Z dostawą do domu

Znów musiałaś odwołać wizytę u kosmetyczki, bo przedłużyło się zebranie, zachorowało dziecko, stałaś w korku? Jeśli nie góra do Mahometa to może odwrotnie? Odkryliśmy, że wiele salonów i spa oferuje zabiegi z dojazdem do klienta. Ale czy nie traci na tym ich jakość?

Zabiegi wykonywane w domu są nieco droższe od tych robionych w salonach, ale pozwalają zaoszczędzić czas
Zabiegi wykonywane w domu są nieco droższe od tych robionych w salonach, ale pozwalają zaoszczędzić czas123RF/PICSEL

Coraz więcej usług kosmetycznych jest dostępnych także w tzw. systemie mobilnym. Co to oznacza? Masażystka czy manikiurzystka może przyjechać do ciebie do domu. Wtedy, kiedy akurat będziesz miała wolny czas.

Szlak przetarły piosenkarki i aktorki, które często nie tylko na scenie, ale też prywatnie korzystają z pomocy ulubionego specjalisty od upiększania. I panny młode, bo to one chcą wykonania manikiuru czy makijażu w domu, tuż przed uroczystością. Wypada im za to podziękować, bo właściciele salonów piękności i spa szybko zareagowali na to nowe zapotrzebowanie i teraz każda z nas może umówić się u siebie w domu na zabieg kosmetyczny. Przetestowałam kilka z nich.

Pomocna dłoń

Manikiur czy pedikiur "z dostawą do klienta" ma już spore grono fanów. - W większości przypadków z tej usługi korzystają osoby, które stale przychodzą do naszych salonów - mówi Marzena Kanclerska, właścicielka warszawskich Nail Spa (www.nailspa.pl). - Głównie to klientki mieszkające pod miastem, dla których dojazd jest czasochłonny i kłopotliwy. Wolą zapłacić za manikiur więcej (około 30 procent plus koszt dojazdu), niż stać w korkach. Przywozimy na miejsce potrzebne do wykonania zabiegu kosmetyki i akcesoria.

Czy modne minxy, czyli folie nalepiane na paznokcie albo tipsy, też mogę mieć nałożone w domu? - Wszystkie usługi dostępne w naszych salonach możemy wykonać również u klienta - mówi manikiurzystka. Sprawdzę to! Umawiam się w domu na pełen manikiur i pedikiur. Pierwszy wolny termin? Jutro. Zabieg nie różni się niczym od tego w salonie. Narzędzia są wysterylizowane, wybór lakierów duży. Kosmetyczka przywozi miskę z masażerem i komplet ręczników. Nie mam co prawda profesjonalnego fotela kosmetycznego, ale wygodne krzesło świetnie go zastępuje.

Wycięcie skórek, piling, opiłowanie i malowanie paznokci u dłoni i stóp zajmuje kosmetyczce 1,5 godziny. Efekt jest taki sam, jak wtedy, gdy robię manikiur i pedikiur w salonie. Moja opinia: To dobry pomysł, gdy ktoś ma niewiele czasu. Umówiłam się godzinę wcześniej, niż zazwyczaj otwierane są salony (o 8.00). Po zakończeniu manikiuru nie musiałam siedzieć w poczekalni do wyschnięcia lakieru.

Kosmetyczka w domu to świetny pomysł na nietypowe spędzenie wieczoru z przyjaciółkami albo luksusowy prezent na specjalną okazjęKatarzyna BoguckaTwój Styl

W(spa)niały pomysł

Manikiur był przystawką, pora na danie główne. Zachęcona pozytywnym wynikiem eksperymentu nr 1, postanawiam zamówić do domu relaksujący masaż ciała. Szukam usługi w internecie i znajduję www.sweethomespa.com, a na stronie czytam: "Chcemy połączyć wymierne efekty z komfortem, który zapewnia tylko jedno miejsce na świecie - dom. Sweet Home Spa jest odpowiedzią na potrzeby kobiet, które chcą bez pośpiechu, w bezpiecznej przestrzeni skorzystać z profesjonalnych zabiegów spa".

Zachęcająca obietnica. A w ofercie odmładzanie twarzy (łącznie z mezoterapią!), kuracja dla panny młodej, regeneracja, relaks, wyszczuplanie ciała, walka z cellulitem. Lubię większość kosmetycznych zabiegów do ciała. To dla mnie najmilsza forma relaksu i nieraz zdarzyło mi się usnąć podczas masażu. Ale wybieram relaks i regenerację ciała i twarzy.

Dzwonię od razu, mogę skorzystać z zabiegu za trzy dni. Pierwszy plus, bo w moim ulubionym salonie najkrótszy termin oczekiwania to tydzień. Dowiaduję się, że tuż przed zabiegiem powinnam wziąć prysznic i nie nakładać już kremów ani balsamów.

Umówionego dnia punktualnie zjawiają się dwie kosmetyczki z dwoma ogromnymi kuframi, w których są wszystkie potrzebne do zabiegów sprzęty i preparaty. W dziesięć minut w mojej niewielkiej sypialni zaaranżowały przytulny gabinet spa. Jest wszystko, co trzeba: rozkładane łóżko do masażu, aromatyczne świece, olejki, kosmetyki, czyste ręczniki, jednorazowa bielizna. Dodaję kolejny plus. Przebieram się w łazience i zaczynamy.

Na początek synchroniczny masaż na cztery ręce. To najprzyjemniejszy punkt programu, świetnie odpręża i przygotowuje ciało do dalszych zabiegów. Autorski masaż opracowano z myślą o kobietach, którym trudno się odprężyć. Działa! Nim się zorientowałam, zapadłam w drzemkę. Obudziłam się, gdy kosmetyczka nałożyła mi na powieki chłodne płatki z płynem nawilżającym, bo kolejnym etapem był regenerujący zabieg na twarz i okolice oczu z użyciem preparatów szwajcarskiej superluksusowej marki Valmont.

Potem jedna kosmetyczka masowała mi twarz, a druga dłonie i stopy. Na zakończenie zabiegu zaproponowały mi makijaż, ale ponieważ nigdzie się nie wybierałam, zrezygnowałam z niego. Moja opinia: Profesjonalnie wykonany zabieg, luksusowy i nie mniej przyjemny niż te, na które chodzę do spa. Jeśli umówisz się wieczorem lub w dzień wolny, nie musisz na natłuszczone ciało wkładać ubrania, za to możesz od razu się położyć, by wypocząć.

Jednak wolę korzystać z zabiegów w salonie. Mam małe mieszkanie, a za ścianą głośnych sąsiadów. Chwilami trudno było mi w pełni się relaksować. W salonie kosmetycznym gabinety powinny być odpowiednio wygłuszone, więc nic mi w tym nie przeszkadza. Zabiegi spa robione w domu sporo kosztują (dojazd jest bezpłatny, ale trzy godziny pielęgnacji i relaksu to wydatek rzędu 500-1000 zł).

Uważam jednak, że to świetny pomysł na nietypowe spędzenie wieczoru z przyjaciółkami albo luksusowy prezent na specjalną okazję.

W Europie Zachodniej 20 procent usług kosmetycznych odbywa się w domu klientkiKatarzyna BoguckaTwój Styl

Plaża w salonie

Co jeszcze specjaliści od upiększania mogą dla ciebie zrobić w domu? Nadać ciału odcień letniej opalenizny. Hołduję dziewiętnastowiecznej modzie na bladą cerę, ale lubię, gdy po wakacjach jest lekko ozłocona, a w tym roku nie byłam na urlopie. O tym, że mogę opalić ciało, nie wychodząc z domu, dowiedziałam się na otwarciu salonu Opalizu (www.opalizu.pl), specjalizującego się w opalaniu natryskowym.

Dzwonię tam, by się umówić. Pierwszy wolny termin za dwa dni. Dostaję szczegółowe wskazówki, jak mam się przygotować do zmiany karnacji: dobę przed zabiegiem nie można robić depilacji ani innych zabiegów kosmetycznych, które potencjalnie podrażniają. Skóra powinna być gładka, więc dzień przed należy zrobić piling całego ciała i pamiętać o nawilżeniu naskórka. W dniu opalania nie wolno już stosować preparatów nawilżających, antyperspirantów ani perfum.

Nadszedł czas próby. Kosmetyczka najpierw rozstawiła w pokoju specjalny namiot, dzięki któremu samoopalający sprej nie pobrudzi ścian, podłogi ani mebli. Jest dość duży, mieszczą się w nim swobodnie dwie dorosłe osoby. Dostaję jednorazową bieliznę i samoprzylepne podkładki pod stopy.

Kosmetyczka najpierw spryskuje ciało preparatem neutralizującym pH skóry, potem zaczyna się opalanie. Najpierw plecy i tył nóg, następnie boki, brzuch i nogi z przodu. Potem ręce. Urządzenie, którym rozpylany jest kosmetyk, przypomina mały odkurzacz, tyle że nie zasysa powietrza, ale emituje delikatną mgiełkę samoopalacza. Dzięki temu preparat pokrywa ciało równomierną, cienką warstwą. W moim przypadku to nowy kosmetyk przeznaczony specjalnie do delikatnego przyciemnienia jasnej karnacji. Skóra zbrązowieje po około 4-6 godzinach. W przypadku osób o ciemniejszej karnacji albo tych, które chcą mocno przyciemnić skórę, kosmetyczka stosuje preparat natychmiastowo brązujący. Zabieg trwa krótko, zaledwie kwadrans.

Na koniec dostaję wizytówkę z numerem preparatu, by wiedzieć, który mam wybrać następnym razem, oraz wskazówki, jak pielęgnować ciało, żeby opalenizna utrzymała się długo. Nie należy moczyć ani myć ciała wcześniej niż po 6-8 godzinach, trzeba unikać tarcia opalonej skóry, wysiłku fizycznego, pocenia się czy wizyt w saunie. A w kolejnych dniach dbać o nawilżanie całego ciała, wtedy rezultaty będą widoczne około 10 dni.

Moja opinia: Nie sądziłam, że zabieg trwa tak krótko i daje tak dobry efekt - opalenizna jest delikatna, ale równomierna jak naturalna. W przyszłości wolałabym opalać się w salonie, bo to dużo tańsze (koszt opalenia całego ciała w salonie 89 zł, w domu 149 zł), ale z usługi domowej na pewno dobrze jest korzystać w chłodne miesiące. Nie trzeba długo czekać, aż samoopalacz wyschnie, ani się obawiać, że część preparatu pozostanie na ubraniu.

Marta Sadkowska

Twój Styl 10/2012