Reklama

Reklama

Joanna Jędrzejczyk: Przegrywanie też jest ważne

- Janek nie wygrywając MasterChefa i tak został zwycięzcą. Możemy to przenieść na życie. Przegrywając, ale zdobywając doświadczenie, poznając swoją siłę i pasję tak czy siak wygrywamy - mówi mistrzyni mieszanych sztuk walki Joanna Jędrzejczyk, która wraz z szefem kuchni i restauratorem Janem Paszkowskim wydała książkę "Jedz, śmiej się i walcz".

Agnieszka Łopatowska, Styl.pl: Jak daleko wasze "Jedz, śmiej się i walcz" leży od "Jedz, módl się i kochaj"?

Joanna Jędrzejczyk: - Pewnie niedaleko. W każdej z tych książek znajdziemy coś dla siebie. Nasz tytuł powstał spontanicznie, ale jest prawdziwy i szczery. Po prostu od nas. Zdradza o czym jest: o radości życia, i o tym, że pomimo trudów, jesteśmy szczęśliwymi ludźmi.

Jan Paszkowski: - Każde z tych trzech słów podpowiada nam, w jaki sposób walczyć z przeciwnościami.

Reklama

Kiedy postanowiliście wspólnie wydać książkę?

JJ: - Uwielbiam śniadania. Ciągle od znajomych słyszałam o tych serwowanych w "Bułkę przez bibułkę", chciałam tam iść i poznać szefa kuchni, którym był wtedy Janek. Poznałam go we wrześniu ubiegłego roku, po powrocie z walki w Rosji.

JP: - To była spontaniczna akcja!

JJ: - A pomysł na tę książkę powstał, kiedy przegrałam walkę z Tecią Torres. Przez zaniedbania medyczne i dietetyczne borykałam się z wagą, przez co wiele straciłam w oktagonie. Ale, przede wszystkim, straciłam część siebie. Posiadanie tytułu mistrzowskiego to nie tylko posiadanie pasa, ale coś wyrytego w twojej głowie. Zapowiedziałam, że udowodnię, że da się uregulować wagę, dobrze się odżywiać i gotować, choć w campie przed walką nie ma czasu na stanie w kuchni po kilka godzin.

- Zrobiłam plan tego, co chciałabym umieścić w książce pod wpływem wsparcia, jakie dostałam wtedy od rodziny i fanów - bo przecież nie ma sportu bez fanów. Ale żeby ją wydać, potrzebowałam kopa. Motywacją stała się informacja, że o swojej książce myśli też Janek. Wydając ją wspólnie chcieliśmy pokazać, że można gotować nie tylko zdrowo, ale i smacznie. Krótki proces obróbki i często tylko to, co akurat mamy w lodówce, jest wystarczające. W sporcie nie ma czasu na gotowanie, ale musimy zdrowo jeść. Zdrowie jedzenie to paliwo, nie tylko dla sportowców, ale dla każdego z nas.

JP: - Nasza książka powstała bardzo szybko, ale wynika to z tego, że naprawdę napisana jest z serca. To taki mały poradnik, który ma nas wszystkich naprowadzić na to, żeby żyć szczęśliwie i z uśmiechem.

Wasza książka ma też na celu realne niesienie pomocy.

JJ: - Janek zadedykował ją swojej mamie, która choć odeszła, czuwa nad nim i nami wszystkimi. Wspieram fundację Cancer Fighters, mama Janka walczyła z tą chorobą, więc stworzyliśmy książkę, która pomaga walczyć z rakiem. Nie wydaliśmy jej dla pieniędzy, jej ideą jest pokazanie tego, że sport i kuchnię łączy to samo: ciężka praca, poświęcenie, ale przede wszystkim wiara we własne możliwości. Poza przepisami zawarliśmy w niej właśnie takiego kopniaka, pokazaliśmy, że nie zawsze jest łatwo, ale każdy ma prawo by być kim chce.

Znaczna część przepisów w książce jest Janka, ale kilka też Joanny.

JP: - Sprawdźcie na instagramie #eatlikejoanna, jest tam mnóstwo zdjęć przygotowywanych przez nią potraw. Czasem się nimi inspiruję.

JJ: - Ale i tak przygotowania najlepszego omleta chcę się nauczyć od Jana, bo w przyszłości chcę mieć kawiarnię i serwować tam śniadania do godz. 17:00. Nie jestem osobą, która długo śpi, ale kiedy wracam z trasy o  6:00 rano  i wtedy idę spać, to po przebudzeniu chcę zjeść jajka albo dobrą granolę, a nie kotlety z ziemniakami.

Z czym przyrządzić owsiankę na słono i jakie dziwne smaki autorzy pamiętają z dzieciństwa - czytaj na następnej stronie >>>

Janek zmienia te potrawy tak, że nawet jeśli ktoś jest do nich sceptycznie nastawiony, może spróbować ich w innym wydaniu. Na przykład ja nie cierpię owsianki...

JJ: - Jak można nie lubić owsianki? Jak się na coś uprę, mogę to jeść codziennie, więc jadłam ją przez pięć lat! Wiesz, ile jest pomysłów na owsiankę?!

Teraz już wiem - zachwyciła mnie ta z kimchi.

JP: - Można zrobić z owsianki rodzaj risotta, tyle że z owsa - dzięki temu możesz przyrządzać ją na słono.

Podoba mi się też przepis na majonez cynamonowy.

JP: - To są właśnie podpowiedzi dla naszych czytelników, żeby wychodzić poza schemat.

JJ: - A nie, żeby do wszystkiego dodawać vegetę.

JP: - Kanapka z masłem i vegetą to hit mojego dzieciństwa.

JJ: - Moja kanapka dzieciństwa to chleb, masło i cukier. I jeszcze kanapka ze smalcem i musztardą. A szkolna: świeża buła, masło i ser.

Ile wam zajęło przygotowanie tej książki?

JP: - Szczerze? Koło tygodnia. Mieliśmy już swoje pomysły, połączyliśmy siły i zadziałaliśmy. Brakowało tylko sesji fotograficznej, która została bardzo szybko zorganizowana przez wydawnictwo.

JJ: - Zamknęliśmy restaurację Janka i robiliśmy zdjęcia.

JP: - Niestety, ucierpiała na tym jedna baba.

JJ: - Drożdżowa! (śmiech) Sponiewieraliśmy ją, ale później została zjedzona.

Janku, Joasia zdradziła, że pracujesz nad otwarciem kolejnej restauracji.

JP: - W grudniu ubiegłego roku otworzyłem w Warszawie restaurację J, co jest znakomitym przykładem na to, że nie można się poddawać, trzeba dążyć do spełnienia swoich marzeń.

JJ: - Trzeba wychodzić ze strefy komfortu. Tak, jak Janek to zrobił opuszczając swoją poprzednią pracę, gdzie był szefem kuchni. Teraz sam sobie jest sterem i żaglem.

JP: - Trudno jest opuścić strefę komfortu mając stałą pracę i pensję. Ale kiedy robimy coś z sercem, to przyniesie nam efekt szybciej czy później. Moja knajpa powstała niedługo przed tym, jak zaczęliśmy rozmawiać o książce.

Czego boi się Joanna Jędrzejczyk i czy zjadłaby tarantulę - czytaj na następnej stronie >>>

Na ile MasterChef, którego byłeś najmłodszym uczestnikiem w historii, pomógł ci w tej drodze?

JP: - Ten program totalnie zmienił ścieżkę mojego życia. Jestem z wykształcenia muzykiem. Skończyłem szkołę muzyczną i przez półtora roku studiowałem na wydziale jazzu w Katowicach. Całe moje życie było podporządkowane temu, żeby zostać gitarzystą basowym. Lubiłem gotować, ale nie wiązałem z tym swojej przyszłości. Wtedy pojawiły się zapowiedzi MasterChefa. Tata podsunął mi pomysł, żeby się do niego zgłosić. Nigdy nie uważałem się za osobę, która może z kimś konkurować, tym bardziej przed kamerami, więc od razu tę myśl odrzuciłem. Ale kilka dni później postanowiłem zaryzykować i zgłosiłem się. Nie wygrałem pierwszej edycji, doszedłem do ćwierćfinału, ale to wystarczyło, żeby dostać różne propozycje, między innymi wydania pierwszej książki i prowadzenia swojego programu kulinarnego. Później wydałem drugą książkę kucharską, piszę też felietony do magazynów kulinarnych, robię zdjęcia, więc gastronomia i gotowanie to mój sens życia.

JJ: - Właśnie tutaj jest wygrana i przegrana. Janek nie wygrywając tego programu i tak został zwycięzcą. Możemy to przenieść na życie. Przegrywając, ale zdobywając doświadczenie, poznając swoją siłę i pasję tak czy siak wygrywamy. Na początku kariery przegrywałam walki, ale to mnie doprowadziło do miejsca, w którym jestem. Widzę po moim siostrzeńcu, który uczy się dopiero życia, że zazwyczaj ludzi interesuje tylko wygrywanie. A przegrywanie też jest ważne. Z drugiego miejsca też można wyciągnąć naukę, która i tak zaowocuje zwycięstwem.

Nie każdy się może na to zdobyć.

JJ: - Podobno żeby przełamać strach trzeba codziennie robić jedną rzecz, której się boimy. Ale ja nie dotknę żadnego szczura, ani chomika!

Nawet chomika?

JJ: - Boję się tych małych pazurków...

A pająków?

JJ: - Też. Nie mam arachnofobii, ale nie dotknę. Węża nie wezmę na ręce, pająka też i boję się gryzoni.

A zjedlibyście świnkę morską, tarantulę czy kobrę?

JJ: - Nie!

JP: - Jadłem larwy w Azji i było to dziwne przeżycie. Gdybym miał spróbować czegoś dziwnego, próbowałbym sobie wmówić, że to kawałek kurczaka.

Kiedy pytam kogoś, jak smakuje krokodyl, zazwyczaj odpowiada, że jak kurczak.

JJ: - Rekin smakuje jak kurczak.

Co robicie, kiedy macie zły dzień?

JJ: - Ja jem. Nie żartuję! A kiedy jem, staram się odłożyć telefon. Denerwuję się, kiedy ludzie siadają do stołu i bawią się telefonem. Powinniśmy wrócić do czasów, kiedy jedzenie było czasem dla ludzi, kiedy można było spojrzeć sobie w oczy, uśmiechnąć się do siebie i zatrzymać na chwilę. Dla mnie jedzenie jest celebracją. Nawet jeśli jem fastfood, a zdarza mi się, to dla mnie guilty pleasure. Lubię jeść, lubię smaki i dla mnie to bardzo ważne. Wiem, że jakość jedzenia i to, co jemy, bardzo wpływa na nasze samopoczucie.

JP: Kiedy ja mam gorszy dzień, zrobię wszystko, żeby wyjść na spacer. Moi współpracownicy nazywają go "starczym spacerem". Kiedy wychodzę na przechadzkę z własnymi myślami, odstresowuję się. Nawet kiedy pada deszcz.

JJ: - Każdy sport bardzo rozluźnia głowę, wiem to od czasów, kiedy jeszcze nie byłam sportowcem. Nie usprawnia tylko fizycznie, ale pomaga też psychicznie, dzięki niemu duże problemy życiowe stają się malutkie. Polecam każdemu wyjść pobiegać i wrócić z lepszym humorem.

A potem zrobić sobie coś dobrego do jedzenia...

JJ: - I wcinać to bez wyrzutów sumienia! Jak się człowiek rozgrzeszy, to mu się nic nie odłoży!

Dziękuję Empikowi Bonarka w Krakowie za pomoc w przygotowaniu materiału.

Styl.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy