Reklama

Reklama

Irena Kwiatkowska. Aktorka pracująca, która żadnej roli się nie bała

"Ja jestem kobieta pracująca, żadnej pracy się nie boję" – mówiła bohaterka grana przez Irenę Kwiatkowską w kultowym serialu „Czterdziestolatek”. Mistrzyni śmiechu i niezwykła dama każdą swoją rolą potrafiła skraść niejedno serce. 17 września Irena Kwiatkowska świętowałaby 110. urodziny. - Wszyscy w rodzinie byliśmy zachwyceni jej kreacjami. Nawet malutkie epizodziki zapadały w pamięć! Robiła to w taki sposób, że nadal gdy oglądamy "Czterdziestolatka", wciąż czekamy na pojawienie się Kobiety Pracującej. Wprowadzała energię, coś nowego, była szalenie wyrazista - wspomina bratanica aktorki, Krystyna Kwiatkowska.

"Kochany dzienniczku pragnę by w tobie spoczywały moje postępy w nauce i różne, różne rzeczy"

- tymi słowami rozpoczęła swój pamiętnik 11 stycznia 1925 roku 13-letnia Irena Kwiatkowska.

- Dla mnie była najcudowniejszą ciocią świata! Jako mała dziewczynka najczęściej słyszałam jej charakterystyczny głos w radiu, np. w audycji z "Koziołkiem Matołkiem". Przylepiałam ucho do radia i słuchałam jej głosu. Tata mi oczywiście tłumaczył, że to rola, a ciocia nie jest tym koziołkiem - wspomina w rozmowie z Interią Krystyna Kwiatkowska, bratanica wybitnej aktorki i prezeska fundacji jej imienia. - Ciocia odwiedzała nasz dom okazjonalnie, na przykład z okazji świąt Bożego Narodzenia. To dla mnie też była magia - nagle ten "radiowy głos" pojawiał się w moim domu.

Reklama

Irena Kwiatkowska od początku w centrum uwagi

Irena Kwiatkowska urodziła się 17 września 1912 roku. Jej pierwsze aktorskie występy to interpretacje męskich postaci w szkole średniej. Kwiatkowska wcielała się w role Zagłoby, Papkina czy Kmicica.

Pierwsze poważniejsze aktorskie szlify zdobywała w Państwowym Instytucie Sztuki Teatralnej w Warszawie. To aktor i reżyser Aleksander Zelwerowicz najpierw stwierdził, że ma słabe warunki jak na aktorkę, ale mimo tego wstawił się za nią na przesłuchaniu. Jednak talent Kwiatkowskiej dał o sobie znać, a Zelwerowicz zmienił zdanie i przewidział jej niezwykłą karierę.

Pięć lat przed wybuchem II wojny światowej otrzymała dyplom aktorski. Kreowane przez nią role nie pozostawały niezauważone - krytycy doceniali przede wszystkim jej humor i autentyczność. 

Tuż po ukończeniu szkoły teatralnej zagrała główną rolę w spektaklu "Świerszcz za kominem" na podstawie opowieści Charlesa Dickensa. Co ciekawe, nie miała w nim ani jednej kwestii, a skradła całe show! Kwiatkowska występowała początkowo w zbiorowych scenach przedstawienia dyplomowego "Zaręczyny pod dębem" Jakuba Offenbacha, które do swojego teatrzyku Cyrulik Warszawski włączył Fryderyk Járosy.

Aktorka zagrała na tej scenie jeszcze w rewii "Pod włos", a następnie przeniosła się do Teatru Powszechnego, który prowadził Iwo Gall. Zagrała tu główną rolę w spektaklu "Gałganek" Dario Niccodemiego, którą uznała za swój debiut teatralny. Publiczność mogła również zobaczyć ją m.in. w spektaklach "Balladyna" Juliusza Słowackiego czy "Dożywociu" Aleksandra Fredry.

Zobacz również: Styl Elżbiety II. Dlaczego królowa nosiła kolorowe kreacje i broszki?

"Katarzyna" w Powstaniu Warszawskim

"Wszystko zamknięte - teatry nie wiem na jak długo, jako że popalone i zburzone. [...]"

- cytuje słowa zapisane w pamiętniku przez Irenę Kwiatkowską Soraya Kuklińska w artykule "Katarzyna", czyli Irena Kwiatkowska w Powstaniu Warszawskim".

Karierę Kwiatkowskiej w dużej mierze naznaczyły lata wojny. Gdy we wrześniu 1939 roku Niemcy napadli na Polskę, aktorka nie czekała bezczynnie na to co się wydarzy. W odpowiedzi na apel prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego zgłosiła się na ochotniczkę w gmachu Poczty Głównej przy pl. Napoleona. Otrzymała przydział do prac pomocniczych w Polskim Czerwonym Krzyżu.

Nie chciała grać w teatrach nadzorowanych przez okupanta, dlatego zatrudniła się w Radzie Głównej Opiekuńczej. Zajmowała się dystrybucją żywności, ubrań i środków higieny osobistej. Oprócz tego aktorka m.in. gotowała zupy dla najbiedniejszych mieszkańców. Zarabiała jako kelnerka i kosmetyczka.

Zobacz również: Matka, żona i artystka - Małgorzata Walewska o życiu śpiewaczki operowej

Łączniczka w teatralnej brygadzie

W trakcie Powstania Warszawskiego została przydzielona do VI Oddziału KG AK (Biuro Informacji i Propagandy) i do Grupy "Północ". Kwiatkowska zyskała pseudonim "Katarzyna". W tym trudnym czasie służyła nie tylko jako łączniczka, ale dołączyła również do teatralnej brygady, którą założył Leon Schiller. Teatralny oddział AK ciągle zmieniał lokalizację i nieraz grał w najbardziej niebezpiecznych miejscach Warszawy.

Kwiatkowska występowała m.in. wspólnie z Mieczysławem Foggiem i Mirą Zimińską w powstańczych szpitalach, w piwnicach czy na podwórkach. Swoją grą starali się dawać walczącym mieszkańcom nadzieję i chociaż na chwilę przenieść ich do innego, lepszego świata, z dala od wojennej rzeczywistości. Takim wydarzeniem z pewnością był koncert zorganizowany na terenie Starego Miasta dla ofiar wybuchu transportera min, który 13 sierpnia eksplodował na rogu ulic Kilińskiego i Podwala.

Zobacz również: "Gdy szła korytarzem, zamieniał się on w wybieg"

Znany głos Polskiego Radia

W 1946 roku Irena Kwiatkowska rozpoczęła swoją przygodę z Polskim Radiem, gdzie pracowała jako spikerka. Zaskarbiła sobie przede wszystkim serca najmłodszych słuchaczy, bo to dla nich nagrywała najwięcej radiowych audycji. Na antenie czytała wiersze Juliana Tuwima i Jana Brzechwy. Jej interpretacja "Ptasiego radia" Tuwima do dziś jest uznawana za jedną z najbardziej wybitnych interpretacji wiersza w XX wieku. Kwiatkowska nagrywała też odcinki "Przygód Plastusia" Marii Kownackiej, "Ani z Zielonego Wzgórza" Lucy Maud Montgomery czy "Przygód Tomka Sawyera" Marka Twaina. Aktorkę można było również usłyszeć m.in. w "Podwieczorku przy mikrofonie".

Oprócz tego pojawiała się jako Eufemia w monologach Teatrzyku Eterek Jeremiego Przybory, czytała "Trędowatą" Heleny Mniszkówny i lektury dla dzieci i młodzieży. Z Polskim Radiem była związana przez prawie 65 lat!

Gdy wojenna zawierucha dobiegła końca, Konstanty Ildefons Gałczyński i Antoni Bondziewicz zaproponowali Kwiatkowskiej wyjazd do Krakowa. Aktorka występowała tam w kabarecie Siedem Kotów, a wiersze, skecze i piosenki pisał dla niej właśnie Gałczyński. W ramach Teatrzyku Zielona Gęś, specjalnie dla niej stworzył postać Hermenegildy Kociubińskiej.

Zobacz również: Nellie Bly - pierwsza kobieta, która okrążyła świat. Dziennikarka zapisała się na kartach historii

- Moja ciocia była osobą publiczną - docenianą, bardzo znaną. Gdy udało mi się dostać pracę w Polskim Radiu jako redaktorka od audycji muzycznych dla dzieci, nie przyznawałam się, że ja "z tych Kwiatkowskich". Na szczęście mogłam się schować za nazwiskiem, bo Kwiatkowskich jest dużo. Bo chciałam być samodzielna. Raz spotkałyśmy się przypadkiem, podczas nagrywania wierszy Juliana Tuwima przez polskich aktorów. Ciocia była jedną z recytatorek wierszy, a mnie - nie wiedząc, że jestem jej krewną, poproszono o oprawę muzyczną. I tak spotkałyśmy się w korytarzu. "Co tu robisz Krysiunia?" - do dziś pamiętam to zaskoczenie w jej głosie - śmieje się pani Krystyna.

Dodaje: - Ciocia zawsze była dla mnie czuła i dobra, ale jednocześnie wymagająca. Uczyłam się w szkole muzycznej i gdy ciocia z wujkiem Bolesławem Kielskim przychodzili w odwiedziny, musiałam prezentować swoje postępy muzyczne. "Krysia, zagraj!" - mówili. Była w tym duża życzliwość, ciepło... Ciocia uczestniczyła we wszystkich popisach moich kompozycji i była z tego dumna. A jej wsparcie dodawało mi skrzydeł.

Kobieta pracująca, która nie chciała oglądać "Czterdziestolatka"

Od 1948 roku Kwiatkowska ponownie związała się ze scenami warszawskimi. Zagrała ponad sto ról teatralnych, 20 filmowych i telewizyjnych, w tym w słynnych serialach takich jak "Czterdziestolatek" czy "Wojna domowa".

- mówiła w kultowym serialu "Czterdziestolatek" w roli Kobiety Pracującej.

- U nas w domu nigdy nie chciała oglądać serialu "Czterdziestolatek". Nie było o tym mowy! Mówiła: wy sobie obejrzyjcie, ja nie chcę tego widzieć. Uważała, że tam może dostrzec coś, co mogłaby zrobić lepiej. To, że jest kochana przez wszystkich, to przede wszystkim dlatego, że wszystkie role potrafiła tak skroić, aż wzbudzały zachwyt. Trafiało to do wszystkich - od młodego do starszego. Nieważne, czy do człowieka na wsi, czy człowieka wielkomiejskiego. Wszyscy ją podziwiali, miała wielki dar i ogromną skromność. Gdy ktoś powiedział jej, że jest gwiazdą, odpowiadała, że gwiazdy są na niebie. - Ja jestem po prostu aktorką, która wykonuje porządnie swój zawód - odpowiadała.

W latach 60. Irena Kwiatkowska występowała w Kabarecie Starszych Panów autorstwa Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego. Oprócz tego pojawiała się w kabarecie Szpak, który prowadził Zenon Wiktorczyk. To jednak nie koniec, bo Kwiatkowską można było również oglądać w kabarecie Dudek Edwarda Dziewońskiego i w programach rozrywkowych emitowanych w telewizji: "Mistrzowie estrady" i "Muzyka lekka, łatwa i przyjemna". Kwiatkowska zasłynęła również z roli Ciotki w skeczach, które stworzyła Maria Czubaszek.

- wspominał aktorkę na antenie Polskiego Radia w 2011 krytyk Tomasz Mościcki, który nazywał ją również "mistrzynią śmiechu".

Irena Kwiatkowska została nagrodzona Nagrodą Honorową Polskiego Radia - "Diamentowym Mikrofonem", Nagrodą "Gwiazda telewizji Polskiej" z okazji 50-lecia TVP za role w teatrze telewizji i kabarecie. Aktorka została uhonorowana Złotym Medalem "Zasłużony Kulturze Gloria Artis". 

Zobacz również: Irena Kwiatkowska: "Jestem kobieta pracująca..."

Irena Kwiatkowska - ikona

- Została ikoną, bo to, co robiła, robiła fenomenalnie. Ciężko na to pracowała - to nie tak, że był to tylko talent. Owszem, to była iskra Boża. Gdy jeszcze studiowałam, prosiła mnie, bym grała na pianinie, bo ona musiała prześpiewać i poćwiczyć piosenki pana Jerzego Wasowskiego. Gdy mówiłam: ciociu, to jest świetne, w odpowiedzi słyszałam: nie, nie, nie, nie, jeszcze raz. Nagrywała sobie te swoje próby na Grundiga, żeby móc potem je odtwarzać. Na tekście robiła "znaczki", pytała mnie o zdanie, ale nie było potrzeby robienia jakichkolwiek uwag. Wszystko robiła kapitalnie. Zdanie zawsze ujmowała kapitalnie - przyznaje Krystyna Kwiatkowska.

- kontynuuje Kwiatkowska. - Robiła to w taki sposób, że nadal gdy oglądamy "Czterdziestolatka", wciąż czekamy na pojawienie się Kobiety Pracującej. Wprowadzała energię, coś nowego, była szalenie wyrazista. Ciocia swoje kwestie podkreślała gestem. Ważna jest też odpowiednia mina. Wiele razy czytała tekst, aby wiedzieć jaka powinna być postać. Na przykład hrabina Tułbaczewska - ciocia wymyśliła sobie dla tej postaci specjalne  kroczki, bo hrabina musiała mieć rys charakterystyczny. I ona go wprowadzała! Wprawiła tym w zachwyt Przyborę i Wasowskiego. Myślała nawet, że się z niej śmieją, bo robi coś głupiego, ale oni śmiali się, bo tak ich po prostu potrafiła rozbawić swoją kreacją. Była też szalenie krytyczna względem siebie. Wciąż dążyła do doskonałości - kontynuuje. 

Kochała podróże, dbała o urodę i była pesymistką. Irena Kwiatkowska prywatnie

Chociaż na scenie była wulkanem energii, to prywatnie była raczej pesymistycznie nastawiona do życia. Irena Kwiatkowska uwielbiała podróżować - jeszcze przed wybuchem wojny udało jej się zjeździć pól Europy. Uwielbiała zwiedzać zabytki i podziwiać widoki. Co ciekawe, słynęła też z oszczędności i stroniła od wydawania pieniędzy w trakcie wycieczek. Chociaż polska publiczność pokochała aktorkę, to ona sama niezbyt siebie akceptowała. Twierdziła nawet, że nie jest zbyt utalentowana.

Dla aktorki było ważne dbanie o urodę, dlatego też sama zdobywała potrzebne składniki, z których tworzyła krem. Pod koniec wojny aktorka jeździła do Mińska Mazowieckiego, gdzie "zażywała kąpieli w owsiance".

- Niewiele rozmawiałyśmy na tematy rodzinne, a mnie nie wypadało wypytywać o jakieś prywatne sprawy. Był jednak trudny moment w moim życiu. Bardzo ceniony przez ciocię mój pierwszy mąż - muzyk, zdecydował się związać z inną kobietą. Szykował się rozwód, a ona bardzo to przeżywała. Uznała, że to straszne, że mąż "robi to jej Krysi". Była dla mnie ogromnym wsparciem. To jej najpierw zwierzyłam się z tego wszystkiego, a nie rodzicom. Uznałam, że ona w przeciwieństwie do nich podejdzie do całej sprawy bez paniki. Okazało się jednak, że ciocia też jest bardzo emocjonalna. Wzięła sprawy w swoje ręce, pomogła mi z prawnikiem i innymi tego typu sprawami - zdradza pani Krystyna.

- Gdy po latach znalazłam nowego partnera, ogromnie się ucieszyła. Jestem z nim do dziś. Jako profesor politechniki wzbudził niemałe zainteresowanie cioci, a zwłaszcza tematyka, jaką się zajmował, czyli nanotechnologia. Ciocia miała otwartą głowę, była ciekawa świata. Chciała nawet z nami lecieć do Japonii, ale "zainterweniowali" lekarze. W końcu ciocia miała ponad 90 lat, a zmiany ciśnienia i sama podróż to byłoby duże ryzyko - opowiada.

Bolesław Kielski - wielka miłość Ireny Kwiatkowskiej

"Mogę wyjść za mąż, ale dzieci i bólu... niech Bóg broni, za nic, za nic...!" - pisała w swoich dziennikach Irena Kwiatkowska. W jednym z wywiadów stwierdziła, że "albo dzieci, albo teatr. Aktorstwo i macierzyństwo wymagają całkowitego poświęcenia. Nie chciałam, by dziecko było dla mnie przeszkodą, by opieka nad nim stała się męczącym obowiązkiem. Role to moje rodzone w bólach córki".

Do szaleństwa kochała jednak swoją bratanicę.

- W czasach PRL było biednie, ciocia dawała mi swoje ubrania, które przywoziła z Francji. Pamiętam, że marzyłam o pantofelkach z prywatnego punktu przy Chmielnej. Ciocia mi je kupiła. Miała odruchy macierzyńskie w stosunku do mnie, traktowałam ją jak drugą mamę. Niestety moja mama i mama chrzestna niespecjalnie się nawzajem lubiły. Byłam trochę jak między młotem a kowadłem i nie mogłam się przyznać, że te pantofelki mam właśnie od cioci. Takie to były sprawy, ale obie były dla mnie kochane... Powiedziałam mamie, że sama je sobie kupiłam, bo pracowałam w trakcie studiów w przedszkolach jako rytmiczka. Pamiętam, jak ciocia gładziła mnie po włosach, miałam bujną czuprynę, słyszałam od niej: "Krysiuniu ty moja śliczna". Ona bardzo ciepło się do mnie zwracała. To było bardzo dla mnie ważne - wspomina Kwiatkowska.

Prawdziwą miłość i swoją bratnią duszę spotkała dopiero po latach. Zakochała się bez pamięci w spikerze Bolesławie Kielskim, którego poznała w radiu. Połączyła ich pasja do podróży i jazzu. 3 listopada 1948 roku wzięli ślub. To on był jej największym fanem i chodził na wszystkie jej występy w Warszawie, prowadził nawet zeszyt z wycinkami prasowymi na jej temat. Para unikała uczestnictwa w imprezach czy bankietach, bo o wiele bardziej wolała spędzać czas w swoim towarzystwie czy towarzystwie najbliższych.

Niestety, szczęście pary przerwał nieszczęśliwy wypadek Kielskiego. Mężczyzna, gdy wychodził z domu, przewrócił się i uderzył głową o beton. Lekarze w szpitalu poinformowali o postępującym paraliżu. Kwiatkowska opiekowała się nim przez kolejne lata, co wiązało się też z mniejszą intensywnością grania.

- Ziemia zapadła mi się pod nogami. Myślałam, że nie będę umiała się otrząsnąć. Moje wszystkie myśli, serce i dusza poszły za nim w inny świat. W ten sposób dalej jestem z nim w kontakcie. Modlę się i rozmawiam z nim. Kochał mnie, dawał mi poczucie bezpieczeństwa, był moim piorunochronem - powiedziała Kwiatkowska w rozmowie z portalem e-teatr.pl.

-  Ciocia zapraszała mnie na premiery teatralne, pomieszkiwałam u niej w czasie studiów, gdy w mieszkaniu moich rodziców trwał remont. Prywatnie, stałyśmy się sobie bardzo bliskie, gdy ciocia skończyła 90 lat. Ciocia mieszkała "na Tamce", a ja już na Kabatach, czyli dla cioci - na wsi. Mówiłam jej, że po śmierci wujka nie powinna mieszkać sama. Bo mimo opieki ze strony pani Zofii, która przychodziła trzy razy w tygodniu, sprzątała i gotowała, przez większość czasu ciocia była sama. Dopiero po długich namowach postanowiła się przeprowadzić na Kabaty - zdradza moja rozmówczyni.

Po śmierci ukochanego Irena Kwiatkowska znalazła pocieszenie w wierze. 

- Dziękuję Bogu, że tak długo żyła i zgodziła się przeprowadzić na Kabaty. Mieszkała vis-a-vis kościoła. Ucieszyła się z nowego mieszkania, dobrze się zaadaptowała. Istnieje powiedzenie, że starych drzew się nie przesadza, ale ciocia poczuła się tu świetnie. Uwielbiała chodzić na spacery... Niestety dwa lata przed śmiercią zaczęła się gubić, tracić orientację w terenie... Musiałam natychmiast skorzystać z pomocy Domu Aktora w Skolimowie, ale niemal codziennie tam byłam u cioci - wspomina Kwiatkowska.

W ostatnim wywiadzie zdradziła, że marzy o spokojnej śmierci. I tak, legendarna polska aktorka odeszła 3 marca 2011 roku w Domu Aktora w Skolimowie. Miała 98 lat.

110. rocznica urodzin Ireny Kwiatkowskiej

Z okazji okrągłej, 110. rocznicy urodzin wybitnej aktorki, Fundacja im. Ireny Kwiatkowskiej przygotowała sporo wydarzeń upamiętniających artystkę. Wszystkie przedsięwzięcia są planowane od 16 września do 4 grudnia 2022 roku.

W dniu urodzin aktorki fundacja opublikuje w mediach społecznościowych kolejną animację do wiersza "Ptasie Radio" Juliana Tuwima w interpretacji Kwiatkowskiej. Autorką animacji jest Agata Droga-Bazan. Na profilu fundacji na Facebooku można już zobaczyć dwa inne animowane wiersze - "Sroka" i "Kaczka Dziwaczka" Jana Brzechwy. 

17 września w Muzeum Literatury w Warszawie nastąpi otwarcie wystawy z jej pamiętnikami. 

- Z początkiem 2022 roku odwiedził mnie kustosz Amadeusz Szklarz-Habrowski z Muzeum Literatury i namówił, abym przekazała do muzeum pamiętniki, które ciocia pisała  jako dziewczyna od 14-tego do 24-go roku życia. Pamiętniki te otrzymałam po śmierci cioci. Początkowo nie chciałam nikomu  ich pokazywać, bo wraz z moją córką niesamowicie przeżywałyśmy to, co zostało w nich opisane. Jednak  kiedy po kilku latach pojawił się u mnie pisarz Marcin Wilk z Krakowa z zamiarem napisania książki o Irenie Kwiatkowskiej dla wydawnictwa Znak, przekonał mnie, by wspomnieć chociaż o tych pamiętnikach. Zgodziłam się na publikację jedynie ich fragmentów, które ostatecznie trafiły do książki Marcina pt "Irena Kwiatkowska. Żarty się skończyły". Z kolei książka ta trafiła w ręce wspomnianego kustosza muzeum. Przekonali mnie, by przekazać je muzeum w całości. W muzeum takie pamiątki są odpowiednio przechowywane i zabezpieczone - opowiada Krystyna Kwiatkowska. 

W programie obchodów znalazły się również warsztaty teatralno-literackie, pokaz animacji "Sroka, "Kaczka Dziwaczka", "Ptasie radio" oraz spotkanie z Krystyną Kwiatkowską poświęcone pamiętnikom. Ich fragmenty przeczyta aktorka Hanna Śleszyńska. W październiku planowane jest odsłonięcie tablicy pamiątkowej dedykowanej wybitnej warszawiance.

Kwiatkowska niczym kosmonautka. Powstanie mural aktorki?

Przysłowiową wisienką na torcie obchodów ma być mural z wizerunkiem aktorki. W internecie trwa już zbiórka na ten cel. 

- Ciocia marzyła by lecieć na księżyc. Moim marzeniem jest spełnić to jej marzenie. Aby powstał mural godny aktorstwa cioci o jego wykonanie poprosiłam znakomitą, cenioną za świetne murale kobiecą grupę bardzo utalentowanych artystek z RedSheels, które wykonały m. innymi mural Kory, Wandy Rutkiewicz, Romana Wilhelmiego. Mural ma być na jednej ze ścian w pobliżu miejsca urodzenia cioci - zdradza bratanica aktorki. 

Na ten cel potrzeba 48 tys. zł. 

- Powstał poważny problem z finansowaniem. Nagle wycofał się sponsor i jesteśmy zmuszone do uruchomienia zbiórki. Teraz ogromnie dużo zależy od hojności wielbicieli talentu Ireny Kwiatkowskiej. Bardzo liczymy na to wsparcie. Jestem przekonana , że ostatecznie uśmiech cioci Irenki będzie cieszyć wszystkich patrzących na mural - przyznaje Krystyna Kwiatkowska.

Jeśli uda się zebrać potrzebną kwotę, uroczyste odsłonięcie muralu ma nastąpić w drugiej połowie października 2022 roku. A póki co, można wybrać się do Ustki i usiąść obok aktorki na dedykowanej jej ławeczce. 

***

Zobacz również:

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Irena Kwiatkowska | kobieta pracująca | Czterdziestolatek

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy