolnością twórczą. To właśnie tu powstały kultowe nasycone kolorem i inspirowane etnicznymi elementami kaftany, suknie i peleryny. Laurent podkreślał: 

Projektant nigdy nie zdecydował się zamieszkać w Maroku na stałe, jednak w przerwach między kolejnymi pokazami z radością wracał do ukochanego Marakeszu, gdzie bez skrępowania mógł wieść życie wśród francuskiej bohemy, która nie stroniła od używek i zabawowego stylu życia. Nie było tajemnicą, że Laurent balansował na krawędzi. Jego wrażliwość, nieśmiałość i ciężar sukcesu wpędzały go w nałogi i zaklęty krąg. Nadużywanie narkotyków, częste epizody depresyjne i przygodny seks były przyczyną kolejnych załamań. Skołatane nerwy najlepiej koiła przyroda.

Na ratunek spuściźnie artysty

Jednym z ulubionych miejsc Bergé’a i Laurenta był gaj palmowy, założony przez Jacquesa Majorella - słynnego malarza orientalistę, który, urzeczony miejscem, kupił je w 1931, a następnie zlecił architektowi Paulowi Sinoirowi budowę pracowni artystycznej w stylu Art Deco, której ściany pomalowano na kolor zwany do dziś Majorelle Blue. Wokół pracowni zaprojektował też ogród - żywe dzieło sztuki, złożone z egzotycznych i rzadkich gatunków roślin, zbieranych podczas podróży po całym świecie. Ogród został udostępniony zwiedzającym w 1947 roku.

Po śmierci malarza w 1962 r. miejsce zaczęło popadać w ruinę. W 1980 r. Pierre Bergé i Yves Saint Laurent postanowili nabyć Jardin Majorelle, ratując swoje ulubione miejsce spacerów przed zakusami deweloperów. Ogród został odrestaurowany, posadzono w nim wiele nowych gatunków roślin.

Bergé wspominał potem: 

Para postanowiła zamieszkać tuż obok, w przepięknej willi Oasis, którą szeroka publiczność podziwiać może obecnie głównie z zewnątrz. Po zakupie Saint Laurent osobiście zaprojektował i pomalował ostatnie piętro willi, które nazwał Minzah. Szkicował swoje kolekcje mody na XIX-wiecznym francuskim stole bambusowym w centrum stworzonej przez siebie przestrzeni. Na wstęp do tego miejsca pozwolić mogą sobie jednak nieliczni - za tę przyjemność należy zapłacić około 4 000 euro.

Co ciekawe, w ogrodzie znajduje się monument, będący nagrobkiem Yves Saint Laurenta i Pierra Bergé’a. Wokół niego pod bananowcami rozsypano prochy projektanta i jego przyjaciela, spoczęli w miejscu, które obaj kochali nad życie.

Jardin Majorelle - zielona oaza w sercu Marakeszu

Dziś ogród także robi niesamowite wrażenie. Za wysokim murem, pośród ciasnych uliczek, na powierzchni 1 ha znajduje się zupełnie inny świat - zielona oaza pośrodku miasta. Gdy tylko przekroczyłam bramę, oniemiałam z zachwytu. Bogactwo roślinności, koloru, egzotyki i orientalnego uroku miesza się tu z klasycznym stylem Art Deco. Warto zaplanować czas na zwiedzanie tego magicznego miejsca, gdzie artystyczna wizja malarza i moc koloru Majorell Blue miesza się z wizjonerstwem kreatora mody. Kwitnące pnącza, ogromne kaktusy i sukuletny, bambusy, palmy, fontanny, oczka wodne i niemal 600 gatunków pozostałych, starannie dobranych i wypielęgnowanych roślin, sprowadzanych między innymi z Azji, Ameryki Północnej czy państw Basenu Morza Śródziemnego, tworzą razem przepiękną mozaikę.  

W dawnej pracowni malarza w 2011 r. otwarto muzeum, poświęcone kulturze berberyjskiej, gromadzące ponad 600 przedmiotów, używanych przez najstarsze plemiona Afryki Północnej. W ogrodach znajduje się też niewielka kawiarnia, butik i sklep z pamiątkami. Ogrody otwarte są między 8:00 a 17:30 od października do kwietnia, między 8:00 a 18:00 od maja do września i do 9:00-17:00 podczas Ramandanu. Nie można tam urządzać pikników i wchodzić z psami. Koszt wstępu uzależniony jest od kilku czynników i waha się pomiędzy 6 a 12 euro, do bezpłatnego wstępu upoważnione są między innymi: wycieczki szkolne, dzieci do 12 lat, dziennikarze. Bilet do muzeum Berberów jest płatny dodatkowo.

Muzeum YSL - oryginalny koncept ku czci wizjonera

Główne muzeum, poświęcone projektantowi i pokazujące całość jego dokonań, mieści się w Paryżu. W Marakeszu w 2017 r. otworzono natomiast ekspozycję, która oprócz prezentacji przekroju twórczości jest także głębokim ukłonem w stronę marokańskich inspiracji Laurenta. Muzeum mieści się w zaprojektowanym przez pracownię KO budynku, sąsiadującym z ogrodem Jardin Majorelle i już z zewnątrz urzeka oryginalną bryłą, będącą grą pomiędzy liniami prostymi a zaokrąglonymi krawędziami. Siedziba muzeum to dzieło sztuki samo w sobie.

Fasadę pokrywają cegły, ułożone we wzory, mające nawiązywać do wątku i osnowy tkaniny. Wnętrze jest zupełnie inne - minimalistyczne, gładkie i przyjemne, jak mówią projektanci: "ma przywodzić na myśl podszewkę marynarki couture". Na nieco ponad 400 metrach kwadratowych ekspozycji zgromadzono eksponaty przekazane przez Pierra Bergé’a - zarówno rzeczy prywatne, prototypy ubrań, szkice jak i archiwalne fotografie. Wszystkie eksponaty zostały opisane wyłącznie w języku francuskim.

To właśnie tutaj przy Rue Yves Saint Laurent zobaczymy kultowy le smoking, Mondrian dress czy kurtkę safari oraz inspirowane tradycyjnymi marokańskim strojami suknie wieczorowe, marynarki i żakiety. Wszystko wykonane z najwyższą starannością, dbałością o jakość tkanin, wykończeń i detali. Kolekcja oglądana z bliska robi ogromne wrażenie i wzbudza w zwiedzających niekłamany zachwyt. 50 kreacji pojawia się w różnych konfiguracjach - są one na bieżąco wymieniane i konserwowane w specjalnych pomieszczeniach. 

O ekspozycję modowych dzieł sztuki zadbał scenograf muzealny Christophe Martin. Ubrania są prezentowane w ciemnym pomieszczeniu, oświetlone punktowo, na tle szkiców, fotografii, z dźwiękowymi elementami audiowizualnymi. W zamyśle mają tworzyć oryginalny koncept dialogu pomiędzy ubiorem, procesem projektowym i wizją artysty. Jak czytam na jednej z tablic: 

Co więcej, umieszczone w pozostałych pomieszczeniach, w gablotach i na ścianach szkice, odręczne notatki czy próbki tkanin, to namacalny dowód niesamowitej pracy i procesu twórczego, który w ostatecznym kształcie miał niebagatelny wpływ na historię mody.

Na koniec, w niewielkiej sali prezentowany jest także film, pokazujący związki projektanta z Marakeszem, a po zwiedzaniu można zakupić pamiątki w sklepiku, spojrzeć na książki w bibliotece, napić się herbaty w niewielkiej kawiarni, lub odpocząć w cieniu ogromnych kaktusów, zanim na powrót trafimy na zatłoczone marakeskie uliczki.

Muzeum YSL w Marakeszu czynne jest codziennie z wyjątkiem środy, w godzinach 10:00-18:00. Zagraniczni turyści zapłacą za bilet 10 euro, studenci po okazaniu legitymacji 6 euro, dzieci do 12 roku życia zwiedzają za darmo.

Egzotyczny urok Maroka od wieków inspirował artystów, malarzy i muzyków, jednak to Yves Saint Laurent sprawił, że jedno z jego największych miast na stałe zapisało się w sercach miłośników mody i designu na całym świecie. Marakesz odwdzięczył mu się przepięknym pomnikiem, który rok rocznie odwiedzają turyści z całego świata.

***

Czytaj także:

Maroko - królestwo szorstkie i magiczne 
Bajeczne wakacje w baśniowym Maroku

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy