Reklama

Reklama

Technologia mRNA w szczepionkach - dlaczego jest bezpieczna?

W sieci wciąż krążą bzdury na temat szczepionek przeciw COVID-19. Tymczasem naukowcy powtarzają: szczepionki nie mogą zmienić naszego genomu, badania kliniczne były rzetelne, nie ma nic podejrzanego w tym, że powstały w ciągu roku, a na dodatek wszystko to można sprawdzić, bo informacje te są na wyciągnięcie komputerowej myszki.

Wbrew pozorom, trwająca pandemia COVID-19 będzie mieć także pewne pozytywne skutki. Jednym z nich jest wprowadzenie do powszechnego użycia innowacyjnych szczepionek, które bazują na technologii mRNA. To swoiste zwieńczenie badań nad terapeutycznym zastosowaniem mRNA, które toczyły się od lat 70. ubiegłego wieku, a nie - jak mylnie sądzi wiele osób - rozpoczęły się dopiero w momentu wybuchu obecnej pandemii. 

Prof. Jacek Jemielity, chemik z Centrum Nowych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego, który wraz z zespołem od prawie 20 lat prowadzi badania nad terapeutycznym wykorzystaniem mRNA, czyli informacyjnego lub matrycowego kwasu rybonukleinowego, podkreśla, że pierwsze wykorzystanie RNA do celów terapeutycznych, gdzie podano go pacjentowi, miało miejsce już w 2001 roku. Specjalista przypomina, że zostało to wtedy zrobione w ten sposób, że najpierw pobrano komórki z pacjenta, później do tych komórek poza jego ciałem (ex vivo) wprowadzono RNA, a następnie z powrotem wprowadzono te komórki do organizmu pacjenta. Natomiast w 2009 r. po raz pierwszy wprowadzono RNA bezpośrednio do organizmu pacjenta, a konkretnie do jego węzłów chłonnych. 

Reklama

Na temat zastosowań technologii mRNA w medycynie istnieją już setki publikacji naukowych.

- Wykorzystuje się już mRNA do aktywacji układu immunologicznego np. w szczepionkach przeciwnowotworowych. Są to szczepionki leczące, podawane osobom, które już są chore na nowotwór. Chcemy w ten sposób zmusić ich układ immunologiczny by rozpoznawał komórki nowotworowe i je niszczył. Drugi przykład to szczepionki profilaktyczne, przeciwwirusowe, z jakimi właśnie mamy obecnie do czynienia w ramach walki z pandemią COVID-19. Te właśnie szczepionki jako pierwsze terapeutyki mRNA zostały dopuszczone do masowego użycia - mówi prof. Jacek Jemielity. 

Jednocześnie specjalista obrazowo wyjaśnia, jak działa ta technologia, bazująca zresztą na naturalnych mechanizmach działających w ludzkich komórkach. Otóż, jak tłumaczy, mRNA jest w praktyce jakby "kserokopią" konkretnego genu, np. zawierającego informację o tym, jak wyprodukować dane białko. Za jego pośrednictwem organizm przenosi tę informację z DNA (czyli genomu) zlokalizowanego w jądrze komórkowym bez jego naruszania. Później dzięki "przepisowi" zawartemu w mRNA w cytoplazmie komórki syntetyzowane jest dane białko (warto w tym miejscu przypomnieć, że białka regulują większość procesów fizjologicznych w naszych organizmach). 

- W praktyce mRNA jest uniwersalnym przepisem na białko, który ulega ekspresji w cytoplazmie. Dlatego za jego pomocą możemy dostarczyć do komórki jakiś terapeutyk (w postaci zbliżonej do naszego naturalnego mRNA) - tłumaczy ekspert. 

W przypadku szczepionki mRNA przeciwko COVID-19 wykorzystuje się ten mechanizm, aby wprowadzić do naszych komórek mięśniowych "przepis" na produkcję tzw. białka "S", które jest charakterystyczne dla nowego koronawirusa SARS-CoV-2. Dzięki wytworzeniu tego białka w naszych komórkach układ immunologiczny jest stymulowany do produkcji odpowiednich przeciwciał. W ten sposób bez zachorowania nabywamy odporność na COVID-19.

Co oznacza "warunkowe" dopuszczenie szczepionek do obrotu? O tym przeczytasz na następnej stronie >>>

Prof. Jacek Jemielity podkreśla, że dzięki zastosowanemu w tej szczepionce mechanizmowi, który nie dotyka w ogóle jądra komórkowego, po prostu nie ma możliwości, żeby mRNA (samo w sobie zresztą bardzo nietrwałe) uległo integracji z naszym genomem. mRNA nie ma możliwości sforsowania bariery stawianej przez otoczkę jądra komórkowego, w którym znajduje się nasz genom. Nie ma też chemicznych możliwości połączenia się z naszym DNA czy wniknięciem do niego.

- W związku z tym jest to bezpieczna metoda dostarczania przepisu genetycznego na terapeutyk do komórek - podsumowuje ekspert.

Mało tego. Wirus SARS-CoV-2 nie należy do grupy wirusów, które potrafią włączyć się do DNA gospodarza (czyli - jak to określa język biologii - nie potrafi dokonać odwrotnej transkrypcji). Taką sztukę posiadły niektóre wirusy, np. wirus HBV czy zaliczany do grupy retrowirusów HIV. Tym bardziej nie jest w stanie odwrotnej transkrypcji dokonać nietrwały fragment mRNA wirusa wywołującego COVID-19, który krótko działa poza jądrem komórkowym i... się rozpada.

Co oznacza "warunkowe" dopuszczenie do obrotu?

Europejska Agencja Leków (EMA) dopuściła szczepionki w technologii mRNA "warunkowo", co wielu osobom nie mającym wiedzy na temat procedur wprowadzania produktów leczniczych na rynek źle się kojarzy. Tymczasem w takiej "warunkowej" procedurze dopuszczanych jest do obrotu szereg leków. 

Jak tłumaczy dr hab. Piotr Rzymski, biolog i popularyzator nauki, adiunkt w Zakładzie Medycyny Środowiskowej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, stosowana jest ona wtedy, gdy w konkretnym wskazaniu nie ma żadnych alternatyw (w tym wypadku szczepionki były pierwszą profilaktyką tego rodzaju zapobiegającą COVID-19). Co więcej, EMA zobowiązała producentów szczepionek do prowadzenia tzw. badań porejestracyjnych, zatem obserwacja działania szczepionek i analiza ich skuteczności i bezpieczeństwa jest wciąż prowadzona.

Naukowiec podkreśla, że nie należy dawać wiary tym, którzy dopatrują się jakichś "tajnych" działań w procesie opracowywania szczepionki, badań klinicznych preparatów czy procedury dopuszczenia do obrotu. Jeśli ktoś nie dowierza, może sam sprawdzić, że rezultaty kolejnych faz badań były publikowane w renomowanych czasopismach (m.in. Nature, NEJM), a co jest dodatkowym ułatwieniem dla tych, którzy chcieliby się zapoznać z tymi artykułami, są one dostępne bezpłatnie. Także proces rejestracji przebiegał przejrzyście - wszystkie informacje dostępne są na stronach odpowiednich agencji dopuszczających szczepionki na rynek (np. w Europie - EMA, w USA - FDA).

Zobacz także:

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy