Reklama

Reklama

Przemysław Piotrowski: Politycy brutalnie nas podzielili. W „Bagnie” pokazuję, że nikt nie jest święty

Książką „Bagno” wsadził kij w mrowisko? Pisarz Przemysław Piotrowski, autor bestsellerowej serii kryminalnej, której bohaterem jest komisarz Igor Brudny, przyznaje: - Pokazuję, jak politycy, brutalnie podzielili społeczeństwo. W dzisiejszych czasach rozmowa dwóch ludzi o odmiennych poglądach politycznych jest zwykle obrzucaniem się wyzwiskami. Zależało mi na tym, aby w „Bagnie” pokazać, że tak naprawdę nikt nie jest święty i jedni na drugich szczują. I tak w kółko, a to do niczego dobrego w przyszłości nie doprowadzi.

Natalia Grygny, INTERIA.PL: Jak to jest wygrać z Remigiuszem Mrozem? W plebiscycie lubimyczytać.pl czytelnicy uznali, że to właśnie pana poprzedni kryminał "Zaraza" zasługuje na miano "Książki Roku 2021".

Przemysław Piotrowski, pisarz, polski dziennikarz związany z tematyką śledczą i sportową, autor książki "Bagno": Nie ukrywam, że to przyjemne uczucie. Najbardziej cenię sobie te plebiscyty i konkursy, w których głosują czytelnicy. To tysiące osób i to już jakiś wymierny wynik w przeciwieństwie do konkursów, w których zasiada jury złożone z 3-4 osób o różnych gustach. Tutaj zdecydowały dziesiątki ludzi. Dlatego też takie właśnie plebiscyty sobie cenię.

Reklama

To teraz przejdźmy do najnowszego kryminału "Bagno". Czytając książkę, cały czas miałam w myślach utwór zespołu Kult "Arahja" i słowa: "Mój dom murem podzielony". Bo dużo uwagi poświęca pan tym podziałom w polskim społeczeństwie.

Jestem dość bacznym obserwatorem tego co się dzieje - czy to w kraju, czy na świecie. Sprawy polityki mnie interesują. Od dłuższego czasu frustruje mnie to, co dzieje się w Polsce i z racji tego, że nie lubię się uzewnętrzniać na moich profilach w mediach społecznościowych, uznałem, że napiszę książkę, w której kluczowy będzie i ten wątek. W przeciwieństwie do moich poprzednich publikacji, tutaj bardzo zależało mi na dodatkowym przekazie - poza tym, że to jakaś wciągająca historia wzbudzająca emocje w czytelniku. Chciałem pokazać, do czego doprowadzili politycy, jak brutalnie podzielili i spolaryzowali nasze społeczeństwo, co finalnie doprowadziło do tego, że ludzie zaczęli się nienawidzić. W dzisiejszych czasach rozmowa dwóch ludzi o odmiennych poglądach politycznych jest zwykle obrzucaniem się wyzwiskami. Pomyślałem więc, że trochę odwrócę role i dam w końcu możliwość wypowiedzenia się społeczeństwu. Stąd pomysł na Sędziego, który wsadza kij w mrowisko. Natomiast jeśli mówimy już o całym tym politycznym tle, jestem sfrustrowany nie tylko partią u władzy, ale całą sceną polityczną. Zależało mi na tym, aby w "Bagnie" pokazać, że tak naprawdę nikt nie jest święty i tak naprawdę jedni na drugich szczują. I tak w kółko, a to do niczego dobrego w przyszłości nie doprowadzi.

Frustracja tym, co się dzieje na scenie politycznej sprawiła, że akcja "Bagna" rozgrywa się w brutalnym świecie polityki. A tutaj rządzą układy, układziki, tajne teczki - w tym świecie każdy ma na kogoś jakiś haczyk.

Tak dokładnie jest i oczywiście wiele rzeczy jest przed nami ukrywanych. To nie jest tak, że jedna partia jest święta, a druga to zło wcielone. Każdy na każdego ma haki - tak ten świat już funkcjonuje. My się nigdy wszystkiego nie dowiemy. Najgorsze jest to, że tego typu działania mogą doprowadzić do koszmarnej rzeczywistości, co pokazuje sytuacja mająca miejsce w Rosji przez ostatnie 20 lat. Pozwalanie władzy na robienie sobie prywatnego folwarku z państwa kończy się tym, co się wydarzyło na Wschodzie. Tam rządzi zorganizowana grupa przestępcza, która tak naprawdę robi to, na co tylko ma ochotę, a obywatele nie mają absolutnie nic do powiedzenia. Dlatego trzeba tego pilnować, być przyzwoitym i starać się walczyć o swoje, o wolność. Aby nam jej nie odbierano kawałeczek po kawałeczku.

Pokusiłby się pan o stwierdzenie, że "Bagno" jest taką próbą diagnozy polskiej rzeczywistości?

W pewnym sensie tak, choć z pełną premedytacją pewne sprawy nieco przerysowałem. Chociaż... Czy aby na pewno? Cóż, tego pewnie się nie dowiemy. Jest to jednak w jakimś sensie diagnoza polskiej rzeczywistości. Tylko bardziej chodzi w niej o to, jak my jako społeczeństwo ją odbieramy i jak jesteśmy podzieleni. W tej opowieści pokazuję, jak to, co dzieje się na szczytach władzy wpływa na to, co się dzieje gdzieś tam na dole. W obecnych czasach ludzie czasami nie są w stanie usiąść razem przy wigilijnym stole, bo gdy pojawia się temat polityki, dochodzi do jakichś potwornych kłótni. To przykre, bo dawniej tego nie było. Nasza scena polityczna doprowadziła do takich podziałów w społeczeństwie, że czasami odnoszę wrażenie, że wręcz się nienawidzimy.

Więcej o książce: Kontrowersyjna i mocna książka o polskich realiach. "Bagno" Przemysława Piotrowskiego

Skoro o nienawiści mówimy. Jeden z bohaterów pana książki - Sędzia - transmituje na żywo w internecie swoje poczynania. Zastawia pułapki na ludzi, którzy mają na sumieniu "liczne grzechy". Kto tutaj jest oprawcą? Czy Sędzia jest oprawcą oprawców? Stawia pan społeczeństwo przed dylematem moralnym - Polki i Polacy siedzą sobie wygodnie w fotelach i komentują, decydują, czy kogoś zabić.

Co by się stało, gdyby doszło do takiej sytuacji? Jak by się zachowali? Chciałem, by takie pytania pojawiły się w głowach czytelników. Gdy patrzymy na obraz polskiej polityki, to każdemu z nas różne rzeczy chodzą po głowie. Tutaj jest taki ekstremalny przypadek - jak zareagowalibyśmy w takiej sytuacji? I tak, jest to dylemat moralny, który stawiam przed czytelnikami.

Przed różnymi dylematami staje również pana bohater - Igor Brudny. Trudna przeszłość, postać z krwi i kości, która w zasadzie nie idzie na kompromisy, tylko podąża wytyczoną przez siebie ścieżką. Czy to bohater na nasze czasy?

Wydaje mi się, że tak, co widać po zainteresowaniu moimi książkami. Czytelnicy bardzo polubili tego bohatera i utożsamiają się z nim w jakimś stopniu. To twardy, szorstki glina, trochę ponury gość chadzający własnymi ścieżkami. To również człowiek zamknięty w sobie, stroniący od ludzi. Natomiast jest to facet uczciwy i przyzwoity, a to coś, co go wyróżnia. Pomimo tego, że bywa trudny, co wynika z jego przeszłości, finalnie jest dobrym człowiekiem, który stara się robić wszystko tak, by nikogo nie krzywdzić, a raczej pomagać. W zasadzie tak, Igor Brudny to bohater na nasze czasy. Bo teraz trzeba mieć twardy tyłek, ale być przyzwoitym.

Czy konstruując tę postać, umieścił w niej pan jakąś cząstkę siebie?

Podobno każda autorka czy każdy autor przemyca gdzieś do głównych bohaterów jakąś cząstkę siebie. Pewnie w moim przypadku również tak było, ale ile z Igora jest we mnie? Niech to pozostanie moją słodką tajemnicą.

Pytam, bo kiedyś zdarzyło mi się wysłuchać krótkiego wykładu Michała Rusinka na temat tego, dlaczego James Bond nie ginie. Wspomina, że Freud zauważył, że w wielu książkach główny bohater jest podobny lub w jakimś stopniu powiązany z autorem i jest to projekcja ego autora.

Z Igorem to ja mam tak: zawsze, gdy stawiam przed nim jakiś dylemat do rozwiązania albo decyzję do podjęcia, zawsze zastanawiam się, jak ja bym się zachował i podszedł do danego problemu. Trzeba to przefiltrować przez jego specyficzny charakter i aktualną sytuację, w której się znajduje. Czasami nawet odnoszę wrażenie, że Igor stoi za mną - zwłaszcza, gdy jakąś akcję chcę posunąć do przodu i mam na to jakiś plan. To wtedy wydaje mi się, że Brudny podpowiada mi: "Przemek nie rób tego, ja bym się tak nie zachował, nie rób ze mnie idioty, musisz wymyślić coś innego".

Zobacz również: Klemens Stępniak. Zamknął się w więzieniu, aby przeniknąć do świata kryminalistów

Igor Brudny swoją drogą, ale w pisaniu pomaga panu chyba też praca dziennikarza śledczego. W końcu dobry research to w tym przypadku podstawa.

Jeśli miałbym przekładać coś z dziennikarstwa na pisarstwo, to właśnie ten element związany z researchem. To weszło mi w krew i zawsze jak o czymś piszę, staram się to robić porządnie, żeby nie pisać głupot. Staram się wszystko sprawdzić od A do Z.

Ponoć pomaga panu w tym specjalna grupa ekspertów i informatorów.

Tak, wytworzyła się taka grupa. Teraz w zasadzie ci eksperci i informatorzy stali się moimi przyjaciółmi i od czasu do czasu spotykamy, żeby sobie usiąść i pogadać. Wiadomo, ostatnio trochę mniej korzystam z ich pomocy - najwięcej potrzebowałem jej na samym początku, gdy miałem jakiś problem z procedurami czy podczas sekcji zwłok. Teraz już aż w takim stopniu nie muszę się zastanawiać nad takimi rzeczami. Oczywiście gdy są problemy, to dzwonię czy się spotykamy, żeby omówić temat. Jeśli czytelnik czuje, że autor nie próbuje ściemniać i wymyślać głupot, to zaczyna mu ufać. A wtedy jest w stanie całkowicie zatracić się w lekturze.

Gdy w książce pojawiły się wątki związane z Kościołem czy sytuacja w sierocińcu, jakoś od razu przypomniał mi się niedawny reportaż Szymona Jadczaka i Dariusza Farona dla WP o sierocińcu w Jordanowie. 

Najgłębiej ten temat podejmowało "Piętno" z 2020 roku, czyli pierwszy tom z serii o Igorze Brudnym. Rzeczywiście pojawiały się głosy, że takich miejsc nie ma i że przesadziłem, bo takie rzeczy się nie dzieją. A teraz, gdy wyszła sprawa z ośrodkiem w Jordanowie, to tak trochę śmieję się przez łzy, że nawet ja nie wymyśliłem, aby niepełnosprawne dzieci zamykać w klatkach. Takie rzeczy się dzieją, tylko rzadko wypływają. A jak już wypłyną, to robi się o nich głośno. Ja zawsze powtarzam, że świat jest jaki jest, a my żyjemy sobie często w takiej bańce. Każdy ma swoje życie, ktoś pracuje, ma dzieci, zawozi je do przedszkola, spotyka się ze znajomymi... Nie zastanawia się nad tym, co dzieje się tuż obok, za ścianą.

Zobacz również: Znikający relaks. Co się stało z ośrodkami wczasowymi z PRL?

My żyjemy w bańce, a tuż obok rozgrywa się alternatywna rzeczywistość.

Tak się składało, że podczas mojego życia przebywałem w różnych środowiskach, za granicą pracowałem też z przestępcami, którzy mieli za sobą wieloletnie odsiadki, w tym za morderstwa. Miałem możliwość poznać świat od dobrej strony - od policji czy wymiaru sprawiedliwości, jak i właśnie z tej drugiej. Ci ludzie często mi opowiadali jak organizowali napady, jak wyglądają struktury grup przestępczych, jak prowadzą biznesy, począwszy od procederu ściągania haraczy, przez dystrybucję narkotyków, a kończąc na handlu żywym towarem. Myślę, że dzięki tego typu wiedzy mogłem oddać realia także tej drugiej strony, która dla większości innych pisarzy jest niedostępna, przez co seria z Brudnym jest naturalna i prawdziwa. Mam nadzieję, że czytelniczki i czytelnicy tę autentyczność czują.

Zło w jakimś stopniu fascynuje?

Na pewno. Zło od zawsze było dla człowieka na swój sposób fascynujące - uważam, że książki, filmy, cała kultura w klimacie thrillera, kryminału i horroru jest pewnym katalizatorem ludzkich potrzeb. Każdy z nas ma ciemną stronę i od czasu do czasu chciałby zanurzyć się w tym mroczniejszym świecie. Oczywiście nikt nie chciałby ryzykować i zanurzyć się w tym prawdziwym, bo ten jest po prostu niebezpieczny. Może być bolesny, nieprzyjemny, a biorąc książkę czy włączając film można chociaż na chwilę oderwać się od takiej codzienności i przeżyć trochę silniejsze emocje.

Pan ostatnio znowu zanurzył się w takim niebezpiecznym świecie. Emocji pewnie nie brakowało, bo chciał pan przeprowadzić rozmowę z Kolumbijczykiem Luisem Garavito, najokrutniejszym mordercą w historii świata. A skoro dobry research to podstawa, udał się pan do tego kraju...

Tak, spędziłem tam prawie miesiąc. Garavito jest chyba najgorszym seryjnym mordercą w historii. Przyznał się do prawie 200 morderstw, bo tyle ciał zostało odnalezionych. Sam przyznał, że pewnie było ich więcej,  ale nie jest w stanie tego określić, bo ich nie pamięta. Pojechałem do Kolumbii, a z racji tego, że znam hiszpański było mi o wiele łatwiej - inaczej nie porwałbym się na taki wyjazd. To była bardzo skomplikowana logistycznie operacja, ale dzięki wielkiej pomocy Wydawnictwa Czarna Owca i pewnej osoby, która miała na miejscu istotne znajomości, udało się przebrnąć przez bezdroża Kolumbii w jednym kawałku. To była taka kompleksowa pomoc - na miejscu miałem już zorganizowane materiały na temat Garavito - począwszy od akt, skończywszy na wywiadach z nim. Ruszyliśmy więc szlakiem Garavito. Byliśmy w jego domu, w którym się urodził i wychował, w szkole do której uczęszczał, miejscach gdzie mieszkał, pracował i zabijał. Oczywiście na koniec w planach była rozmowa z Garavito - miałem zgodę od administracji więzienia i samego Garavito. Niestety, on ostatecznie wycofał się tuż przed ustaloną datą. Mam powody, by twierdzić, że nie była to jego decyzja, gdyż potem zaczęły dziać się dziwne rzeczy i musiałem czym prędzej uciekać z Kolumbii. Ale o tym wszystkim napiszę w książce, bo nie chcę tutaj wszystkiego zdradzać. Książka będzie miała charakter true crime, ale pojawią się w niej też elementy reportażu, w którym opiszę wszystko co przeżyłem. Efekty przedstawię czytelnikom wiosną 2023 roku.

***

Zobacz również: 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Przemysław Piotrowski | bagno | polska polityka | Igor Brudny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy