Julia Nowak: "Myślę, że skazywanie psów na takie cierpienie jest bardzo niesprawiedliwe"
Julia Nowak jest behawiorystką specjalizującą się w lęku separacyjnym u psów. W swojej pracy pomaga nie tylko psom żyć bez lęku i ogromnego napięcia, ale też jest wsparciem dla opiekunów, którzy często w bardzo dotkliwy sposób odczuwają problemy swojego psa. W rozmowie z Interią Julia Nowak wyjaśnia, czym jest lęk separacyjny, jakie mity narosły wokół tego zaburzenia i co jest istotne w pracy z psem z lękiem separacyjnym.

Karolina Iwaniuk, Interia: Lęk separacyjny u psa - hasło, które coraz częściej jest wyszukiwane w internecie i jest odmieniane przez wszystkie przypadki. Czym właściwie jest lęk separacyjny, a co nim nie jest?
Julia Nowak, behawiorystka, specjalistka od lęku separacyjnego: - Jeżeli chodzi bardzo konkretnie o lęk separacyjny, to tutaj mamy sytuację, w której pies ma fobię, lęk przed samotnością, przed byciem samemu w domu. Niektóre źródła jeszcze mówią o tym, że lęk separacyjny również może być ukierunkowany na człowieka, ale część też to rozdziela. Ja jestem za rozdziałem, bo uważam, że jeżeli mówimy o sytuacji, w której lęk separacyjny albo w ogóle jakieś zaburzenia separacyjne, konkretnie dotyczy osoby albo osób, na przykład opiekunów, to właśnie mówimy o nadmiernym przywiązaniu, a nie o lęku separacyjnym. Czyli można powiedzieć, że lęk separacyjny to jest fobia, lęk przed samotnością.
Z jakim innym zjawiskiem, zaburzeniem można pomylić lęk separacyjny?
- Najczęściej właśnie myli się go z nadmiernym przywiązaniem, czyli z sytuacją, w której pies nie jest w stanie normalnie funkcjonować bez obecności danej osoby. Zazwyczaj jest to opiekun albo opiekunowie. Wówczas pies nie jest w stanie zostać z petsitterem, czyli w sytuacji, kiedy ktoś jest w domu, ale to nie jest ukochany opiekun. Można również go pomylić z frustracją. Frustracja separacyjna to jest taka sytuacja, gdzie faktycznie są te objawy lęku separacyjnego, czyli zazwyczaj mamy destrukcję (niszczenie przedmiotów - przyp.red.), wokalizację, ale już bardzo rzadko występuje załatwianie się w przypadku frustracji. Frustracja separacyjna cechuje się tym w odróżnieniu od lęku, że kiedy pies coś zniszczy, a tym samym, wyładuje na czymś swoje emocje, to sytuacja na tym się kończy i pies jest w potem w stanie pójść spać lub odpocząć. W przypadku lęku separacyjnego, w przypadku nadmiernego przywiązania to nie występuje. W dodatku napady frustracji trwają krótko. Pies, który szczeka przez 6 godzin, a potem przestaje, nie przywykł do sytuacji i nie jest to chwilowa frustracja. Jeżeli pies po sześciu godzinach w końcu kładzie się spać, to po prostu padł krzyżem ze zmęczenia, a nie z tego, że się w końcu "wyszczekał", czy właśnie przyzwyczaił, wyładował.
To wiemy już z czym go nie mylić, ale czy te zachowania, które opisałaś, mogą finalnie w lęk separacyjny się przerodzić?
- Tak, mogą się przerodzić. Ogólnie istnieje "parasol zaburzeń separacyjnych". Pod tym parasolem jest właśnie lęk separacyjny, frustracja separacyjna, lęk przed samotnością, separation anxiety disorder, Canine Alone Distress Disorder, home-alone syndrome, to też jest w ogóle inaczej definiowane. Jest w sumie kilka tych podtypów zaburzeń i tak naprawdę naukowcy różnie opisują to, co badają, ale do najczęściej wyróżnianych zaburzeń należą właśnie te trzy - nadmierne przywiązanie, frustracja i po prostu taki zwykły, klasyczny lęk separacyjny. Też trzeba pamiętać, że w przypadku lęku występują nam objawy fizjologiczne i one są nie do podrobienia. Tak naprawdę tylko w przypadku takiej paniki występują objawy fizjologiczne. U psa pojawia się wtedy podwyższone tętno, drżenie mięśni, załatwianie się pod siebie, nie trzymanie moczu ze stresu, ślinienie się. I to też mocno cechuje lęk separacyjny. Jeżeli mamy te objawy fizjologiczne, no to raczej z pewnością możemy powiedzieć, że pies jest w panice.
Opiekun widzi te sygnały, wie, że tak nie powinno wyglądać samodzielne zostawanie psa w domu. Kiedy powinien zgłosić się do behawiorysty? Opiekunowie często najpierw sami starają się radzić sobie z problemem.
- Moment, w którym opiekun powinien zgłosić się do specjalisty to jest zazwyczaj ten, w którym gdzieś właśnie chwilę popróbował sam rozwiązać problem, bo to jest jak najbardziej normalne, że się próbuje na własną rękę. Myślę nawet, że jest to dobre podejście, ale jeżeli te działania nie przynoszą efektu przez tydzień, dwa, trzy, to to już jest dobry moment, żeby się umówić do specjalisty, żeby przypadkowo też tutaj nie przedłużyć sprawy.
Mówisz o tygodniu, dwóch, trzech, a ludzie czasem potrafią zwlekać ze zgłoszeniem się po pomoc przez miesiące. Zastanawiają się, czy "z tym coś jeszcze da się zrobić".
- Często słyszę to pytanie w kontekście psów starszych, ale uspokajam, najstarszego psa, którego miałam i przepracowałam z nim lęk separacyjny, to była szesnastoletnia suczka. Tak naprawdę jedynym takim wykluczeniem z pracy nad lękiem separacyjnym są bardzo poważne problemy zdrowotne albo problemy psychiczne u psa, które po prostu wykluczają z jakiejkolwiek pracy. Jeżeli pies jest w permanentnym bólu i my tego bólu jako ludzie nie jesteśmy w stanie uśmierzyć, to praca z takim psiakiem byłaby bardzo niesprawiedliwa. Tutaj też dobrym przykładem są psy z demencją. W takim przypadku lepszym wyjściem jest znalezienie opieki.

Wspominasz o chorobach. Czy jakieś choroby mogą nasilić ten lęk i z drugiej strony - czy lęk może prowadzić do chorób?
- Tak. Jeżeli chodzi o choroby, które nasilają lęk separacyjny, to tak naprawdę to może być właściwie każda choroba, która sprawia psu jakiś dyskomfort. Często spotykam się z tym, że objawy lęku separacyjnego pojawiają się w momencie jak na przykład psy zaczynają mieć problemy z układem pokarmowym, refluksem, problemami jelitowymi. Występują rozwolnienia albo ogólnie bóle brzucha, nietolerancja pokarmowa, ale tak samo psiaki z właśnie chorobami aparatu ruchu, czyli na przykład z dysplazją, której ból nie jest uśmierzony i po prostu, która boli. Dlatego wstępem do pracy ze mną jest zalecenie dla opiekuna, by sprawdzić, czy psiak jest zdrowy, bo większość psów, z którymi pracuję jest chora i są w trakcie leczenia. Co ciekawe, zazwyczaj to są psy, które mają problemy z układem pokarmowym. Większość psów, z którymi pracuję, są również pod opieką zoodietetyków. Jeżeli zaś chodzi o to, czy lęk separacyjny może prowadzić do chorób, jak najbardziej. Przewlekły stres może prowadzić do różnych chorób, czy to na przykład właśnie ze strony układu pokarmowego, czy pojawienie się nerwobóli, bóli brzucha, problemów kardiologicznych a nawet może prowadzić do pojawienia się chorób onkologicznych. Tak naprawdę chorób, które mogą spowodować lęk separacyjny jest dużo. Też myślę, że z stuprocentową pewnością można powiedzieć, że nieleczony lęk separacyjny, pozostawiony sam sobie skraca życie psa.
Staram się unikać porównywania ludzi i psów ze sobą, ale u człowieka zachodzi dokładnie ten sam schemat. Jeżeli funkcjonujemy w przewlekłym stresie i nasz mózg nie jest wyłączony z systemu "walki i ucieczki", to w końcu to prowadzi u nas do chorób.
- Akurat porównanie układu nerwowego ludzi i psów jest w miarę poprawne, bo nasz układ nerwowy jest bardzo podobny do układu nerwowego psa. Tak samo jak odczuwanie bólu. Pies ewolucyjnie faktycznie będzie mniej ten ból prezentować, bardziej będzie go maskować, ale to nie znaczy, że go nie czuje jak my.
Temat lęku separacyjnego stał się dla ciebie specjalizacją. To jednak ma swoje korzenie w twoim życiu prywatnym. Jak to się stało, że zostałaś behawiorystką?
- Po przeprowadzce z moim już teraz narzeczonym stwierdziliśmy, że w sumie chcielibyśmy mieć psiaka. Zarówno Kuba jak i ja mieliśmy psy w domach rodzinnych i tak jakoś pusto było w tym nowym mieszkaniu. Jadąc do schroniska jechaliśmy po suczkę w typie posokowca, a wzięliśmy Precla, w typie Precla, czyli jedynego w swoim rodzaju. Po zapoznaniu się z nim mieliśmy przesłanki do tego, żeby podejrzewać, że Precel może mieć zaburzenia separacyjne. Wtedy jeszcze uważałam, że sobie z tym poradzę. Nie poradziłam sobie, ale już w trakcie tej mojej samodzielnej pracy z Preclem trafiłam na Magdę Wasil z Pu.łapek, u której zresztą teraz pracuję i tworzę obecnie jedyny w Polsce zespół specjalistek od zaburzeń separacyjnych. Magda była tak naprawdę pierwszą osobą, która tak naprawdę mi pomogła. W trakcie tej już wspólnej pracy nad Preclem okazało się, że jak się rozumie ten lęk separacyjny, człowiek dowie się, jak z nim pracować, to on wcale nie jest taki straszny i uznałam, że to będzie moja droga. Wcześniej o behawiorystyce nigdy nie myślałam, bo szczerze mówiąc to dość późno się dowiedziałam o takim zawodzie. Prędzej myślałam, że zostanę weterynarzem. Moje prywatne doświadczenie też pomaga mi lepiej zrozumieć moich klientów, bo też byłam w tym miejscu i mogłam popełnić wiele błędów, przed którymi teraz jestem w stanie ich uchronić.
Błędy. Chyba każdy opiekun psa je popełnia, a jakie błędy można popełnić najczęściej, borykając się z lękiem separacyjnym u psa?
- Od pierwszej behawiorystki, która miała nam pomóc usłyszałam, że mam zamknąć psa na 5 dni w klatce kennelowej po godzinie dziennie i mu przejdzie. No nie przeszło. Klatka kennelowa to chyba najczęściej popełniany przez opiekunów psów z lękiem separacyjnym błąd. Niestety większość Polaków, jak się spojrzy na jakiś forach internetowych, to porady dotyczące lęku separacyjnego opierają się często na użyciu klatki kenelowej. W rzeczywistości one są wręcz niepolecane, dlatego, że większość psów z zaburzeniami separacyjnymi ma problem z małymi przestrzeniami i przeważnie większość psów będzie radzić sobie lepiej na dużej przestrzeni. Często jest tak, że psiaki wykazują objawy klaustrofobii. W swojej pracy z psami z lękiem separacyjnym nigdy nie użyłam klatki kenelowej. To nie dlatego, że jestem jakimś zagorzałym przeciwnikiem klatek. Tylko to nie jest metoda do tego problemu.
A co z innymi błędami? Czego unikać zanim trafimy do behawiorysty?
- Od innych trenerów słyszałam o korygowaniu psa dławikiem czy obrożą elektryczną, bo już nic nie dawało efektów, to trzeba było chwycić się czegoś mocniejszego, na co się wówczas nie zgodziłam. W przypadku lęku separacyjnego ogólne światowe standardy są takie, że nie zaleca się użycia narzędzi awersyjnych. Użycie narzędzi awersyjnych w przypadku zaburzeń separacyjnych jest błędem w sztuce. Przede wszystkim mamy tutaj sytuację, w której faktycznie pogłębiamy lęk psa. W tej sytuacji trzeba pamiętać, że pies, który ma lęk separacyjny, to nie jest tylko tak, że on się boi albo, że jest złośliwy i niszczy. Nie dość, że ten pies przeżywa panikę, przeżywa lęk, ból, bo w przypadku problemów separacyjnych również możemy mówić o bólu takim związanym np. z żałobą. Tutaj akurat porównam psa do człowieka, gdyż niemal każdy człowiek będzie miał lub miał już doświadczenie z tym, jak boli żałoba i właśnie z takim bólem mierzy się pies, który ma zaburzenia separacyjne. To jest cały kalejdoskop emocji i uważam, że bardzo niesprawiedliwą metodą pracy jest używanie narzędzi na takim psie. Też trzeba pamiętać, że narzędzia awersyjne przede wszystkim maskują problem lęku separacyjnego, bo faktycznie może być tak, że ten pies, któremu założymy np. obrożę antyszczekową albo obrożę elektryczną, w końcu przestanie szczekać. Jednak to nie znaczy, że ten pies jest spokojny. On będzie maskował ten problem.
Często można spotkać się z radą, żeby zostawić psa z jedzeniem tuż przed naszym wyjściem z domu. Pies zajmuje się jedzeniem, lizaniem lickmaty, czy wyjadaniem karmy z zabawki. To również nie rozwiąże problemu?
- Wbrew pozorom, mimo że to jest jedno z najczęściej polecanych rozwiązań, to jedzenie nie zmienia stanu emocjonalnego psa. Jedzenie może być ewentualnie jakimś dodatkiem do pracy, ale samo jedzenie nie zmieni stanu emocjonalnego psa i nie zmniejszy jego lęku. Jeżeli mówimy o psie, który jest w tak wysokich, trudnych emocjach, to to jedzenie absolutnie nie pomoże. I zostawianie psiakowi gryzaków, lickmat itd., najczęściej wygląda tak, że póki pies je, to faktycznie może jest cicho, ale jak tylko przestanie jeść, to natychmiast zaczyna wokalizować. To piękne pokazuje, że to jedzenie w żaden sposób nie pomaga, bo gdyby pomagało, to faktycznie po zjedzeniu tego gryzaka, czy wyszukaniu smaczków z maty węchowej, pies powinien być spokojny. A jeżeli ogólnie tak jest, że mamy taką sytuację, że psu pomoże, no to po pierwsze nie mamy do czynienia z lękiem separacyjnym, po drugie fajnie, szczerze fajnie, po prostu fajnie, że nam się udało. Ale w przypadku jedzenia ryzyko jest o tyle duże, że pies, który je, jeżeli w ogóle podejmie się tego jedzenia, może także nabawić się problemów z układem pokarmowym, jedząc w ogromnym dla niego stresie.
To znów pokazuje, jak temat zaburzeń separacyjnych łączy się ze zdrowiem fizycznym psa, a zwłaszcza z jego układem pokarmowym.
- Tak i to jest kolejna kwestia, która jest problematyczna. Psy świetnie warunkują i jeżeli doprowadzimy do tego, że pies sobie uwarunkuje nasze wyjście z szykowaniem dla niego jedzenia, to jest to prosta droga do tego, żeby pies wpadł w zaburzenia odżywiania. Bo tak - pies może mieć na anoreksję, tak, pies może ze stresu odmawiać jedzenia. Ale to tylko wycinek rzeczywistości, na który wpływ ma lęk separacyjny psa. To zaburzenie wpływa właściwie na całe życie psa, bo jak mówimy o psach, które zazwyczaj zostają na 8 godzin same w domu, to one te 8 godzin szczekają, bądź po prostu leżą, boją się. Te psy nie mają szans na to, żeby odpocząć przez ten czas. Mamy więc do czynienia z deprywacją snu, bo psu "zabieramy" 8 godzin snu. Często spotykam się z tym, że opiekunowie wracali do domu i wtedy pies momentalnie szedł spać. Nic dziwnego, bo był wykończony. To pokazuje, jakie to są trudne emocje, że ten pies nie jest w stanie się położyć, jakkolwiek się uspokoić. Myślę, że skazywanie psów na takie cierpienie jest bardzo niesprawiedliwe. Dlatego też jednym z warunków współpracy u większości dobrych specjalistów, jeżeli chodzi o lęk separacyjny, jest to, żeby psiaki nie zostawały same na dłużej niż potrafią. Na czas pracy z takim psem trzeba zapewnić mu opiekę na czas swojej nieobecności w domu. To faktycznie jest podstawa tej pracy, że musimy temu psu zapewnić komfort.
To chyba często stanowi problem dla właścicieli. Jak to, mają zrezygnować z pracy, żeby być z psem? Wiele osób poddaje się już na tym etapie.
- To może być wyzwaniem, ale naprawdę istnieją sposoby i nie trzeba tu rezygnować z chodzenia do pracy, bądźmy realistami, każdy musi pracować. Czasem rozwiązaniem jest praca zdalna z domu, ale wiem, że nie zawsze jest to w każdej pracy do zrealizowania. Czasem można zapytać szefa, czy możemy zabierać psa ze sobą do pracy, ale jeśli to też nie jest dostępne rozwiązanie, to pytajmy sąsiadów, czy nie chcą zająć się naszym psem pod naszą nieobecność. Często studenci chętnie chcą sobie dorobić i pomaga rozwieszenie ogłoszenia w okolicy uniwersytetów. To nie musi być jedna osoba. Znam przypadki, gdzie sąsiedzi wpisywali konkretne godziny, kiedy mogą przejąć opiekę nad psem od innej osoby. Tak tworzył się cały grafik pomocy sąsiedzkiej.
Przy pracy z psem z lękiem separacyjnym mówi się często o protokole Maleny deMartini, który też może wydawać się żmudną metodą pracy. Na czym polega kontrowersja wokół tej metody?
- Protokół Maleny de Martini to bardziej metoda, aniżeli protokół - bo jednego protokołu pracy z psami z zaburzeniami separacyjnymi nie ma. Ta metoda polega na tym, że stopniujemy odczulanie na podstawie reakcji psa, czyli my cały czas staramy się pracować w ramach komfortu psiaka. Jeżeli chodzi o pracę z zaburzeniami separacyjnymi, to można powiedzieć, mamy takie cztery progi reakcji psa. Próg percepcji, próg wstępnego niepokoju, awersyjności bodźca i paniki. Próg percepcji to jest moment, w którym opiekun wychodzi z domu i pies się orientuje, że jest sam. Próg wstępnego niepokoju to jest moment, w którym jak sama nazwa wskazuje, zaczyna się taki wstępny niepokój. I to jest również akceptowalny poziom, bo w terapii musimy wychodzić ze strefy komfortu. I ten dyskomfort musi się pojawić, bo to jest proces. Do progu awersyjności bodźca możemy ewentualnie dochodzić, ale nie możemy dopuścić do pojawienia się paniki. Protokół Metoda zakłada to, żeby do tej paniki absolutnie nie dopuszczać i pracować w zgodzie z psem. Odwrażliwianie, które jest podstawą protokołu, jest najbardziej skuteczną metodą pracy z zaburzeniami separacyjnymi. Niektórzy odwrażliwiają na przykład sygnały wychodzenia poza wyjściami z domu. Czyli na przykład odczulają osobno zakładanie butów, kurtki, wzięcie do ręki kluczy itd., a w przypadku pracy na podstawie metod Maleny robi się to w ramach wyjść realnych z domu. Czyli wszystkie czynności związane z wyjściem z domu, grupuje się i stopniowo się wprowadza nowe zapowiedzi wyjścia, stopniowo się pracuje na takich emocjach, żeby pies to akceptował. A kontrowersje zwyczaj pojawiają się dlatego, że mało jest informacji o tym, jak ogólnie pracować z zaburzeniami separacyjnymi przez co łatwo o błędy w pracy z takimi psiakami.
Jak jeszcze możemy pomóc lepiej się poczuć psu z lękiem separacyjnym?
- Warto też sprawdzić, czy psiak ma po prostu zaspokojone potrzeby. Czy faktycznie ma spacerów tyle, ile powinien. Czy żuje, czy się bawi, czy ma jakościowe kontakty z innymi psami, bo to są podstawowe potrzeby psa. Czy ma wystarczającą ilość kontaktów z nami i czy ten kontakt z nami jest zdrowy, jaki ma styl przywiązania, bo owszem - tak jak u ludzi, psy też mają swoje style przywiązania do opiekuna. Na pewno także warto psa po prostu zbadać. Zrobić mu morfologię, sprawdzić, czy nie ma pasożytów. Ci "pasażerowie na gapę" są problematyczni także przy problemach separacyjnych. Mając pasożyty pies bez dwóch zdań czuje się gorzej.

Skupiamy się w rozmowie o lęku separacyjnym na psach. A co z opiekunami. To jest bardzo trudna, stresująca sytuacja, obciążająca ludzką psychikę.
- Opiekunowie, którzy już ileś lat zmagają się z tym problemem, najczęściej są to osoby już, które są absolutnie zrezygnowane. Bo podjęli wiele prób albo samodzielnej, albo pracy ze specjalistą i w pewnym momencie już tracą nadzieję. I w takiej sytuacji też często mówię o tym, że warto naprawdę bardzo mocno zadbać o siebie. Jeżeli te osoby czują, że gdzieś tam już po prostu nie dają rady, to naprawdę zachęcam, by wybrać się do psychologa. Uważam, że ogólnie lęk separacyjny jest jednym z takich najtrudniejszych zaburzeń, które może obciążać opiekuna. Osoby z psami z lękiem separacyjnym też zostają finalnie społecznie wykluczone.
Dlaczego?
One nigdzie nie mogą ruszyć się bez psa. Odmawiają wyjść na kawę, do kina, nie uczestniczą często w życiu społecznym, jeżeli nie mają z kim zostawić psa. Czasem dostaję takie wiadomości od opiekunów psów z lękiem separacyjnym, że nie byli na randce od trzech lat. I to jest smutne. I też czasem jest niestety tak, że wyjściem nie jest terapia, a wyjściem jest poszukanie psu domu. Bo ci opiekunowie już po prostu nie dają rady psychicznie. Inną przykrą sprawą też jest to, że pies, który ma lęk separacyjny, ma małe szanse na adopcję. To jest trudne, żeby wyadoptować psa z lękiem separacyjnym.
Emocje, które są w opiekunie, często rodzą do poczucia winy, pojawiają się wyrzuty sumienia i finalnie pytanie "czy ja zrobiłam/zrobiłem coś źle, że doprowadziłam/doprowadziłem do lęku separacyjnego u mojego psa". Czy faktycznie te zachowania opiekuna, jakieś ludzkie błędy, mogą prowadzić do lęku separacyjnego?
Doprowadzenie przez człowieka konkretnie do lęku separacyjnego jest niemożliwe. No to tak jakby doprowadzić u kogoś do arachnofobii. Jeżeli nie mówimy tu dosłownie o straumatyzowaniu psa, ale to są już skrajne przypadki, a mówimy o normalnych, kochających opiekunach, którzy popełniają normalne błędy jak każdy. Jeżeli chodzi o przyczyny zaburzeń separacyjnych to są to na przykład traumatyczne zdarzenia w trakcie samotności. To mogła być bardzo mocna burza, fajerwerki. Może to również być podróż z samolotem, gdzie pies przebywa w luku w klatce. Ale to nie są przyczyny, które ktoś wywołał intencjonalnie. Każdy czasem musi wyjść z domu i nie ma wpływu na pojawienie się w tym czasie burzy, która przerazi psa. Przyczyn lęku separacyjnego można też szukać w genetyce. Urodzenie się szczeniaka singletona, czyli pojedynczego, jednego na cały miot. Taki szczeniak będzie miał większe ryzyko rozwinięcia zaburzeń separacyjnych. Tak samo niedożywienie suki w okresie ciąży, czy odłączenie od matki szybciej niż ósmy tydzień życia szczeniaka - to też wpływa na pojawienie się zaburzeń w przyszłości. Choroby także mają swój udział, na przykład padaczka. Zobacz, ile przyczyn jest niezależnych od opiekuna, a wydaje mi się, że ¾ wiadomości, które dostaję od opiekunów, to praktycznie zawsze pojawia się tam stwierdzenie, że to jest ich wina, a ja zawsze mówię, że to nieprawda. Ludzie myślą, że jak zaadoptowali psa i zostali z nim 3 dni w domu, to wywołali u niego lęk separacyjny. To jest niemożliwe.
Może taka postawa też wynika z tego, że w mediach społecznościowych często zarzuca się opiekunom rozmaite błędy i istnieje często przekaz, że to one są źródłem wszelkich problemów psa?
Tak, nie witaj się z psem, nie żegnaj się z psem, nie dotykaj go, nie mów do niego, nie wołaj go. Nie głaszcz psa, bo zacznie się bardziej bać. To jest w ogóle absurdalne. Ja jestem zawsze ciekawa, w jaki sposób te osoby, które tak mówią, chcą wytłumaczyć proces, który zachodzi w mózgu psa. Jak przez to, że ty się przywitasz z psem, to ten pies będzie miał lęk separacji. Dlaczego? Czemu by się to miało stać? Jaki ten proces zachodzi? Psy są zwierzętami społecznymi i my się możemy z nimi przywitać, pożegnać. Wiadomo, fajnie by było, jakby to nie działo się tak, że pies skacze aż pod sufit z radości, ale normalne przywitanie się, czy pożegnanie, spokojnym głosem nie prowadzi do lęku separacyjnego.











