Reklama

Reklama

Anna Kurek-Przybilski: Norwegowie dbają o to, co jest wspólne

Norwegowie mają specyficzne podejście do swojej tożsamości. Z jednej strony wprowadzają do życia amerykańskie zwyczaje, a z drugiej podkreślają patriotyzm, choć ten w ich przypadku jest "zdrowy". Pokazanie się w miejscu publicznym z flagą na plecaku zostanie odebrane jako coś pozytywnego. Ale nikomu nie przyjdzie do głowy, że postawienie takiego przedmiotu na podłodze będzie oznaczało bezczeszczenie symboli narodowych. Ekstremalny patriotyzm nie pasuje do Norwegów - mówi w rozmowie ze Styl.pl Anna Kurek-Przybilski, norwegolożka i autorka książki o Norwegii, "Szczęśliwy jak łosoś".

Sara Przepióra, Styl.pl: Norwegia zajmuje wysokie miejsce na liście krajów, w którym żyją najszczęśliwsi ludzie na świecie. Równocześnie co roku notuje się tam wysoką liczbę samobójstw. Jak wytłumaczyć te rozbieżności?

Anna Kurek-Przybilski: - Statystyki samobójstw w Norwegii przedstawiają się niezbyt dobrze, ponieważ stan zdrowia psychicznego w kraju jest dokładnie śledzony, a wszelkie przypadki targnięć na życie skrupulatnie odnotowywane. Podobnie wygląda to w Japonii, która jest krajem bardzo rozwiniętym i uznawanym za jedno z lepszych miejsc do życia, a mimo tego liczba samobójstw jest bardzo wysoka.

Reklama

- Norwegowie są bardzo szczęśliwym narodem. Żyją w końcu w kraju, który jest bardzo stabilny ekonomicznie i politycznie. Na dobre płace nie narzekają nawet ludzie z niższych sfer społecznych. Za dobrobytem kryją się złoża ropy i fundusz Oljefondet, w którym inwestowane są wszystkie pieniądze zarobione na sprzedaży cennego surowca. Mimo wyczerpującej się ropy, Norwegowie z pewnością nie muszą martwić się o swoją przyszłość przez kolejne lata. Jeśli rząd będzie nadal tak świetnie inwestować pieniądze, uboższa przyszłość nigdy nie nadejdzie. 

Zaskoczyło mnie to, że Norwegowie uwielbiają swój kraj i nie przeszkadzają im podwyżki podatków.

- Podejście Norwegów do podatków jest fascynujące. Nie mają problemu z tym, żeby zapłacić za tzw. dobro wspólne. Gdy podatki są podwyższane, typowy Norweg pomyśli, że jego pieniądze zostaną spożytkowane na remont dróg czy poprawę oferty zajęć pozalekcyjnych w szkole, do którego chodzą jego dzieci. Wyższe podatki nie spotykają się ze sprzeciwem. Nie są też dla nikogo kontrowersją. Powodem jest to, że Norwegowie są informowani przez władze, na co zostaną wydane ich pieniądze, a planowane inwestycje zostają realizowane.

- Norwegowie podchodzą inaczej niż Polacy do rzeczy wspólnych. Nikt nie myśli tam wyłącznie o swoim prywatnym szczęściu i satysfakcji. Pod uwagę bierze się dobro całej społeczności. Działa się wspólnie, aby usprawnić kraj i zmieniać go na lepsze. Zdaję sobie sprawę z tego, że to brzmi jak utopia, ale Norwegowie rzeczywiście wypowiadają się pozytywnie o podatkach, mimo że Skandynawia ma jedne z wyższych stawek w całej Europie.

Czy to wynika też z tego, że Norwegowie mają duże zaufanie do rządu?

- Zaufanie do polityków jest na wysokim poziomie. Pojawiają się czasem większe lub mniejsze spięcia w świecie norweskiej polityki, ale śledząc ją powierzchownie, nie natrafimy na poważne skandale, które pogorszyłyby wizerunek rządzących. Norwegowie mają zaufanie do rządu i nie sprzeciwiają się potrzebnym dla społeczeństwa zmianom.

Mieszkańcy Norwegii prowadzą spokojne, pozbawione szaleńczego biegu za sukcesami życie. Czym jest norweskie koselig?

- To słowo można przetłumaczyć dosłownie jako "przytulność". Zbliżone jest do popularnego w wielu europejskich krajach duńskiego hygge i odnosi się do poczucia komfortu w dowolnym miejscu, w którym przebywa Norweg. Koselig może być wszystkim: ulubioną rzeczą, porą dnia, momentem, w którym przykrywamy się kocem i popijamy gorącą herbatę, czytając książkę.

- Zdarza się, że koselig trudno przełożyć bezpośrednio do innej kultury, bo bywa używany w zaskakujących kontekstach. Podczas jednego z moich spacerów po norweskich cmentarzach usłyszałam rozmowę dwóch kobiet, które przechadzały się między pomnikami z niemowlęcymi wózkami. Jedna z nich stwierdziła, że miejsce, w którym się znajduje, jest koselig. Jestem przekonana, że w Polsce nie użyłby takiego sformułowania, żeby opisać cmentarz.

Dlaczego norweskie cmentarze są tak dla pani interesujące?

- Uwielbiam czytać opisy na nagrobkach. Na starszych tablicach upamiętniających zmarłego często wypisany jest jego zawód. Niektóre profesje są w Polsce dość egzotyczne. Czytałam życiorysy rybaków z północy Norwegii, polarników i zdobywców koła podbiegunowego. Norwegom nie brakuje kreatywności, nawet gdy projektują nagrobki. Podczas wizyty na północy kraju znalazłam pomnik, który był wykuty w kształt niedźwiedzia polarnego. Prawdopodobnie zmarły był związany z terenami polarnymi i szczególnie zasłużył się czymś w społeczeństwie.

Pisze pani, że kluczem do porozumienia się z Norwegami jest znalezienie się z nimi w odpowiedniej bańce społecznej. Co to oznacza?

- Bańka społeczna to teoria nieco żartobliwa, ale jednak obecna w norweskim społeczeństwie.  Norwegowie są z reguły uprzejmi i sympatyczni dla wszystkich. Jeśli poprosimy ich o pomoc lub radę, na pewno uzyskamy wsparcie. Żeby jednak zaprzyjaźnić się z Norwegiem, trzeba długo budować relacje i utrzymywać regularny kontakt. Kamieniem milowy, który oznacza, że dostaliśmy się do odpowiedniej bańki, jest moment, w którym Norweg zaprasza nas do domu. Zaznaczę jednak, że takie wizyty nie odbywają się często.

- Polacy nie stronią od zapraszania na kawę i poczęstunek dalszych oraz bliższych znajomych czy sąsiadów, nawet jeśli dopiero wprowadzili się do nowego miejsca. W Norwegii na ten zaszczyt trzeba sobie zapracować. Poza tym Norwegowie, tak jak każdy naród, funkcjonują w różnych kontekstach. Bańki społeczne widoczne są więc w pracy, szkole czy na zajęciach z fitnessu. Wspólne spędzanie czasu nie jest jednak równoznaczne z tworzeniem się głębokiej więzi. Bańki są swoistymi granicami, które oddzielają ludzi w zależności od otoczenia, w którym się znajdują.

Mieszkańcy Norwegii cenią sobie swoją prywatność?

- Dom to dla Norwegów bezpieczne miejsce, do którego nie zaprasza się byle kogo.

Unikanie wywierania presji na innych jest szczególnie widoczne w norweskim systemie edukacji. Jak wygląda nauczanie w Norwegii?

- Coraz częściej w szkołach, szczególnie podstawowych, likwiduje się oceny. Nacisk kładzie się na opisowe podsumowania w formie informacji zwrotnej o staraniach ucznia. Jako osoba związana z systemem nauczania wiem, że wystawianie stopni może nie być wystarczającym uznaniem wysiłków wkładanych w naukę, szczególnie dla dzieci, które dopiero rozpoczynają przygodę z edukacją. Oceny zmuszają uczniów do porównywania się w klasie. W Norwegii każdy oceniany jest indywidualnie. Patrząc na rankingi sprawdzające wiedzę i umiejętność uczniów, dochodzimy do wniosku, że Norwegowie nie radzą sobie najlepiej z edukacją młodych pokoleń. Nie jest to jednak wymierny sposób weryfikacji systemu kształcenia. Brane są w nich pod uwagę bardzo konkretne kryteria, które opierają się egzaminach, testach oraz punktach, co nie przekłada się na sposób nauczania Norwegów.

- Uważam, że pomysły, które Norwegowie wprowadzają do systemu edukacji są fantastyczne. Nie tylko usuwają oceny, ale też prowadzą zajęcia na zewnątrz. Zamiast spędzać cały dzień w ławce, dzieci wybierają się do lasu, oglądają drzewa albo porównują różne liście. Obcują z przyrodą codziennie podczas spacerów, niezależnie od pogody. Podczas jednej z moich wizyt w norweskiej bibliotece publicznej spotkałam grupę dzieci z pierwszych klas szkoły podstawowej. Nauczyciele zabrali je tam, aby przeprowadzić aktywne lekcje. Bibliotekarka oprowadziła uczniów po całym budynku, pokazała im książki i wytłumaczyła, do jakich gatunków literackich należą. Pozwolono im samodzielnie przejrzeć zbiory, zapoznać się z ich treścią, po czym dzieci zjadły razem obiad na środku pomieszczenia przy wspólnym stole.

Dzięki takim rewolucyjnym pomysłom łatwiej jest im spełniać "norweski sen"?

- Marzenia Norwegów o życiu w dostatku i sukcesie zaczęły się pod koniec lat 60 XX w., gdy kraj wzbogacał się szybko na sprzedaży ropy naftowej. Obecnie norweski sen jest stosunkowo łatwy do osiągnięcia, jeśli ktoś się urodził w Norwegii i ma wykształcenie. Wizja spełnionego życia i wysokiego statusu społecznego wiąże się także z norweską fascynacją Stanami Zjednoczonymi. Objawia się to w niemal każdym aspekcie życia Norwegów. Norwegowie mówią płynnie po angielsku, noszą modne amerykańskie ubrania, używają ich kosmetyków oraz innych produktów. Wielkim marzeniem wielu młodych osób jest wyjazd do USA. Można powiedzieć, że norweski sen powoli przeradza się w amerykański, co widoczne jest przede wszystkim zwłaszcza w ostatnich latach.

Z drugiej strony uwielbiają podkreślać swoją "norweskość".

- Z jednej strony wprowadzają do życia amerykańskie zwyczaje, z drugiej podkreślają patriotyzm, choć ten w ich przypadku jest "zdrowy". Pokazanie się w miejscu publicznym z flagą na plecaku zostanie odebrane jako coś pozytywnego. Ale nikomu nie przyjdzie do głowy, że postawienie takiego przedmiotu na podłodze, będzie oznaczało bezczeszczenie symboli narodowych. Ekstremalny patriotyzm nie pasuje do Norwegów. Inaczej sprawy się mają w przypadku języka. Każdy dialog jest równie ważny i nie obowiązuje żaden oficjalny, "lepszy" język. Mówi się, że umownym standardem językowym jest dialekt z Oslo, ale jeśli ktoś odezwie się w inny sposób, nie będzie miał powodu do wstydu. Politycy, dziennikarze oraz celebryci również mówią dialektami.

- Z niepochlebnymi komentarzami należy liczyć się, gdy porzucimy oryginalny dialekt. Pamiętam przypadek jednego piłkarza, który mówił w sposób charakterystyczny dla Bergen. Im częściej pojawiał się w mediach, tym bardziej zanikał jego rodzimy dialekt, ustępując miejsca mowie z Olso. Fala krytyki z jego rodzinnej miejscowości była tak ogromna, że skruszony gwiazdor sportu wrócił do swojego oryginalnego sposobu mówienia. Dialektów się nie porzuca, z dialektów jest się dumnym.

Alkohol podobno rozluźnia na co dzień zamkniętych w sobie Norwegów. Jak wygląda kultura picia w Norwegii?

- Alkohol jest trudno dostępny w Norwegii, ale to nie powstrzymuje Norwegów przed imprezowaniem, a robią to dość intensywnie. W jakimkolwiek większym mieście w weekend z łatwością natkniemy się na całą rzeszę imprezowiczów w różnym stanie upojenia. Alkohol jest dla nim sposobem na dobrą zabawę. Nauczyli się doskonale radzić sobie z tym, że jego dostępność jest tak słaba. Wiedzą, że w sobotę po godzinie 14-tej trudno będzie im kupić napój wyskokowy poza restauracjami i barami, więc robią zapasy wcześniej.

- Słabsze alkohole, takie jak piwo z zawartością alkoholu do 4,5 promila można kupić w supermarketach. Mocniejsze trunki dostępne są wyłącznie w sklepach państwowych Vinmonopolet. Dzięki temu cały dochód ze sprzedaży napojów wyskokowych trafia do budżetu państwa. Co ciekawe w Norwegii działają tylko 337 takie obiekty handlowe.

Dlaczego alkohol jest w Norwegii tak trudno dostępny?

- Pomysł kontrolowania sprzedaży alkoholu jest dość stary i zaczął się w czasie, kiedy w Norwegii na życie miała dość silny wpływ religia. Chciano kontrolować to, jak dużo Norwegowie piją. Sposób sprzedawania alkoholu w całej Skandynawii może się wydawać uciążliwy, ale nie spotyka się z większymi protestami ze strony społeczeństwa. Wszyscy się do tego przyzwyczaili i myślę, że teraz wynika to bardziej z tradycji niż faktycznej chęci kontroli ilości spożywania alkoholu.

W nowoczesnych krajach skandynawskich jest miejsce na tak tradycyjne zasady?

- Norwegia w ubiegłej dekadzie ogłosiła oficjalny rozdział instytucji kościoła od państwa. W kraju działają liczne kościoły protestanckie, dlatego to była tylko formalność. Kościół od lat nie odgrywa żadnej roli w polityce.

Jakiś czas temu internet obiegła reklama norweskiej poczty, w której pojawiła się postać homoseksualnego Świętego Mikołaja. Mam wrażenie, że większość Polaków oburzyła ta koncepcja. Jak jest z tolerancją w Norwegii?

- Kwestie tolerancji nie podlegają w Norwegii żadnej dyskusji, niezależnie czy tematem jest orientacja seksualna, pochodzenie, wyznawana religia czy tło etniczne. Nie ma zwyczaju komentowania inności, obcego akcentu lub wyglądu. Jeśli dyskryminująca uwaga zostałaby rzucona w towarzystwie, zapewne wybuchłaby burza. Nietolerancyjnej osobie zwrócono by od razu uwagę na ten nietakt i brak szacunku dla innej osoby. W Norwegii można być kimkolwiek się chce, a do tego mieć pewność, że nikt nie wykorzysta odmienności przeciwko nam.

Co Norwedzy myślą o Polakach mieszkających w ich kraju?

- Trudno jest poznać ich prawdziwą opinię. Wielokrotnie podpytywałam, co oni tak naprawdę myślą, ale przez moje pochodzenie nie chcieli szczerze odpowiedzieć. Z doświadczenia wiem jednak, że z sympatią do Polaków bywa różnie. Jeśli imigranci dostosowują się do norweskiego stylu życia, uczą się języka i pracują nad tym, żeby być częścią społeczeństwa, są traktowani jak wszyscy. Problem pojawia się, gdy tworzą getta, odgradzają się od Norwegów i nie komunikują się z nimi w żadnym popularnym języku.

- Norwegowie cenią sobie osoby, które potrafią żyć we wspólnocie. Doskonale widać to w mikrospołeczności, jaką są osiedla. Raz na jakiś czas organizowane są wśród mieszkańców prace porządkowe zwane dugnad, takie jak malowanie płotu czy grabienie liści. Sąsiedzi spotykają się w wolny dzień, przynoszą kawę, kanapki i wykonują zadania, które przynoszą korzyść się lokalnej społeczności. Jeśli ktoś się od tego odcina, ponieważ nie identyfikuje się z norweską kulturą, zostanie odebrany negatywnie.

Skąd wzięła się ta inicjatywa społeczna?

- Z norweskiego etosu pracy, czyli troszczenia się o tych, którzy mieszkają obok i współdzielą z nami przestrzeń. Tak jak w przypadku podatków, każdy dokłada coś od siebie, żeby wszystkim żyło się lepiej. Podczas prac społecznych sąsiedzi przeznaczają czas na utrzymanie własnego osiedla w dobrym stanie. Zwyczaj silnie zakorzenił się w naturze Norwegów i pewnie sami nie byliby w stanie wskazać, kiedy dokładnie się rozpoczął.


Nie zdarzają się sprzeciwy?

- W większych ośrodkach miejskich być może nie działa to tak sprawnie. Za to w małych społecznościach, do których zaliczają się głównie Norwegowie lub zasymilowani imigranci, ten sposób odpowiedzialności społecznej się sprawdza. Doświadczyłam tego na własnej skórze. Mieszkałam przez jakiś czas u znajomej w niewielkim bloku. Pewnego dnia sąsiad zaprosił mnie na spotkanie, na którym wykonywane były ćwiczenia pożarowe. Wszyscy zebrali się przed budynkiem i uczyli się, co zrobić w przypadku tak niespodziewanej sytuacji. Nie można odmówić lub nie pojawić się na zebraniu wspólnoty. Przewodniczący sprawdza zazwyczaj listę obecności. Nieobecność któregoś z sąsiadów będzie wiązać się z niewygodnymi pytaniami. Norwegowie biorą takie inicjatywy za oczywistą rzecz i traktują je bardzo poważnie.

Zobacz także:

Martyna Wojciechowska: Przede wszystkim mam porządek w głowie

Najmodniejsza choinka 2021: Te trendy już są hitem!

Styl.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy