Reklama

Reklama

"Dla każdego jego drag". O zmieniającej się scenie dragu w Polsce

Drag wielu osobom może kojarzyć się jedynie z drag queens. Na scenie są jednak również drag kingowie oraz osoby niebinarne, przełamujące granice płci, określające się drag queerami. Okazuje się, że polska scena dragowa jest niezwykle różnorodna, o czym rozmawiam z Jakubem Wojtaszczykiem, autorem książki "Cudowne przegięcie. Reportaż o polskim dragu".

Julia Grabania, Interia.pl: Skąd wzięło się Twoje zainteresowanie dragiem i pomysł na zrealizowanie reportażu właśnie w tej tematyce?

Jakub Wojtaszczyk: - Zaczęło się na początku 2019 roku. Już od kilku lat pracowałem wtedy dla wielkopolskiego portalu - Kultura u podstaw, gdzie jestem dziennikarzem kulturalnym. W pewnym momencie pozwolono mi wprowadzić tematy równościowe, które mówiły o społeczności nieheteronormatywnej w Poznaniu i Wielkopolsce. Robiłem wywiady z różnymi aktywistami i aktywistkami, np. z poznańskiej grupy Stonewall, która już wtedy prężnie działała. Dowiedziałem się, że Piotr Buśko wciela się w Twoją Starą. Piotra znałem dosyć długo, bo byliśmy w tym samym kręgu znajomych. Drag pasował mi do niego, bo on zawsze się interesował programem "RuPaul Drag Race", musicalami, popkulturą, studiował filmoznawstwo i filologię polską. Wszystko tworzyło miks, który do dragu po prostu pasował. Pomyślałem, że fajnie będzie go trochę rozpromować, a przy okazji ja się czegoś dowiem, bo wtedy o dragu nie widziałem właściwie nic. 

Reklama

To był pierwszy moment, kiedy otworzyły mi się oczy. Zrozumiałem, że drag to nie jest moje wyobrażenie, które miałem w młodości jako dojrzewający gej. Wielu moich niehetero bohaterów mówi o tym, że też uważali drag za coś, co psuje wizerunek "normalnych" gejów, czyli takich, którzy za wszelką cenę chcą wpisać się w heteronormę. Piotr mówi, że gdy dojrzewał, wydawało mu się, że każdy gej skończy jako podpita stara drag queen, szwendająca się w klubach gejowskich w piwnicy.

Po wywiadzie z Twoją Starą, kolejną moją rozmówczynią była Lola Eyeonyou Potocki, której historię również przedstawiam w reportażu. Potem poznawałem inne postaci. Zauważyłem, jak te opowieści działają na czytelników i czytelniczki portalu. Przez to, że jest on marszałkowski, trafia do mniejszych miast i miasteczek w województwie. Dostawałem bardzo pozytywne wiadomości, że drag jest zjawiskiem nowym dla wielu osób, że zmienia ich perspektywę. Nieheteronormatywne dzieciaki zauważały, że mają reprezentację. Skończą okropne, homofobiczne licea i będą mogły uciec do miasta, do Poznania, gdzie znajdą swoich ludzi. Znaczenie reprezentacji przyświecało mi też przy pisaniu książki. 

Proces powstawania książki był dość długi, a czy był też w jakiś sposób trudny?

- Trudny na pewno był wybór osób, które finalnie znalazły się w reportażu. To pierwsza taka rzecz o dragu, który najczęściej odbierany jest binarnie (jeżeli mężczyzna robi drag jest drag queen, kobieta - drag king). Zupełna stereotypowa bzdura. Performowanie płci męskiej jest trudne, często nieciekawe. Kobietę jest łatwiej "zrobić" - wszystko musi być przerysowane, peruka, makijaż i to po prostu przyciąga. Żyjemy w kulturze patriarchatu. Mężczyźni częściej mają większe pole manewru, też w społeczności LGBTQ+. Dlatego postawiłem na szeroką reprezentację. Stąd w "Cudownym przegięciu", przy cis gejach i cis lesbijkach, pojawiają się osoby niebinarne, trans, hetero. Przedstawiam opowieści ponad 20 drag performerek i performerów z Polski, a mógłbym uzbierać ich ze 100 (śmiech). 

Myślałem o ujęciu historycznym, przedstawieniu dragu poprzez dekady. Jednak nie jestem historykiem, nie mam odpowiedniego warsztatu. Dlatego w moim reportażu "to, co było kiedyś" działa na zasadzie przypomnienia, że drag nie narodził się z Twoją Starą. Zatem mamy opowieść o Lulli La Polaca, która przebierała się w mieszkaniach w PRL-u i tam występowała. Lata 90. przedstawiam między innymi opowieścią Loli Lu, powstałej z Luca, Francuza, który uczył w Polsce angielskiego. Lola była pierwszą drag queen w rodzimym mainstreamie. Lata 2000. to historie na przykład drag kingowego boysbandu Da Boys, który z występami podróżował po Polsce.

Jaka jest współczesna scena polskiego dragu? 

- Często niebinarna, to znaczy, że osoby dragowe bardzo swobodnie migrują pomiędzy płciami. Patrzysz na postać i nie do końca wiesz na co. Czy to kobieta? Mężczyzna? Monstrum? Dzisiejszy drag nie jest tylko ogranym przedstawieniem "chłopa za babę", jak byśmy stereotypowo mogli powiedzieć. Płeć przestaje mieć znaczenie. Liczą się konstrukty kulturowe, które osoby rozgrywają na scenie. Chociażby Twoja Stara, która mimo że ma zrobioną figurę kobiecą, jest łysa i nosi złotego wąsa. Dotychczas każda szanująca się drag queen wkładała olbrzymie peruki i ukrywała wszystkie elementy utożsamiane z płcią męską. Performerzy byli jak greckie posągi w wielkich kiecach i na wysokich obcasach, górowali nad widownią. Twoja Stara celowo pozbawia się niektórych z tych elementów. "Wyciąga" gorętsze emocje, mimikę i gestykulację. Trochę jak aktorki z kina niemego.

Ciekawym przykładem jest Max Reagan-Thatcher, który nie jest już drag kingiem, a drag queerem. Używa elementów garderoby nie tylko z szafy "męskiej", ale i "kobiecej". Nosi tęczową brodę lub ułożoną ze stokrotek. Oczywiście na scenie mamy też bardziej klasyczny drag. Na przykład Dżagę, która rozpoczynała od naśladowania Dody. Albo Adelona parodiującego Adele i Magdę Gessler.

Do mainstreamu przede wszystkim przedostają się drag queens. Teraz dopiero drag kingowie się pojawiają. Natomiast myślę, że osoby spoza społeczności LGBTQ+, jeżeli kojarzą kogoś, to raczej drag queens. Z czego może to wynikać, że drag kingów jest mniej i są mniej widoczni?

- Niedoreprezentowanie wynika z kultury patriarchatu. Płeć męska jest wszechobecna, zawłaszcza przestrzeń. Nieważne, czy mówimy o gejach czy heterykach. Mamy też tradycję przebierania się mężczyzn za kobiety w kabaretach. Kobiecość jest różnorodna, barwna, podatna na wyolbrzymienia. Z kolei męskość bywa po prostu nudna. Drag to performance, najczęściej ekspresja sceniczna. Trudno jest przedstawić stereotypowego kolesia w klubie tak, by pociągnął widownię. Dlatego też bardzo często drag kingowie performowali nie jedną, a wiele postaci. Wszystko zależało od występu i tego, jakim typem męskości osoby chciały się zająć, wyśmiać. "Podstawowymi" postaciami zespołu Da Boyz, o którym piszę w książce, były Justin Timberlake, George Michael i Antonio Banderas. Reprezentują oni różne "męskie" cechy. Jednak Da Boys na potrzeby performance’ów przybierał też inne postaci. Z kolei drag king Freddy, do dziś wcielający się w wokalistę Queenu, jest żywym antydepresantem. Porywa publikę jak prawdziwy Freddie Mercury i w tym tkwi jego siła.

Czy można wskazać jakieś różnice między sceną drag queens a drag kings? Czy jednak te różnice się teraz zacierają, o czym mówiłeś wcześniej?

- Powiedziałbym, że teraz nie ma już takiego podziału na drag queens i drag kings. Są po prostu osoby w dragu. Oczywiście są wyjątki, jak wspominany Freddy. Mamy też wrocławską grupę Drag King Heroes, która powstała stosunkowo niedawno. Jednak i w niej silny jest queerowy, niebinarny element; podobnie jak u opisywanego już Maxa Reagana-Thatchera. Występy drag kingowe często łączy polityczność. Rzadko są one tylko dla rozrywki. Na przykład Max w swoich numerach mówi o i do społeczności LGBTQ+. Opowiadała o Milo Mazurkiewicz, osobie trans, która popełniła samobójstwo przez transfobię i homofobię.

Z drugiej strony mamy drag rozumiany stereotypowo. Tutaj najlepszym przykładem będzie Himera, która jest klasyczną drag queen. Nosi makijaż, perukę, piękne kiecki. Wykonuje na scenie elementy burleski. Kusi widownię, pokazując swoją seksualność, w taki sposób ją przepracowując. Taki typ dragu przebija się do mainstreamu. Himera jest obecna w telewizji. Trudno o podobną dragkingową reprezentację. Pokazuje to chociażby najsłynniejszy amerykański dragowy reality show "RuPaul’s Drag Race". Program formatuje globalne spojrzenie na drag. Pokazuje, że jest to bardzo "sfeminizowana" forma sztuki, dostępna głównie dla gejów i to z zasobnym portfelem, bo przecież te wszystkie elementy garderoby kosztują krocie. W rzeczywistości drag jest raczej biedny, wszystko trzyma się "na klej". Co też jest super. Dla każdego jego drag.

Co do RuPaula, bo z jednej strony jest to najpopularniejszy program o dragu, a z drugiej pojawiają się liczne zarzuty wobec jego osoby i tego programu, odnośnie transfobii czy małej reprezentacji. Jak ty czy osoby, z którymi rozmawiałeś, podchodzą do tego? Czy to jest jednak coś dobrego, czy może też robić złą robotę, np. na polskiej scenie dragu?

- Różne są opinie na temat "RuPaula". Na pewno jest tak, że prowadzący - faktycznie czy przez presję społeczności - wykonał pracę. Zaprasza osoby trans, w brytyjskiej wersji była osoba AFAB (czyli osoba osoba uznana za kobietę przy narodzinach i tak też się utożsamiająca). Mimo tego w programie raczej przedstawia się kobiecość katalogową, wprost z wybiegów mody. Przez popularność show, widownia może myśleć, że to jest jedyny słuszny model dragu. Natomiast osoby na polskiej scenie po pierwsze nie mają takich finansów, żeby wyglądać tak jak te postaci; po drugie niekoniecznie chcą, bo mają inną formę wyrazu. W taki sposób łatwo uznać to, co robi nasza Charlotte w kiecce z lumpeksu czy w stroju kaczki i w trampkach za coś gorszego, niedopracowanego. Potrzebujemy większej świadomości tego, czym jest drag. Te informacje znajdują się w mojej książce. 

Nie można jednak pominąć faktu, że RuPaul wpuścił drag do mainstreamu. Przez niego stał się sexy, popularny. Na przykład dla wielu z moich osób bohaterskich wygrana Sashy Velour w 9. edycji programu była przełomowa. Pomogła im wyjść na scenę. Dzięki szerokiej reprezentacji, chociażby na Netflixie, wiele nieheteronormatywnych dzieciaków zrozumiało, że drag to nie "zboczenie", ale forma sztuki, coś dostępnego także dla nich. 

Czy polski drag może mieć jakieś kompleksy względem Zachodu, czy może wręcz przeciwnie?

- Sashą Velour powiedziała mi, że jeśli chcesz być sławną osobą dragową w Ameryce, musisz iść do "RuPaul’s Drag Race" lub być influecenerem/ką. U nas, też przez to, że nie mamy takiego mainstreamu, możesz mieć taką personę, jaka ci się wymarzy. Nasz drag nie powinien mieć kompleksów, ponieważ mamy unikalną, różnorodną scenę. Oczywiście do naszej telewizji przebijają się głównie drag queens, które albo parodiują celebrytki, albo odgrywają stereotypową kobiecość. Na szczęście kluby dla społeczności LGBTQ+, coraz częściej zapraszają drag nieoczywisty, genderfuckowy. W tym przoduje Poznań i klub Lokum Stonewall, gdzie takie występy odbywają się niemal co tydzień.

Po rozmowach z tyloma osobami robiącymi drag - czy jesteś w stanie powiedzieć, oczywiście z twojej perspektywy, czy trudno jest stworzyć taką postać dragową? Po pierwsze, żeby wyrazić siebie, swoją tożsamość, ale też nie narazić się na jakieś zarzuty o kopiowanie czyjegoś stylu.

- Na początku jest to nieuniknione, ponieważ bardzo popularną formą wchodzenia w drag jest nauka makijażu z YouTube'a. Tam często drag persony z "RuPaula" pokazują, jak zrobić makijaż. Dopóki nie znajdziesz swojej twarzy, czyli tego, jak chcesz się prezentować, możesz spotkać się z zarzutami, że twoja twarz wygląda jak np. Trixie Mattel. Jednak metodą prób i błędów docierasz do perfekcji, albo do efektu, który cię satysfakcjonuje. Możesz też pobierać nauki u rodzimych osób w dragu. Takie przyjaźnie na pewno pomagają rozgościć się na polskiej scenie. 

Pierwszą kieckę możesz kupić w lumpeksie. Chociaż pewnie zrobisz większy efekt, jeżeli to będzie bardziej przemyślany kostium. Mamy na naszym rynku również projektantów, którzy szyją ciuchy dla drag queens, kings i queers. Na te najczęściej decydują się osoby już znane w niehetero społeczności. Scena dragowa jest trochę jak gra komputerowa, w której zdobywasz kolejne poziomy wtajemniczenia. Od pierwszych fot na instagramie, przez pierwszy lip sync w pobliskim barze gejowskim, po występy na Marszach i Paradach Równości. Możesz próbować to wszystko zdobyć, ale nie musisz. To ty decydujesz, jaką personą chcesz być

Czy miałeś też okazję zaobserwować relacje między polskimi osobami robiącymi drag? Czy możesz stwierdzić, że polska scena dragowa to bardziej jedna wielka rodzina czy może pojawia się jakaś rywalizacja?

- Przyjaciółki czy rywalki? (śmiech). Jak w każdym światku artystycznym, tak i na dragowej scenie, ego ma wiele do gadania. Czasami będzie ono zranione, na przykład przez to, że to Twoja Stara jest na okładce. Innym razem pozwoli na zbudowanie silnej kolaboracji na scenie. Z kimś złapie się lepszy kontakt, z kimś mniejszy. Ktoś będzie bardziej skory do pomocy, a ktoś inny będzie za wszelką cenę chciał nadepnąć ci na odcisk. W historii polskiego dragu zdarzały się wspaniałe współprace. Jak chociażby duet Siostrzyczki Jednojajowe, dwóch królowych - Kim Lee i Lady Brigitte, które ze swoim show przejeździły pół kraju. Shady Lady, Lola Eyeonyou Potocki i Twoja Stara nagrały singiel. Ta pierwsza na plan swoich teledysków zawsze zaprasza zaprzyjaźnione osoby w dragu. Babcia i Vrona też działają we dwie/dwoje...

W dragu bardzo powszechną ekspresją jest wzajemne dogryzanie, takie żartobliwe wbijanie sobie szpili. Jeżeli wchodzisz z marszu, nie mając o dragu pojęcia, może być to odebrane jako faktyczna kłótnia. W zakończeniu mojej książki opisałem, jak wchodzą w swoje persony Shady Lady, Twoja Stara i Vrona. Zaczyna się właśnie od takiego wzajemnego nakręcania się i dochodzi do wybuchu energii dragowej. Wszystkie te dramy są tworzone po to, aby później wykorzystać te emocje na scenie albo w samej społeczności, by wprowadzić ferment.

Czy jest jakaś osoba robiąca drag w Polsce, którą z jakiegoś powodu podziwiasz najbardziej?

- To jest trudne pytanie, ponieważ one wszystkie są różne i równie dla mnie istotne. Bardzo cenię Kim Lee, która zmarła na COVID w 2020 roku. Najprawdopodobniej byłem ostatnią osobą dziennikarską, która z nią rozmawiała. Kim, a właściwie Andy, w latach 90. przyjechał do Polski z Wietnamu. Tutaj zaczął robić klasyczny drag. Miał setki kostiumów przywieszone u sufitu swojej garderoby w Warszawie. Na scenie zawsze musiały być obcasy i lip sync do utworów diw, takich jak Cher, Rodowicz czy Santor. Andy ożenił się, miał syna. Ale prowadził też drugie życie - związał się z Remkem. To bardzo skomplikowana i ciekawa biografia, która zasługuje na oddzielną książkę. Kim nie tylko sama występowała, ale też zachęcała do tego inne osoby. Tworzyła festiwale, gdzie wybierano najlepsze drag queens. To ona zmotywowała Lullę La Polaca do wyjścia na klubowe sceny. Kim Lee była ikoną.

Jakub Wojtaszczyk - ur. w 1986 roku w Błaszkach, dziennikarz i pisarz. Autor powieści "Portret trumienny", "Kiedy zdarza się przemoc, lubię patrzyć", "Dlaczego nikt nie wspomina psów z Titanica?", "Słońce narodu". "Cudowne przegięcie" to jego debiut reporterski. Związany z redakcjami portalu www.kulturaupodstaw.pl i magazynu "Replika". Współprowadzi podcast o serialach "Nie spać, słuchać". Żyje filmami. Mieszka w Poznaniu. IG: @jakub_wojtaszczyk

***

Zobacz również:

Hebrajskie imiona w Polsce. Poznaj znaczenie najpopularniejszych

Nowe zasady i stawki w sanatoriach. Ile kosztuje pobyt w 2022 roku?

Kryształy z PRL-u biją rekordy. Sprawdź, czy masz w domu skarb

Styl.pl
Dowiedz się więcej na temat: drag queens | RuPaul

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy