Reklama

Reklama

"Mogę być oddana, ale nigdy nie będę niewolnicą". Historia zakazanej miłości Marianny Orańskiej

Była utalentowana, kochała sztukę i wiedzę. Księżniczka Marianna została też zapamiętana jako kobieta niezależna, która miłość potrafiła postawić na pierwszym miejscu - nie licząc się z konsekwencjami.

Marianna Orańska była córką króla Wilhelma I Orańskiego i Fryderyki Luizy Wilhelminy Pruskiej z domu Hohenzollernów. Urodziła się w Berlinie, w 1810 roku. Gdy Napoleon Bonaparte zajął ich ziemie w Nassau, rodzina musiała uciekać. Przenieśli się do Wielkopolski, nabywając zsekularyzowane majątki cysterskie w Lubiążu, Henrykowie i Kamieńcu Ząbkowickim.

Zobacz także: Lukusta. Zawodowa trucicielka z galijskiej wsi, która zmieniła historię Imperium Rzymskiego

Reklama

Gdy Marianna miała kilkanaście lat, jej rodzice zaręczyli ją z księciem na wygnaniu i następcą tronu Szwecji Gustawem Wazą. Mimo że był to związek aranżowany, księżniczka bardzo pokochała swojego wybranka. Nie przyszło jej się jednak cieszyć małżeńską miłością. Król Szwecji Karol XIV Jan, obawiając się o własny tron, doprowadził do zerwania tych zaręczyn.

Nieszczęśliwe małżeństwo

Ostatecznie Marianna Orańska zmuszona była wyjść za mąż za Albrechta Pruskiego. Jej mąż, poza tym, że był jej wujecznym bratem, wykazywał się dość nieprzyjemnym charakterem.  W ich berlińskiej rezydencji Prinz-Albrecht-Palais dochodziło do niezliczonych zdrad z jego strony, między innymi z Rozalią von Strauch, córką pruskiego ministra i dwórką księżnej.

Choć Marianna doczekała się z Albrechtem gromadki dzieci, ich związek rozpadł się ostatecznie w 1844 roku. W 1849 zostało to oficjalnie sfinalizowane rozwodem kościelnym, choć to nie zdrady męża były jego przyczyną. 

Głośny mezalians

Życiowe motto księżnej Marianny, wedle Gabrieli Anny Kańtor, autorki książki "Trzecia miłość Marianny Orańskiej", brzmiało "Mogę być oddana, ale nigdy nie będę niewolnicą". Tę złotą myśl z pewnością wcieliła w życie, wdając się w głośny romans z lokajem własnego męża Johannesem van Rossumem. Wywołało to wielki skandal i to właśnie stało się bezpośrednią przyczyną rozwodu Marianny z Albrechtem.

Miłość ta niosła ze sobą także wiele innych konsekwencji, takich jak utrata czci, dobrego imienia, księżna otrzymała również zakaz przebywania na terenie państwa pruskiego dłużej niż jeden dzień, a przy okazji przekraczania granicy musiała meldować się na policyjnym posterunku.

Z tego ostatniego powodu księżna Orańska nabyła pałacyk Bílá Voda, kilkanaście kilometrów od swoich dóbr. Pruskie elity zerwały kontakty z rozwódką, miała także problemy z widywaniem własnych dzieci. Równocześnie z Johannesem van Rossumem doczekała się kolejnego potomka. Chłopiec zmarł jednak na szkarlatynę w wieku 12 lat. 

Przeczytaj równieżDla jednych była heretyczką i rozpustnicą, inni byli nią zachwyceni. Kim była Anna Wazówna?

Ostatnim życzeniem Marianny Orańskiej było być pochowaną obok Johannesa na cmentarzu w Reinhartshausen. Tak właśnie stało się po jej śmierci w 1883 roku. Na nagrobku wyryto jednak nazwisko jej byłego męża.    


Matka ubogich i sierot

W pamięci mieszkańców swoich dóbr Marianna Orańska zapisała się jako filantropka, często określana pięknym mianem "matki ubogich i sierot". Chłopom, którzy chcieli zamieszkać na jej ziemiach, dostarczała materiały budowlane, by mogli wznieść swe domostwa. Mieszkańcy Kamieńca Ząbkowickiego znaleźli zatrudnienie przy budowie jej rezydencji.

Księżna Marianna sfinansowała także powstanie szkoły hafciarskiej dla dziewcząt, Kasy Wdowiej, czyli instytucję wspierającą finansowo owdowiałe kobiety, ochronki dla niemowląt, szpitala i kościoła ewangelickiego.

W 1847 roku jej dobra dotknięte zostały klęską nieurodzaju. Księżna dostarczała wtedy żywność lokalnym mieszkańcom. Choć sama była ewangeliczką, pomagała finansowo również parafii katolickiej i sanktuarium w Bardzie.  

Przeczytaj też: Dziwaczne poglądy starożytnych Greków i Rzymian na temat kobiecej fizjologii

Styl.pl
Dowiedz się więcej na temat: Marianna Orańska | mezalians

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy