Reklama

Reklama

Caroline Hirons: To największe buble kosmetyczne

Caroline Hirons, konsultantka wielu marek z branży beauty, guru pielęgnacji skóry i doświadczona kosmetyczka, dzięki szczeremu i bezkompromisowemu podejściu do tematu pielęgnacji skóry oraz jasnym wskazówkom, co warto nakładać na twarz, a czego nie, zyskała miano "Skincare Queen". Jej najwierniejsi fani utworzyli na Facebooku grupę Skin Freaks. Kiedy Caroline Hirons poleca jakiś produkt, znika on ze sklepowych półek w mgnieniu oka - taką siłę mają jej poparte dogłębną wiedzą rekomendacje. Prezentujemy fragment jej książki "Skin care. Bzduroodporny poradnik o pielęgnacji" na temat bubli kosmetycznych.


Jest tak wiele produktów, które najchętniej wyrzuciłabym do kosza na śmieci... A produkującym je firmom kosmetycznym dałabym ostrą reprymendę. Niektóre z marek składają ci obietnice bez pokrycia, bazując na najpopularniejszych w danym sezonie sloganach.

Inne próbują cię przestraszyć i wmówić ci, że masz jakiś problem, który rozwiążesz tylko za pomocą ich produktu. O tak, w przemyśle kosmetycznym aż roi się od tego typu recydywistów. Nie wymieniam tutaj konkretnych marek, tylko produkty, które nie powinny mieć wstępu do twojej kosmetyczki. Żaden z nich.

Reklama

Chusteczki nawilżane. Nie oczyszczą dokładnie twojej twarzy. Przydatne bywają tylko w wyjątkowych sytuacjach. Jeżeli masz dostęp do bieżącej wody, sytuacja nie należy do tych wyjątkowych. Tego typu produktów możesz używać podczas festiwali, podróży samolotowych czy do odświeżenia miejsc intymnych, gdy nie możesz tego zrobić w inny sposób. Chusteczki szkodzą środowisku. I nigdy, PRZENIGDY, nie wolno ich spłukiwać w toalecie.

Maski w płachcie. Znane jako chusteczki nawilżane z wyciętymi otworami na oczy, usta i nos. Jeśli nie przekonuje cię nic innego, pomyśl o ich wpływie na środowisko.

Pieniące się produkty do oczyszczania z SLS/SLES, czyli wszystkie kosmetyki, które obiecują ci, że po ich użyciu twoja skóra będzie "skrzypieć z czystości". Żadna część twojego ciała nie powinna skrzypieć. Tego typu produkty nadmiernie wysuszają skórę. Koniec kropka. Możesz też zastanowić się, czy potrzebujesz SLS­ów i SLES­ów w szamponie i paście do zębów.

Płyny micelarne. Nadają się do zmywania makijażu oczu, a w przypadku braku dostępu do wody także do zmywania makijażu z twarzy, ale nie jest to coś, czego można byłoby używać codziennie do całościowego oczyszczania twarzy. Jeśli już, stosuj je tylko podczas pierwszego etapu oczyszczania i nigdy nie zapomnij spłukać twarzy wodą po ich użyciu.

Plastry do oczyszczania porów. Nie obchodzi mnie, kogo zatrudnili, żeby je zareklamować. Każdy, kto zawodowo zajmuje się zdrowiem i pielęgnacją skóry, stanowczo ci je odradzi. Paskudztwo.

Napakowane alkoholem toniki w dawnym stylu. Technologia poszła do przodu. Nie ma sensu wracać do przeszłości.

Filtry SPF 50 w kroplach, które mają rzekomo zapewnić ci pełną ochronę przeciwsłoneczną nawet po zmieszaniu z kremem nawilżającym. O rany. Niby w jaki sposób? Cóż to za czary sprawiają, że właściwości nierozcieńczonego produktu utrzymują się nawet po zmieszaniu go z innym kosmetykiem? Absurd.

Drogie maski z glinki. Glinka to jeden z najtańszych składników kosmetycznych. Po co przepłacać?

Ostre scruby z kawałkami łupin lub muszli. Nie ma potrzeby, żeby tak brutalnie traktować skórę. Rok 1982 już dawno za nami. Stosowanie tego typu produktów można porównać do polerowania pięknego mebla gruboziarnistym papierem ściernym. Horror.       

Kremy antycellulitowe. Cellulit to komórki tłuszczowe, którym udało się przecisnąć bliżej powierzchni skóry przez osłabione komórki tkanki łącznej. Żaden krem tego nie naprawi. Szczotkuj ciało i smaruj je dobrym produktem nawilżającym. Twoja skóra będzie wtedy gładsza, choć cellulitu się nie pozbędziesz.

Kosmetyki zawierające złoto. Szkoda pieniędzy. Złoto lepiej nosić na palcu.

Bardzo drogie kremy nawilżające z filtrami SPF. Filtry to substancje, które pozbawiają mocy składniki aktywne znajdujące się w kosmetyku. Nie wyrzucaj pieniędzy w błoto. Kup porządny krem nawilżający i osobno filtr przeciwsłoneczny. Ani jedno, ani drugie nie musi być przesadnie kosztowne.

Kosmetyki pielęgnacyjne z brokatem. Brokat i pielęgnacja? Sprzeczność sama w sobie. To samo tyczy się wszystkich produktów z jednorożcem na opakowaniu. W pielęgnacji skóry twarzy nie ma miejsca na takie sztuczki (zajrzyj na stronę 206).

Olej kokosowy. Ma pewne właściwości antybakteryjne i można go używać jako produktu do oczyszczania, ale dosłownie każdy olej nadaje się do demakijażu. Tymczasem niektórzy twierdzą, że to kosmetyczny Święty Graal. Dlatego trafił na listę kosmetycznych bubli.

Kosmetyki, których sprzedaż bazuje na wywoływaniu strachu u konsumentów. Nie daj sobą manipulować. Niektóre marki cały swój marketingowy budżet wydają na to, żeby zakomunikować odbiorcom, czego NIE MA w ich kosmetykach i dlaczego powinni się bać pewnych składników. W komunikatach tych niestety brakuje informacji, jakie DZIAŁANIE ma dany produkt. Pamiętaj: kosmetyki są przebadane i bezpieczne. A strach to kiepska motywacja.

Wmawianie konsumentom, że muszą używać kosmetyków z jednej serii. Dobra technika sprzedażowa. Ale takie hasła nie mają nic wspólnego z prawdą.

Wszystkie nakładane na skórę produkty zawierające twoją krew. Inspirację dla tego typu kosmetyków stanowiły zabiegi kosmetyczne wykorzystujące osocze bogatopłytkowe wymyślone przez Charlesa Runelsa. Problem polega na tym, że płytki po krwi po zmieszaniu z bazowymi składnikami kosmetyku tracą swoje właściwości. Nakładane na skórę w takiej postaci są zupełnie bezużyteczne. Co więcej, są to produkty nielegalne w Unii Europejskiej. Sprawdzony fakt.

Produkty, o których nigdy wcześniej nie słyszałaś, sprzedawane z wykorzystaniem reklam wyświetlających się w mediach społecznościowych. Nie kupuj tego.

Produkty o przesadnie wysokich cenach, reklamowane idiotycznymi sloganami. Istnieją firmy kosmetyczne, które każą nam płacić nie wiadomo ile za produkt mający rzekomo całkowicie odmienić naszą skórę, ale nie przeprowadziły absolutnie żadnych badań klinicznych na potwierdzenie własnych deklaracji. Absurdalnie drogie kosmetyki wcale nie są lepsze od swoich tańszych konkurentów. Nam, konsumentom, powinno się powtarzać, że tak naprawdę płacimy za opakowanie i marżę. Jeśli stać cię na takie kosmetyki i jeśli ich używanie sprawia ci przyjemność, to świetnie. Ale jeśli nie, wiedz, że nie jest to nic, czego nie mogłabyś dostać gdzie indziej i to za ułamek ceny. Jeśli chcesz, żeby twój samochód miał skórzaną tapicerkę i lepszy system nagłośnienia, płacisz dodatkowo, ale to wcale nie sprawia, że samochód będzie jeździł szybciej.

Nakładanie na skórę zbyt wielu warstw kosmetyków. Jako pierwsza podniosę rękę do góry i od razu przyznam się, że od czasu do czasu chętnie nakładam na skórę dwie lub trzy cienkie warstwy serum. Jednak na Instagramie jestem regularnie oznaczana przez marki lub osoby, które zalecają aplikowanie pięciu (lub więcej) warstw. Pamiętaj, że serum ma wniknąć w obszar, który jest cieńszy niż ta przerywana linia -. Skóra ma swoje fizyczne ograniczenia. Nie wydawaj pieniędzy bez sensu. Kup kilka rodzajów serów, ale nie używaj ich wszystkich naraz.

Tanie dermarollery. Jeśli chcesz sama w domu nakłuwać sobie twarz, kupuj rollery wysokiej jakości z krótkimi igłami i tylko od wyspecjalizowanych sprzedawców. Wymieniaj je regularnie i dbaj o to, żeby pozostawały sterylne. Nie kupuj ich przez internet.

Lodówki na kosmetyki. Trzymanie kosmetyków w lodówce nie zwiększa ich skuteczności. To zupełnie zbędny produkt. Wszystkie kosmetyki, zanim trafią do sprzedaży, testowane są pod kątem stabilności w skrajnie wysokich i niskich temperaturach. Jeśli jednak lubisz nakładać na skórę coś zimnego, nie krępuj się.

Produkty zachwalane przez celebrytów lub dermatologów. Celebryci reklamujący kosmetyki w mediach społecznościowych, w kolorowych magazynach lub w telewizji są za to sowicie opłacani. Podobnie jak dermatolodzy. Nie ulegaj medialnej wrzawie. Przeprowadź własny research i zaufaj swojej intuicji. Każdy, kto mówi: "Używam tylko tych produktów i teraz moja cera wygląda wspaniale", zazwyczaj dostaje za to czek na pokaźną sumę.

Kosmetyki matujące. Jeśli nie jesteś nastolatką i/lub jeśli nie masz tłustej cery, nie potrzebujesz produktów matujących. Zdrowa skóra jest pełna blasku.

Rekomendacje dermatologów. Jeśli widzisz, że jakiś dermatolog ciągle poleca produkty jednej konkretnej marki aptecznej (np. La Roche­Posay, Avène, Cetaphil, Vichy), powinna zapalić ci się w głowie czerwona lampka. Marki apteczne (szczególnie te francuskie) co roku ustalają ogromny budżet marketingowy wydawany na działania, których celem jest skłonienie dermatologów i aptekarzy do polecania ich kosmetyków jako rozsądnych cenowo odpowiedników produktów marek profesjonalnych. Jest to rodzaj lobbingu fachowo nazywany detailingiem. Wszystko po to, żeby na portalach o pielęgnacji czy w kolorowych magazynach ukazywały się wywiady z dermatologami, którzy zapytani o to, jaki rozsądny cenowo produkt mogliby polecić czytelnikom, gładko odpowiadają: "Och, moim pacjentom polecam zawsze XXX. To doskonały produkt, który w niczym nie ustępuje kosmetykom profesjonalnym". Wszyscy wiemy, że to nieprawda, ale cóż. Jest, jak jest. (Nie chcę przez to powiedzieć, że kosmetyki marek aptecznych odznaczają się kiepską jakością - zazwyczaj to bardzo dobre produkty. Pamiętaj tylko, że gdy tego typu kosmetyk pojawia się w prasie razem z rekomendacją dermatologa, ktoś za to zapłacił).

Botoks party. Nigdy nie daj się namówić na wstrzyknięcie sobie botoksu podczas jakiejś imprezy. Żaden cieszący się dobrą reputacją lekarz nie będzie przeprowadzał zabiegów w miejscu, w którym serwuje się alkohol. Zanim zdecydujesz się na jakikolwiek zabieg, zadaj sobie te pytania: "A jeśli coś pójdzie nie tak? Czy ta osoba będzie wiedziała, co zrobić, jeśli pojawią się siniaki, reakcja alergiczna, krwawienie, oparzenie lub jakiekolwiek inne komplikacje?". Jeżeli odpowiedzią na drugie pytanie nie jest stanowcze "tak", zrezygnuj z zabiegu. Proste. Zgodnie z prawem mogłabym wstrzyknąć ci botoks, ale nigdy tego nie zrobię. Wolę zostawić to lekarzom.

Opalanie. A właściwie opiekanie. Wszyscy potrzebujemy słońca. Pod wpływem promieni słonecznych nasza skóra wytwarza witaminę D. Ale musimy zachować rozsądek. Dlatego nie szalej. I nigdy nie korzystaj z solarium.

Obsesja na punkcie porów. Skończ z tym. Nigdy nie są tak duże, jak ci się wydaje.

Palenie papierosów (także używanie waporyzatorów i e-papierosów). Rzuć nałóg.

Cukier i "białe" węglowodany. Unikaj. Nie bez powodu tego typu żywność nazywana jest śmieciowym jedzeniem.

Alkohol. Spróbuj zrezygnować z alkoholu, zwłaszcza jeśli przechodzisz menopauzę. Zobaczysz, że będziesz się czuła i wyglądała lepiej.

Fragment książki Caroline Hirons "Skin Care. Bzduroodporny poradnik o pielęgnacji", wydawnictwo Insignis.

Zobacz także:

Zaskakujące metody kręcenia włosów. Czy działają?

Czekoladowe włosy. Hit sezonu jesień/zima 2021/2022

Moczenie nóg w wodzie z solą. Na co pomaga?


 

Fragment książki

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy