Reklama

Reklama

Błędne koło wychowania. Jak nie wpaść w pułapkę?

Duńscy naukowcy ustalili, że czas, który poświęcamy dziecku od najmłodszych lat, ma znaczący wpływ na jego dalszy rozwój. Dlaczego sposób, w jaki podchodzimy do budowania relacji rodzinnych oraz to, jak traktujemy sami siebie, ma wpływ na całe nasze życie. Psycholog i psychoterapeuta z Centrum Medycznego CMP, Marta Wiśniewska, wyjaśnia jak błędy w wychowaniu mogą odbić się na rozwoju, poczuciu własnej wartości oraz związkach miłosnych.

Aleksandra Waleczek, Styl.pl: Kiedy zaczyna się nasz wpływ na dzieci? 

Reklama

Marta Wiśniewska, psycholog, psychoterapeuta z Centrum Medycznego CMP: 

- Często myślimy, że wpływ na nasze dzieci mamy dopiero po ich narodzinach, ale tak naprawdę już sposób, w jaki matka przeżywa ciążę, oddziałuje na płód. To, czy jest zadowolona, czy ta ciąża była chciana czy też nie - to wszystko ma znaczenie. Już wtedy te emocje zaczynają wpływać na dziecko. 

Przekazujemy dzieciom również poczucie bezpieczeństwa?

- Trzeba zacząć od tego, co to jest poczucie bezpieczeństwa i co nam ono daje. Czujemy się bezpiecznie przy kimś, kto nas nie ocenia; kto będzie naszym oparciem w momencie, kiedy dzieje nam się krzywda; kto, jeżeli popełnimy błąd, zaakceptuje nas i poda pomocną dłoń. 

- Wyróżniamy cztery style przywiązania, czyli mechanizmy, zgodnie z którymi kształtujemy nasze relacje z innymi ludźmi. Wykształcają się one w najwcześniejszych latach życia w kontaktach z najbliższymi. Jednym z nich jest bezpieczny styl przywiązania. Dziecko czuje, że rodzice są dostępni, wrażliwi, troskliwi, a przede wszystkim - przewidywalni. Gdy matka reaguje na potrzeby dziecka, ono wie, że gdy będzie mu trudno, zawsze może liczyć na pomoc. W dorosłym życiu taka osoba rozumie emocje swoje oraz innych ludzi i potrafi sobie z nimi lepiej radzić. Akceptuje je, a w razie potrzeby, potrafi prosić bliskich o pomoc. 

- Mamy również unikający styl przywiązania, w którym to rodzice są wymagający, często stosują kary, oczekują od dziecka samodzielności już od najmłodszych lat - nawet jeśli ono nie było na nią gotowe. Te wymagania stresują pociechę i budzą w niej złość. Takie dziecko jest dość samodzielne i nie ma lęku przed światem, ale ze wszystkim chce radzić sobie samo. Nie poprosi nikogo o pomoc, więc jako dorosły najczęściej buduje związki oparte na kontroli, unikaniu przywiązania w relacji i braku zaufania. 

- Kolejny styl przywiązania to tzw. lękowo-ambiwalentny, kiedy to opiekunowie są nieprzewidywalni, działają poprzez presję i kontrolę, ale jednocześnie nie dają do zrozumienia, jakie są zasady postępowania. To sprawia, że dziecko się boi i jest stale zaniepokojone. W dorosłym życiu takie osoby mogą przesadnie reagować na różne sytuacje. Mogą też czuć się niedocenione i uzależniać swoje szczęście od "bycia z kimś". 

- Ostatni styl przywiązania to styl zdezorganizowany. Kształtuje się on przede wszystkim w domach przemocowych lub w takich, gdzie rodzice są skupieni głównie na sobie, nie wspierają dzieci. Dlatego dziecko boi się, dostaje z otoczenia sygnały, z którymi nie może sobie poradzić. Jako dorosła osoba buduje relacje w podobny sposób, ponieważ nie wie, jakie ma potrzeby. Może mieć wręcz skłonności do tworzenia problemów. 

To jest chyba najważniejsze. 

- Każdy z nas ma swoje doświadczenia z dzieciństwa. Możemy pamiętać, że kiedy coś było dla nas ważne, wtedy rodziców nie było, albo byli niedostępni. Mogliśmy słyszeć: "idź do babci albo do siostry, bo ja nie mam czasu". Doskonale to rozumiem, bo większość z nas dużo pracuje, tylko że nie chodzi o ilość czasu, ale o jakość. Czasami przeoczenie takiego ważnego dla dziecka momentu ma duże konsekwencje w przyszłości. W takim sensie, że jeżeli rodzice nie zauważą, że z ich dzieckiem się coś dzieje, to ono pójdzie szukać pomocy gdzie indziej, a wiadomo, że to może różnie się skończyć. 

Czy kiedy rodzic odrzuca dziecko, skutkuje to tym, że ono nie chce z nim spędzać czasu? 

- Często tak jest. Czasami rodzice skarżą się, że ich dziecko pyskuje, nie szanuje ich, nie słucha itd. Tego typu zachowania przeważnie pojawiają się wtedy, kiedy rodzice stosują więcej zakazów i nakazów zamiast być uważnym na potrzeby swojego dziecka. Warto pamiętać, że to my, dorośli, dajemy przykład i wzorce naszym dzieciom, a one naśladują nasze zachowania. Jeżeli dziecko widzi, że nie jest szanowane, a jego potrzeby nie są ważne, to nic dziwnego, że będzie się do nas zwracało w podobny sposób. 

Dziecko, które się złości, jest sfrustrowane, często próbuje nam w ten sposób pokazać narastające emocje, zwrócić uwagę na problem. Jako rodzice możemy spróbować wejść w ich buty i zastanowić się, co dziecko chce nam powiedzieć poprzez takie zachowanie, z czym sobie nie radzi, przeciwko czemu się buntuje, jakie jego potrzeby nie są zaspokajane. Wychowując dziecko nakazowo (myśląc, że emocje nie są potrzebne) budujemy relacje przedmiotowe, które utrwalają u dziecka przekonanie, że "nikt nie liczy się z nim, z jego potrzebami, że nie zasługuje na uwagę, na miłość." Może mieć to konsekwencje w dorosłym życiu. 

Jeżeli dziecko takie rzeczy słyszy już od najmłodszych lat, to jako młody dorosły też zaczyna budować swoje relacje na podobnej zasadzie? 

- Owszem, dziecko zadaje sobie pytanie "co ja mogę z tego mieć?", bo rodzice nie zbudowali relacji na poziomie emocjonalnym, na poziomie współodczuwania, tylko na poziomie: "masz to zrobić". Taka osoba może wykorzystywać innych i manipulować nimi w dorosłym życiu. Jednak z kontrolującego domu może wyjść także ktoś, kto "przykleja" się do drugiego człowieka, ponieważ tak bardzo boi się odrzucenia. Osoba, która nie patrzy na swoje potrzeby, tylko zwraca uwagę na pragnienia innych i będzie je realizowała wbrew sobie. Będzie się godziła na wszystko.

Żeby tylko nie zostać odrzuconą?

- Tak, bo w dzieciństwie wykształci się u niej lęk przed odrzuceniem. Na szczęście człowiek jest istotą złożoną - doświadczeń, które wpływają na nas w trakcie dorastania jest mnóstwo. Nie jesteśmy tylko wśród rodziców i możemy dorastając spotkać kogoś, kto dobrze na nas wpłynie poza domem. Może być to pedagog, nauczyciel, przyjaciel, znajomy, czy ktoś z rodziny, kto zauważa nas i pomaga nam uwierzyć w siebie, widzi w nas potencjał. To może dać nam tak dużo, że pomimo trudnych relacji w domu, będziemy bardziej świadomi swoich możliwości, zdolności, wiary w to, że coś możemy i potrafimy - wiary we własne możliwości.

Zdarza się, że osoby dorosłe usprawiedliwiają swoje zachowanie mówiąc "tak mnie wychowano i tak było dobrze i już" - jest to mechanizm obronny przed tym, żeby czegoś nie zobaczyć, żeby nie dopuścić do siebie traum z dzieciństwa, emocji, które były trudne, ponieważ to niesie za sobą ból i cierpienie. Pytanie tylko, czy ja jako dorosły chcę powielać krzywdzące mnie i innych schematy, czy chcę się z tym zmierzyć i zmienić, poprawić jakość życia. 

O tym, czy dzieci wysoko wrażliwe potrzebują więcej uwagi ze strony rodzica, przeczytasz na kolejnej stronie >>>

Dowiedz się więcej na temat: wychowywanie dzieci | WWO | czas spędzany z dzieckiem

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje