Reklama

Reklama

Kobiety: Największe ofiary każdej wojny

- Kobieta idąca po wodę lub po drewno na opał jest w większym niebezpieczeństwie niż żołnierz na linii frontu - mówiła Margot Wallström, Specjalna Przedstawicielka NZ ds. Przemocy Seksualnej w Sytuacjach Konfliktu. Trudno nie zgodzić się z tymi słowami w obliczu toczącego się za naszą wschodnią granicą konfliktu. Cywile, w tym głównie kobiety i dzieci, stanowią znaczną większość ofiar współczesnych wojen także w wielu innych krajach. Giną podczas działań zbrojnych, muszą uciekać z własnego kraju i padają ofiarami przemocy seksualnej.

Wojenne role kobiet

Historycznie kobiety zaangażowane w konflikty zbrojne odgrywały w nich kilka ról - ofiar zachęcających do walki, sanitariuszek, kurierek wojennych i żołnierek. Choć współcześnie coraz częściej angażowane są zarówno do systemu obrony terytorialnej, jak i kształtowania bezpieczeństwa oraz pokoju międzynarodowego, wciąż trudno przebić im w szklany sufit.

- Ograniczony dostęp do wojskowości przez wieki miał zapewnić status quo męskiej dominacji w prawie wszystkich kulturach, nie tylko tych stricte patriarchalnych. Współczesne armie w dalszym ciągu powielają stereotypowe role płciowe, blokują awanse kobiet i są niechętne ich czynnemu udziałowi w działaniach militarnych. Iluzje równości i odchodzenia od zhierarchizowanych skostniałych struktur, powielających podstawy systemów patriarchalnych okazały się mrzonką - mówi profesorka Aleksandra Gasztold z Uniwersytetu Warszawskiego i Sekretarz Generalna WIIS Poland.

Reklama

Kobiecość wykorzystywana jest w konfliktach w formie seksualności i stereotypów związanych uwarunkowaniami biologicznej płci. To jedne ze środków stymulujących zaangażowanie mężczyzn w walkę, wymierzonych w przeciwnika i podnoszących morale.


- Do owych działań zaliczyć można prostytucję towarzyszącą działaniom okołowojennym, wywoływanie skrajnego pożądania u żołnierzy z pomocą wizerunku roznegliżowanych młodych kobiet, pornografię czy utrwalanie fallicznej symboliki broni. Metody i techniki służące feminizacji wroga to przede wszystkim poniżające zwroty i działania, jak egzekucje męskiej społeczności, kastracja, branie w niewolę oraz gwałty dokonywane na ludności cywilnej niezależnie od płci - wyjaśnia Gasztold.

Niewidzialne i pomijane przez historię

Wojny to od zarania dziejów domena mężczyzn. To oni rozpoczynają konflikty, opracowują strategie, zasilają armię oraz stają na linii frontu, aby zmierzyć się z wrogiem. Zarządzają, ustalają i żądają, choć z konsekwencjami owych działań przychodzi się zmierzyć także tym, których najczęściej odsuwa się od wszelkich procesów decyzyjnych w sytuacjach kryzysowych - kobietom. Stanowią one zazwyczaj wyłącznie tło konfliktów i są skazane na życie w niebezpieczeństwie.

- Przemoc wobec kobiet, szczególnie będąca konsekwencją wojny czy konfliktu zbrojnego, pojawiała się w dyskursie międzynarodowym również po II wojnie światowej. Nie znaczy jednak, że nie występowała wcześniej. Natura wojny się nie zmienia. Nie ma czegoś takiego jak wojny cywilizowane. Kobiety i dzieci są największymi ofiarami konfliktów, bo to w te grupy uderza niesprawiedliwość. Stanowią one także największą liczbę uchodźców. Niemniej zainteresowanie rolami i sytuacją kobiet podczas konfliktów było marginalne. Historia wojen pozostaje historią mężczyzn mimo wysiłku wielu badaczy w tym zakresie, nie tylko zajmujących się feminizmem - tłumaczy Aleksandra Gasztold.

Ekspertka dodaje, że porażka była dostatecznie długo utożsamiana z kobietą i z czasem stała się składnikiem żeńskiej roli w społeczeństwie. Wyraźnie widać to w wojennej rzeczywistości, w której wygrywanie jest przypisywane mężczyznom. Kobieta jest natomiast zmuszana do szukania schronienia oraz bycia ofiarą przede wszystkim przemocy seksualnej.

"Jestem bohaterką!"

Tak powiedziała o sobie jedna z kobiet, która przeżyła wojnę na Bałkanach w latach 90. Gdy była nastolatką, doświadczyła przemocy seksualnej i tortur w jednym z tzw. obozów gwałtów. W 2015 roku wraz z innymi kobietami z Bośni i Hercegowiny, Kosowa, Macedonii, Słowenii i Serbii postanowiła opowiedzieć o tych strasznych zdarzeniach zebranym na sali sarajewskiego Sądu Kobiet słuchaczom, aktywistom oraz ekspertom. Z toczących się rozmów i zwierzeń, opisywanych szeroko w mediach, wynika, że gwałty to nadal ignorowana przez społeczeństwo wojenna zbrodnia, za którą nie pociąga się oprawców do odpowiedzialności.

- Podczas wojen zjawiskiem powszechnym jest seksualizacja przemocy, w tym wykorzystywanie gwałtów na odmiennej etnicznie społeczności tak jak w Bośni i Hercegowinie, Rwandzie, Kongo czy Birmie. Należy pamiętać, że zarówno Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii (ICTY), jak i Rwandy (ICTR), włączyły przestępstwo gwałtu do katalogu przestępstw przeciwko ludzkości. Intencjonalność gwałtu oraz jego skutki fizyczne i psychiczne zbliżają go z pojęciem tortur. Został też uznany za formę dyskryminacji kobiety z powodu jej płci. Gwałt można więc uznać za jedną z charakterystycznych cech współczesnych konfliktów - dodaje Aleksandra Gasztold.

Zdaniem ekspertki konflikty zbrojne krzywdzą kobiety podwójnie: poprzez użycie przemocy ze strony agresorów oraz odrzucenie, czyli wtórną wiktymizację po traumatycznych przeżyciach przez własną grupę etniczną lub narodowościową. Seksualizacja przemocy wiąże się bezpośrednio ze zjawiskiem upokorzenia mężczyzn. Przenosi się na nich winę za nieumiejętność ochrony kobiet. - Mit mówiący o tym, że kobiety są chronione przez mężczyzn w czasie konfliktów zbrojnych i w czasie pokoju powinien być zatem zredefiniowany - podsumowuje Gasztold.

Najnowsza historia konfliktów zbrojnych pokazuje, że przemoc seksualna służy terroryzowaniu cywili, rozbijaniu rodzin czy niszczeniu społeczności, jak choćby umyślnie zarażanie kobiet wirusem HIV, który uniemożliwia im rodzenie dzieci w określonej grupie. Podczas trzymiesięcznego ludobójstwa w Rwandzie zostało zgwałconych od 100 000 do 250 000 kobiet. W Sierra Leone ofiarami gwałtu padło 60 000 obywatelek. Wojna domowa w Kongo to ponad 200 000 ofiar. W Bośni i Hercegowinie zgwałcono natomiast 50 000 kobiet. Wojenna przemoc seksualna ma swoje źródła nie tylko w zachowaniu obcych żołnierzy, ale także partnerów, mężów, ojców czy braci. Według danych zebranych przez organizację Woman for Woman sprawcami przemocy w krajach objętych wojną, są najbliżsi krewni kobiet. Z analizy wynika, że niemal 90 proc. Afganek doświadcza w codziennym życiu przemocy domowej, a 80 proc. syryjskich uchodźczyń w Iraku jest narażona na napaść seksualną.

Ofiary wojennych zbrodni seksualnych zazwyczaj nie doczekują wymierzenia na oprawcach sprawiedliwości. Zmiany w prawie międzynarodowym i krajowym umożliwiają karanie sprawców przemocy seksualnej, ale nie rozwiążą całkowicie tego problemu. O pełnym sukcesie można mówić, gdy zjawisko wykorzystywania seksualnego kobiet zaistnieje w ludzkiej świadomości. - Zgwałcona kobieta jest napiętnowana i wykluczona ze społeczności. Bez względu na to, jakie jest prawo, musimy zmienić nastawienie społeczeństwa. Powinniśmy potępić gwałt i stanąć po stronie skrzywdzonych kobiet. Musimy doprowadzić do sytuacji, w której ofiara przemocy seksualnej otrzyma wsparcie społeczności, a mężczyzna, który dopuścił się gwałtu, zostanie napiętnowany, wykluczony i ukarany - mówił podczas swojej noblowskiej przemowy dr Denis Mukwege, dyrektor szpitala Panzi w Bukavu w Demokratycznej Republice Konga.

***

Zobacz również:

Ukraińskie piekło kobiet. Początki konfliktu

Apel zrozpaczonej matki do Putina. Wzbudziła zainteresowanie policji

Kobiety transpłciowe nie mogą wyjechać z Ukrainy

Ich mężowie pojechali na wojnę, one walczą w domach. "Najgorsza jest ta niewiedza"

Styl.pl
Dowiedz się więcej na temat: wojna w Ukrainie | Ofiary wojny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy